Sędzia NSA: Sztuczna inteligencja wspiera sąd, ale go nie zastępuje

Tomasz Kolanowski, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego
Fotorzepa

Prawnicy, choć obawiają się informatyzacji życia zawodowego, coraz częściej muszą się z nią mierzyć. Wiedza o działaniu systemów informatycznych staje się niezbędna w codziennej pracy – mówi Tomasz Kolanowski, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Kilkanaście lat temu wydawało się, że autonomiczne auta czy sztuczna inteligencja to odległa przyszłość. Dziś cyfryzacja i informatyzacja odgrywają coraz większą rolę w naszym życiu. W sądach też?

Jestem sędzią, nie informatykiem, ale nie trzeba nim być, żeby zauważyć, że cyfryzacja coraz bardziej wkracza w nasze życie osobiste i zawodowe. Z moich obserwacji wynika, że obawy świata prawniczego przed informatyzacją ich życia zawodowego są bardzo duże. Prawnicy muszą jednak coraz częściej mierzyć się z wyzwaniami informatyzacji postępowań administracyjnych i sądowych. Otacza nas „black mirror”. W pojęciu tym kryje się ekran TV, komputera, tabletu czy smartfona. Wszystko, co nam się oferuje, ma ułatwić życie, ale pojawia się też obawa, czy nie prowadzi lub już nie doprowadziło do totalnej inwigilacji. I nie chodzi mi o śledzenie przez powołane do tego służby.

A przez kogo?

Podam najprostszy przykład z życia. Żona pyta mnie: dlaczego oglądałeś w internecie oferty nowych smartfonów, chcesz coś kupować, przecież masz dobry? Okazuje się, że jej wyświetlały się na komputerze oferty zakupów rzeczy, które oglądałem na swoim komputerze. Zgroza. Dobrze, że to tylko smartfony. To oczywiście drobiazg, bo przed prawnikami prawdziwe wyzwania.

To jakie będą te prawnicze wyzwania?

Problemy pojawią się na wielu płaszczyznach. Wiele mówi się o pojazdach autonomicznych. Co, gdy np. będzie musiał wybrać: wjechać w kobietę z dzieckiem przechodzącym przez jezdnię czy dokonując manewru, wjechać w troje dorosłych? Prowadzone są badania, jak ma się zachować pojazd autonomiczny w sytuacji kryzysowej, mówi się o moralności maszyn. Samo określenie budzi mój niepokój. Kto będzie ponosić odpowiedzialność: czy inżynierowie, którzy pojazd zaprogramowali, a może jego właściciel, czy ktoś, kto w jakiś sposób koordynuje jego pracę? Czy lepiej, jeśli auto prowadzi kierowca, który może ryzykować śmierć dla potencjalnego uratowania kilku osób? Kwestia pojazdów autonomicznych, zakresu ich autonomii i praktycznego zastosowania to bardzo szerokie spektrum różnych problemów zarówno etycznych, jak i prawnych. Na szczęście w ustawie – Prawo o ruchu drogowym, polski ustawodawca zdecydował się na definicję pojazdu autonomicznego, z niewielkim stopniem tej autonomii.

Czy jako sędzia NSA wyobraża pan sobie, że kiedyś program komputerowy zastąpi sędziego?

Można sobie wyobrazić, że sztuczna inteligencja będzie analizować wszystkie przypadki i generować decyzję za sędziego. O ile w prostych sprawach, w których przekroczony został na przykład termin o dokonania jakiejś czynności, maszyna mogłaby podejmować decyzję, o tyle robot orzekający w innych sprawach budzi moje zastrzeżenia. Sztuczna inteligencja może i powinna wspierać naszą pracę, ale nigdy nie powinna nas zastępować.

Podam przykład. Trybunał Konstytucyjny Niemiec w sprawie BvR 357/05 z 15 lutego 2006 r. został zapytany przez dowództwo lotnictwa po zamachach na World Trade Center 11 września 2001 r., czy można prewencyjnie zestrzelić samolot z terrorystami dla uniknięcia większej liczby ofiar. Odpowiedział, że „życia ludzkie nie są mierzalnymi wartościami, które można arytmetycznie ważyć, jedne wobec drugich – w konkretnej sytuacji wojskowi wraz z kierownictwem politycznym muszą podjąć decyzję w zależności od sytuacji, a potem ponosić konsekwencje każdej decyzji bądź jej braku”. Przenosząc to na informatyzację sądownictwa, powiedziałbym, że to sędzia musi podjąć decyzję i ponosić za nią odpowiedzialność – nie program komputerowy. Program może tylko wspomagać naszą pracę i służyć obywatelom, np. w łatwiejszym dostępie do sądu.

Nieograniczone możliwości internetu, powszechny do niego dostęp powodują, że wielu z nas czerpie wiedzę prawniczą z sieci. Specjalne programy mają też ułatwiać życie sędziom. Czy nie są jednak przy okazji źródłem kłopotów?

Rzeczywiście dostępność do informacji nie jest dziś problemem. W sądownictwie administracyjnym mamy np. program, w którym są publikowane wszystkie orzeczenia zapadłe we wszystkich sądach administracyjnych. W wersji zanonimizowanej jest dostępny w internecie. Tylko że są tam wszystkie wyroki od 2007 r. Nawet używając słów kluczy, gdy otrzymamy kilkadziesiąt czy kilkaset wyników, czyli orzeczeń do przejrzenia, ich analiza staje się pracochłonna. Problemem staje się więc nie brak informacji, ale jej nadmiar. I tu sztuczna inteligencja mogłaby być pomocna.

Z końcem maja 2019 r. sądownictwo administracyjne weszło w erę informatyzacji. Natomiast komunikacja elektroniczna to od pięciu lat chleb powszedni dla podatników i skarbówki. Czy te przykłady potwierdzają, że Polacy przekonali się do tej wygodnej przecież formy komunikacji z administracją i sądami?

Moim zdaniem raczej nie. Prawnicy są wręcz niechętni do korzystania z tej formy komunikacji. Trzeba by zapytać korporacje prawnicze i doradców podatkowych dlaczego. Jeden z doradców podatkowych prowadzący dla koleżanek i kolegów szkolenia twierdzi, że nie są oni przekonani do tej formy kontaktu. Ma to moim zdaniem kilka przyczyn. Po pierwsze, prawnicy nie umieją się posługiwać tymi narzędziami, po drugie, nie mają do nich zaufania, po trzecie, przyzwyczaili się do papierowej formy kontaktu, czują się w niej pewnie.

Przecież w codziennym życiu nie stronimy od kart płatniczych, przelewów internetowych?

Jest to o tyle dziwne, że prawie wszyscy korzystamy z wygodnych form płatności. Prawie każdy ma konto internetowe, płaci plastikiem lub za pomocą aplikacji. Nie dziwi nas też, gdy smartfon jest używany do płatności w sklepach.

To skąd dystans do elektronicznej formy komunikacji w postępowaniach administracyjnych?

Do niedawna oferta podmiotów publicznych w informatyzacji koncentrowała się na publikowaniu wzorów druków do pobrania. Drukowaliśmy druk, wypełnialiśmy go, po czym udawaliśmy się do urzędu, by go złożyć. Mało było spraw, które mogły być załatwione przez internet. To ostatnio dynamicznie się zmienia. Jak podaje Ministerstwo Cyfryzacji 3 mln Polaków ma już profil zaufany, czyli są to potencjalni klienci korzystający z usług cyfrowych. I to tylko może spowodować presję na organy oraz sądy, aby również i ich oferta była atrakcyjna. Gdy się okaże, że skala usług oferowanych przez podmioty publiczne jest bardzo duża, a załatwianie spraw niezbyt skomplikowane, obywatele chętniej będą korzystać z tej formy komunikacji. Tak było w bardziej rozwiniętych krajach europejskich, np. we Francji. Problemem jest to, aby organy państwowe, samorządowe, sądownictwo nadążały za tymi oczekiwaniami.

Skarbówka od dawna się chwali, że Polacy pokochali rozliczenia przez internet.

Jestem sędzią, orzekam w sprawach finansowych i owszem, organy podległe ministrowi finansów to profesjonalne podmioty, które oferują całe spektrum usług dla podatników. Ale trzeba też pamiętać, że organami np. w podatku od nieruchomości są wszyscy wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast, organami odwoławczymi są samorządowe kolegia odwoławcze, a w sprawach przewijają się także inne jednostki, które nie zawsze mają elektroniczną skrzynkę podawczą, a ta jest niezbędna. Sama skrzynka zresztą nie wystarczy, trzeba mieć program i ludzi, którzy go będą obsługiwać.

Może nie wszyscy chcemy się komunikować z urzędem czy sądem przez internet?

Oczywiście, nie każdy musi korzystać z tej formy komunikacji i wybór powinien zostać zachowany. Jednak nie mogą go mieć organy czy sądy, które powinny taką komunikację dopuszczać i rozwijać. Nie jest to proste, ale zbliża się rok 2020 i wydaje się, że już czas, by wszystkie podmioty publiczne umożliwiały komunikację elektroniczną. To, czy obywatele będą z niej korzystać, to inna sprawa. Można jednak wymagać tej formy komunikacji od profesjonalnych pełnomocników i tak jest w sprawach podatkowych.

Nie zawsze to ułatwia życie podatnikom. Świadczą o tym spory, które trafiają do NSA.

To problem złych przepisów?

Mamy wiele przepisów prawa, w tym podatkowego, które regulują podstawowe definicje, zasady obowiązujące w elektronicznym obrocie, wreszcie prawa i obowiązki. To bardzo specyficzny język. Trudności w korzystaniu ze środków komunikacji wynikają także ze specyfiki informatyki. Przykładowo w ordynacji podatkowej mamy przepis, który stanowi
„o problemach technicznych” uniemożliwiających komunikację elektroniczną. Ich wystąpienie oznacza, że wracamy do obrotu papierowego. Z tym problemem NSA przyszło się zmierzyć w wyroku z 22 marca 2019 r. (II FSK 937/17), gdzie pomimo obowiązku doręczenia interpretacji przez internet, organ dokonał doręczenia za pośrednictwem poczty. NSA musiał ocenić, co to jest problem techniczny. Przy orzekaniu sędziowie musieli wziąć pod uwagę techniczne aspekty funkcjonowania systemów informatycznych. To pokazuje, że wiedza o ich działaniu staje się niezbędna w codziennej pracy prawników. To duże wyzwanie dla nas – nie tylko sędziów, ale i profesjonalnych pełnomocników, a także wszystkich, którzy mogą stać się stronami postępowania.

Czy po kilku miesiącach można powiedzieć, że cyfryzacja postępowania sądowoadministracyjnego to sukces?

Jak to na głowie?

Moim zdaniem należało skupić się na budowie jednolitego programu obsługującego dwa rodzaje postępowań, tj. administracyjne i sądowoadministracyjne. Cyfrowa rewolucja powinna więc zacząć się od organów pierwszej instancji poprzez drugą instancję administracyjną, w tym podatkową, a dopełnieniem powinna być część poświęcona postępowaniu sądowemu. Wtedy stalibyśmy „na nogach”. Tymczasem od początku działań można obserwować, że organy, a także sądy realizują swoją informatyzację oddzielnie, każdy we własnym zakresie. Dlatego w najbliższym czasie dostęp do akt z postępowań administracyjnych będzie ograniczony. Z tego m.in. powodu nie powinniśmy snuć wielkich planów cyfryzacji wszystkiego.

A z czego może wynikać to, że na cyfryzację nie patrzy się kompleksowo?

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą być liderami w informatyzacji postępowań sądowych. Chcą wykorzystać sytuację, w której brak wsparcia informatycznego może stać się szansą zbudowania od podstaw czegoś nowoczesnego. Kraje zachodnie borykają się z problemem udoskonalania tego, co już mają. Nie da się jednak wdrażać informatyzacji, przeskakując pewne etapy. Jestem zwolennikiem informatyzacji
„step by step”.

Nie pozorujmy pewnych działań?

Nie chciałbym, aby informatyzacja była na pokaz. Zapewnijmy obywatelom najpierw podstawowe usługi i potem je rozwijajmy, tak żeby ludzie po obu stronach kabla umieli przystosować się do zmieniającej rzeczywistości. Szanujmy każdego, kto te procesy rozumie, a pozostałym spokojnie je tłumaczmy. I pamiętajmy, że informatyzacja postępowań administracyjnych i sądowych ma być przede wszystkim po to, by ułatwiać życie obywatela. Jeżeli przy okazji ułatwi to także pracę pracownikom, urzędnikom i sędziom oraz obniży koszty budżetowi państwa i budżetom domowym, będziemy mogli powiedzieć, że informatyzacja zmierza w dobrym kierunku.

Mogą Ci się również spodobać

Black Friday, czyli wielki wyścig na obniżki

W piątek piątek wielu Polaków, a większość Amerykanów czy Brytyjczyków, spędzi na przeszukiwaniu promocji ...

Złe wiadomości dla vlogerów. Zapłacą według stawek 18 i 32 proc.

Dochody z reklam vlogera podlegają opodatkowaniu na zasadach ogólnych według progresywnej skali podatkowej. Powinny ...

Szef rozpozna emocje pracownika dzięki AI

Biznes sięga po sztuczną inteligencję (AI), która będzie w stanie określać, a nawet przewidywać ...

Małe i średnie firmy na celowniku hakerów

30 proc. firm z sektora MŚP stwierdziło, że incydenty naruszenia bezpieczeństwa kosztowały je mniej ...

Deepfake zniszczy politykę, biznes i życie prywatne ludzi

Ćwierć miliona dolarów – tyle padło łupem oszustów, którzy w pierwszym dotąd udokumentowanym przestępstwie ...

Uber tylko z licencją taxi i w oznakowanych autach

Tak od stycznia 2020 r. ma wyglądać rynek przewozu osób zamawianych przez aplikację. W ...