Nowy pomysł na polski grafen. W proszku

123RF, ambelrip

Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME) chce być drugim graczem w Europie w produkcji grafenu płatkowego.

W przyszłym roku ITME planuje uruchomić nową linię do wyrobu tzw. grafenu płatkowego (w proszku). W ten sposób stukrotnie zwiększy swoje obecne możliwości produkcyjne. Na ten cel instytut dostał niemal 6 mln zł dotacji.

Naukowcy z ITME przekonują, że tego rodzaju grafen może znaleźć szerokie zastosowanie w przemyśle, a produkty z domieszką tego supermateriału trafią na rynek znacznie szybciej niż w przypadku tzw. grafenu foliowego, którego komercjalizacją – bez sukcesów – zajmowała się spółka Nano Carbon, należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i KGHM TFI. Instytut ma już podpisane umowy z firmami, które sprawdzają możliwość użycia grafenu w swoich fabrykach. Już niewielka domieszka tego materiału może zdecydowanie poprawić właściwości m.in. narzędzi, wyrobów gumowych, smarów czy materiałów budowlanych.

Instytut nie rezygnuje z dalszych prac nad grafenem foliowym, który znajduje zastosowanie przede wszystkim w elektronice

– Jestem przekonany, że w Polsce dojdzie do komercjalizacji grafenu płatkowego i my będziemy mieli w tym duży udział. Na razie sporą barierą jest cena grafenu, ale po zwiększeniu skali produkcji ulegnie ona znacznej obniżce – zapewnia Zbigniew Matyjas, dyrektor ITME.

Jednocześnie instytut nie rezygnuje z dalszych prac nad grafenem foliowym, który znajduje zastosowanie przede wszystkim w elektronice. Jak ujawniła niedawno „Rzeczpospolita”, ITME z dotacji krajowych i unijnych ma odkupić wart kilkanaście milionów złotych specjalistyczny sprzęt do wytwarzania takiego grafenu od Nano Carbon. To jedyne tego typu urządzenia w Polsce, których zakup sfinansowali właściciele grafenowej spółki.

CZYTAJ TAKŻE: Polska wypadła z wyścigu po grafen

Sprzęt od początku był użytkowany przez naukowców z ITME w ramach współpracy. Instytut ogłosił już przetarg na zakup urządzeń. Odpowiedział na niego jedynie Nano Carbon, który kończy swoją działalność. Jak tłumaczą właściciele tej spółki, ITME nie dostarczyło w wyznaczonym terminie technologii grafenowej gotowej do komercjalizacji i dlatego dłuższe funkcjonowanie spółki nie ma biznesowego uzasadnienia.

– Wywiązaliśmy się z powierzonego nam zadania – utrzymuje Matyjas. Dodaje, że od połowy 2017 r. najważniejszy z reaktorów do produkcji grafenu został zablokowany przez właściciela i ITME nie mogło już z niego korzystać.

CZYTAJ TAKŻE: Porażka z grafenem to tylko wierzchołek góry lodowej

Natomiast od połowy lutego 2019 r., według informacji PAP, kontrolę w ITME prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Chodzi o dzierżawę należących do instytutu laboratoriów i urządzeń w latach 2011–2015 najpierw przez spółkę EPI Lab, a później ENT. Prezesem pierwszej z nich i właścicielem drugiej był ówczesny pracownik ITME Włodzimierz Strupiński, zwany ojcem polskiego grafenu. – Istnieje podejrzenie, że podpisane z tymi firmami umowy były skrajnie niekorzystne dla instytutu i ja to podtrzymuję – stwierdził Matyjas.

Strupiński tłumaczy natomiast, że dzierżawienie urządzeń przez prywatną firmę EPI Lab miało pomóc w zdobyciu finansowego wsparcia na badania od inwestora z Monako. Po wycofaniu się tego partnera powstał pomysł budowy nowej spółki – ENT, której ITME miało być udziałowcem. – Takie przykłady w Polsce już były. Chodziło o stworzenie partnera komercyjnego na okoliczność projektów badawczych, co ułatwiłoby przełamanie barier administracyjnych, a docelowo przedsiębiorstwa produkcyjnego – długofalowego partnera dla instytutu. Ostatecznie ITME nie zdecydował się na objęcie udziałów, a współpraca została zakończona – wyjaśnia Strupiński.

CZYTAJ TAKŻE: Pieniądze na grafen znalazły się w… Azotach

Według naszych informacji uruchomienie kontroli w ITME analizuje obecnie także Najwyższa Izba Kontroli. Wcześniej zbadała już Nano Carbon i wykryła tam sporo nieprawidłowości. Według NIK przyczyną zaprzestania produkcji grafenu przez tę spółkę było jej przedwczesne, nieuzasadnione dokapitalizowanie i niegospodarność. Nano Carbon utrzymywała się z wpływów od państwowych firm – PGZ i KGHM TFI.

Nano Carbon trafił także pod lupę warszawskiej prokuratury. Śledczy badają, czy w latach 2013–2018 w spółce mogło dojść do nadużycia udzielonych uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez osoby zajmujące się sprawami majątkowymi, m.in. poprzez zawieranie niekorzystnych umów. KGHM TFI liczy na to, że postępowanie rozstrzygnie, jakie technologie rzeczywiście zostały wypracowane na urządzeniach, które były w dyspozycji Nano Carbon i ITME.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Jego dron zagrał w „Niezniszczalnych 3”, teraz Polak zbudował latający czołg

Założona przez konstruktora Witolda Mielniczka podrzeszowska firma B-Technology uruchomiła właśnie produkcję innowacyjnego drona Xerall ...

Polski hyperloop w europejskiej elicie

Hyper Poland, firma zajmująca się rozwojem projektu kolei magnetycznej inspirowanej technologią hyperloop wdrażaną przez ...

Czas inteligentnej transformacji

Lenovo wprowadza produkty i usługi, które mają pomóc firmom w przejściu do świata cyfrowych ...

Żona Jeffa Bezosa zostanie jedną z najbogatszych kobiet świata

Jeff Bezos, szef Amazona, przekaże akcje spółki o wartości 35 mld dol. swojej żonie ...

Nowa technologia batem na podróbki

Blockchain ma pomagać w walce z masowym fałszowaniem produktów. Takie rozwiązania testuje już branża ...

Polka nominowana do prestiżowej nagrody. Ułatwi życie miliardom internautów

Marta Karczewicz została nominowana do Nagrody Europejskiego Wynalazcy 2019, przyznawanej przez Europejski Urząd Patentowy. ...