Trolle kosztują. Unia podwaja budżet walkę z dezinformacją

W roku wyborczym, ze strachu przed akcjami dezinformacyjnymi, Komisja Europejska podwyższa budżet zespołu zwalczającego taki proceder z 1,9 na 5 mln euro.

Potęgę fałszywych informacji widzimy choćby dziś, gdy z powodu telefonów o podłożeniu bomb, już drugi dzień w wielu szkołach odwoływane są matury. O ile w większości takich przypadków za informacje odpowiedzialni są uczniowie, którym nie spieszy się do egzaminu dojrzałości, to już sam problem dezinformacji w Unii Europejskiej przybiera coraz poważniejszy wymiar.

Dezinformacja to nie tylko walki o głosy na polityka, to także – wspieranie ruchów antyszczepionkowych, zabawne z pozoru walki płaskoziemców, czy brak zaufania do nauki. Wspólnym efektem tych działań jest wywołanie chaosu i osłabienie zaufania także do demokracji. A w tym roku odbędzie się kilka kluczowych dla Europy wyborów, jak te do Parlamentu Europejskiego, ale także jesienne wybory w Polsce.

CZYTAJ TAKŻE: Whatsapp wypowiada wojnę politycznym fake newsom

Ze znaczenia „fake newsów” zdają sobie sprawę także urzędnicy Komisji Europejskiej. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, KE oczekuje, że budżet agencji Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (EEAS) na zwalczanie dezinformacji i podniesienia świadomości na temat jej negatywnego wpływu wzrośnie ponad dwukrotnie, z 1,9 mln euro w 2018 r. do 5 mln euro w 2019 r. Dziś w zespole Strategic Communication Task Force East pracuje 16 osób, grupa ta jest częścią działu komunikacji strategicznej, który zatrudnia obecnie nieco ponad 50 osób.

– Wzrost budżetu i liczby pracowników jest związany z coraz bardziej istotną kwestią dezinformacji przed wyborami europejskimi – potwierdza nam Johannes Bahrke, rzecznik ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa w Komisji Europejskiej.

W tym roku Unia Europejska zainwestuje więc w ograniczanie dezinformacji ok. 20 mln zł. W tym samym czasie – uznane przez UE za istotnych nadawców fake newsów redakcje takie jak Russia Today – działają w 110 krajach, Sputnik News – również popularny nadawca informacji nie zawsze zgodnych z prawdą – w kolejnych 30 krajach. Nie mamy sprawdzonych informacji na temat ich budżetu, ale o jego skali świadczy zasięg działalności – w RT pracuje przeszło 700 osób, stacja ma docierać do nawet 150 mln odbiorców.

CZYTAJ TAKŻE: Facebook bierze się ostro za fake newsy

Jednak w ocenie ekspertów – te 5 mln euro to kropla w morzu potrzeb. – Trzeba się cieszyć, że ten budżet mocno wzrósł, ale faktycznie nadal jest bardzo mały jak na potrzeby badawcze – ocenia prof. Dariusz Jemielniak z katedry zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym na Akadamii Leona Koźmińskiego. Jego zdaniem, taki budżet to kwota porównywalna z jednym grantem badawczym European Research Council, a wykrywanie i zwalczanie botów jest działalnością typowo badawczą, wysokiego ryzyka. – Praca tego zespołu jest potrzebna i użyteczna, ale to nie jest zespół, który jest w stanie zaadresować skalę potrzeb, które są związane z sianiem dezinformacji. Chodzi przy tym o informacje o charakterze politycznym, ale też medycznym.

Płaskoziemcy a demokracja

Podsycanie ruchów antyszczepionkowych to dziś jedno z narzędzi cyberwojny. Te działania są sponsorowane przez ruchy antydemokratyczne, są dość dobre badania pokazujące, że Rosjanie sponsorują ruchy antyszczepionkowe, głównie dlatego, że to zwiększa niepokój społeczny – tłumaczy prof. Jemielniak. Wskazuje na epidemię odry, która w najlepsze rozwija się właśnie w Unii Europejskiej, USA czy na Ukrainie. To przykład, gdy małe działania w Internecie i przekonanie kilku osób ma wpływ na całą społeczność, bo zbiorowa odporność działa tylko, gdy zaszczepionych zostało 95 proc. mieszkańców. Wystarczy zmienić więc odrobinę nastroje społeczne, by zdanie zmienił 1-2 proc. osób– i mogą się rozwijać epidemie.

CZYTAJ TAKŻE: Groźne oblicze SI. To mistrz konfabulacji i fake newsów

– Mamy ruch płaskoziemców, pozornie zabawny, ale podsycanie tego rodzaju wątpliwości może być korzystny dla państw, które chcą osłabiać demokrację w Europie, bo osłabiają zaufanie do nauki – mówi Jemielniak, który podaje przykład kampanii przeciwko płaskoziemcom, także szerzącej nieprawdziwe informacje. – Niedawno widziałem kampanię na Facebooku, w której wyśmiewano płaskoziemców. Na dowód opublikowano zdjęcie z Mount Everestu, pozornie pokazującego krzywiznę ziemi. Ale faktycznie zdjęcie zostało zrobione obiektywem typu „oko ryby”, który zakrzywia płaszczyzny. Z Mount Everestu nie widać krzywizny Ziemi, jest za niski. Powodowanie niewiary w system naukowy, absurdalne diety, to wszystko oznacza destabilizowanie system instytucjonalnego i zagraża demokracji – mówi ekspert.

Trudna jest odpowiedź na pytanie – kto jest odpowiedzialny za akcje dezinformacyjne. Tu jest więcej poszlak, a i stron zainteresowanych jest wiele, niekoniecznie tylko Rosja. – Pytanie, komu zależy nie na drobnej zmianie wyników wyborów, a na destabilizacji całego systemu i tu ryzyko jest bardzo poważne. Gdy mamy ruchy, które kwestionują demokrację, czy powodują poważne problemy społeczne, jak ruchy antyszczepionkowe, to mamy sytuację wręcz wrogą – mówi Jemielniak.

Ryzyko w mediach społecznościowych.

Warto na koniec dodać, że nie każdy złośliwy czy nieprawdziwy wpis jest autorstwa opłacanego trolla. Często mogą to być osoby prywatne, jednak z obserwacji analityków wynika, że szerzeniem dezinformacji w internecie zajmują się chętnie internetowe trolle i np. agencje marketingu szeptanego. Tutaj sprawa jest mniej czarno-biała, agencje teoretycznie otrzymują wynagrodzenie za szerzenie ustalonego przekazu o marce bądź produkcie. Przekaz ten, utrzymują agencje oficjalnie, jest prawdziwy, i pakiet pozytywnych informacji może kosztować ok. 200-300 zł za 100 wpisów na forach i mediach społecznościowych.

O kampaniach negatywnych firmy oficjalnie nie informują, takie działania są zabronione. – To mogą być umowy negocjowane indywidualnie biorąc pod uwagę także ryzyko, jakie za tym idzie – mówi nieoficjalnie jeden z analityków mediów społecznościowych i dodaje, że firmy mają różne cenniki, za 300 wpisów można też zapłacić nawet ponad tysiąc zł. Wszystko zależy od ich jakości. O tym, że takie oferty też są realizowane, świadczą choćby szeroko komentowane wpisów w mediach społecznościowych podczas niedawnego strajku nauczycieli – o zapłakanej kuzynce czy roześmianych nauczycielkach w Starbucksie. Identyczne wpisy opublikowano z wielu kont, a nauczyciele siedzieli raz w kawiarni w Warszawie, raz we Wrocławiu.

Skala problemu wykracza poza złośliwe wpisy, kampanie internetowe, te oficjalne i nieoficjalne, budują wizerunek polityków w sieci, a całość może istotnie wpłynąć na wynik wyborów do parlamentu czy wyborów prezydenckich. Przed dwoma laty, gdy Tygodnik Podhalański opublikował na Twitterze zdjęcie prezydenta Andrzeja Dudy z restauracji w Zakopanem, zainterweniował jeden z jego urzędników. Według redakcji, prezydent jadł w Wielki Piątek – kiełbaskę, według jego urzędnika – faszerowanego pomidora. – Myśmy wybory wygrali, dzięki pilnowaniu Internetu – powiedział wtedy Tygodnikowi Marcin Kędryna, dzisiejszy dyrektora biura prasowego prezydenta.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Polska firma zapowiedziała horror w Los Angeles

Krakowska spółka nieoczekiwanie zaprezentowała trailer nowej gry „Blair Witch” i zapowiedziała jej premierę już ...

Boom na rynku gier. To będzie rekordowy rok

Wysyp topowych premier w ostatnich miesiącach sprawia, że fani coraz więcej wydają na ulubione ...

Sławomir Matul: Wirtualna rzeczywistość bramą do realnego świata

Chcemy, żeby zacierała się granica wirtualności. Spowodować, żeby gogle i cały system był tylko ...

Kupujemy coraz więcej elektroniki premium. Kluczem online i łatwość obsługi

Globalna sprzedaż elektroniki użytkowej, w tym sprzętu RTV i artykułów gospodarstwa domowego, przekroczyła w ubiegłym ...

Milionowe oszczędności dzięki chatbotom

Popyt na chatboty, czyli inteligentne algorytmy, który potrafią prowadzić konwersacje przy użyciu języka naturalnego ...

Kanada zgodziła się na ekstradycję wiceprezes Huawei

Rząd w Ottawie zgodził się na rozpoczęcie procedury ekstradycyjnej Meng Wanzhou, wiceprezes, dyrektor finansowej ...