Krzysztof A. Kowalczyk: Półroczny urlop testuj u siebie, rządzie

Przepisami nie da się kształtować kultury biznesowej. Dlatego, zanim władza wprowadzi sześciomiesięczny powszechny urlop na zakładanie startupu, niech sama sprawdzi jego sensowność w spółkach Skarbu Państwa.

W Europie przyjęło się, że państwa stosunkowo mocno ingerują w relacje pracownik–pracodawca. Czasem taka ingerencja, choć radykalna i utrudniająca tu i teraz życie biznesowi, z perspektywy czasu okazuje się zbawienna i dla przetrwania państwa, i dla ocalenia odradzającego się rynku. Tak właśnie było z dekretem naczelnika Piłsudskiego z 1918 r. ograniczającym czas pracy do ośmiu godzin dziennie i 46 tygodniowo. Dzisiaj takie ograniczenie uważamy za oczywistość – pojawiają się nawet postulaty skrócenia tygodnia pracy z obecnych 40 godzin – ale wówczas była to zmiana rewolucyjna. Spełnienie tego i innych postulatów socjalistów przez władze odradzającej się Rzeczypospolitej wytrąciło z rąk argumenty inspirowanym przez bolszewików radykałom i być może uchroniło Polskę przed wybuchem rewolucji.

CZYTAJ TAKŻE: Półroczny „urlop na startup”? Grozi exodus specjalistów

Dzisiaj czasy mamy spokojniejsze, a ingerencje państwa pozostają daleko mniej radykalne, co nie znaczy, że nie ryzykowne. Jednym z ryzykownych posunięć jest forsowany przez panią minister rozwoju półroczny urlop na założenie własnego startupu. Intencje są wzniosłe: pracownik zyskałby możliwość zmierzenia się z rynkiem, a gdyby biznes nie wypalił, wracałby do firmy bez negatywnych konsekwencji
ze strony pracodawcy. Ma to w zamierzeniu uwolnić pokłady innowacyjności tkwiące w znudzonych i sfrustrowanych pracownikach korporacji.

Sęk w tym, że to tak działać raczej nie będzie. Postawmy się w roli pracodawcy, który chwilowe odejście może – nie bez słuszności – uznać za silny sygnał, że podwładny gotów jest w każdej chwili zmienić barwy klubowe. Nietrudno wtedy o obawę
o bezpieczeństwo firmowych tajemnic i utrzymanie relacji z klientami. Ponadto trzeba na miejsce urlopowanego znaleźć jakieś zastępstwo,
a to powoduje dodatkowy koszt.

Żeby taki urlop naprawdę zadziałał, pracownik musiałby być dla firmy absolutnie niezbędny, a relacja między nim a pracodawcą musiałaby się opierać na głębokim wzajemnym zaufaniu. Takiego modelu nie da się zadekretować, można go uzyskać, tylko kształtując przez lata sprzyjającą kulturę biznesową. Zmiana przepisów tego procesu nie zastąpi.

Wszelako pani minister nie stoi ze swoim pomysłem na straconej pozycji. Wystarczy przecież porozumieć się z nadzorującym spółki Skarbu Państwa ministrem aktywów państwowych. Niech on bez zmiany przepisów wprowadzi tam urlop na startup. Wszak w myśl polityki rządu duże spółki Skarbu Państwa mają być odbiorcami innowacyjnych pomysłów. Z pewnością szefowie zgłoszą je na ochotnika. Któż z nich sprzeciwiłby się woli ministra, który może w każdej chwili uruchomić kadrową karuzelę?

Mogą Ci się również spodobać

10 lat więzienia za polski przekręt na kryptowalutach

Prokuratura Okręgowa w Suwałkach oskarżyła dziś Marcina A., współzałożyciela BitMarketu, o działanie na szkodę ...

Tu rządzą kobiety. Udany debiut giełdowy aplikacji randkowej Bumble

Bumble, aplikacja randkowa, którą wyróżnia to, że kobiety wykonują pierwszy ruch zadebiutowała w czwartek ...

Kosztowne śledzenie. Google pozwane na 5 mld dolarów

W pozwie zbiorowym przeciwko Alphabet, czyli spółce matce Google, oskarżyciele domagają się odszkodowania za ...

TDJ Pitango Ventures rusza z drugą edycją konkursu dla startupów

Każdy zwycięski zespół w TDJ Pitango Seed Competition 2 może uzyskać do 1 mln ...

Prezes Nanogroup: Leki na raka mogą być tańsze i bezpieczniejsze

Z badań wynika, że zahamowaliśmy rozwój nowotworów i ograniczyliśmy ich przerzuty. Co najważniejsze, taka ...

Gigantyczna awaria. MySpace utracił miliony plików użytkowników

W efekcie zmian serwera doszło do masowego skasowania wszystkich danych zapisanych na tej popularnej ...