Pod maską pracuje doskonale znany silnik V8 o pojemności 5,2 litra, tym razem doładowany sprężarką. Jednostka współpracuje z siedmiobiegową, dwusprzęgłową skrzynią DCT – dokładnie tym samym zestawem, który znamy z poprzedniego Shelby GT500. Oficjalnych danych mocy Ford jeszcze nie ujawnił, ale wiadomo jedno: Dark Horse SC ma być ustawiony poniżej ekstremalnego GTD o mocy 815 KM. To jednak wciąż oznacza wynik przekraczający 700 KM, czyli poziom, na którym zdrowy rozsądek zaczyna pakować walizki.
Pod maską Forda Mustanga Dark Horse SC pracuje doskonale znany silnik V8 o pojemności 5,2 litra.
Podwozie bez litości: MagneRide, Brembo i torowe opony
Jeśli ktoś liczył, że przy takiej mocy Ford pozwoli na półśrodki w podwoziu, to może od razu przesiąść się do wersji EcoBoost. Dark Horse SC otrzymał adaptacyjne amortyzatory MagneRide z nowym oprogramowaniem, sztywniejsze sprężyny, zmienione stabilizatory oraz poprawioną geometrię zawieszenia. Pod maską pojawiła się również magnezowa rozpórka kielichów, która jasno komunikuje, że tu nie chodzi o lans pod kawiarnią.
Czytaj więcej
Dziś dominują duże, centralne ekrany – często 15 cali lub więcej – ale jeśli większość funkcji będziemy obsługiwać głosem, nie będą już potrzebne t...
Za wytracanie prędkości odpowiadają hamulce Brembo: sześciotłoczkowe zaciski z przodu i czterotłoczkowe z tyłu. Całość stoi na 20-calowych felgach z oponami Pirelli P Zero R – gumach, które nie uznają kompromisów i nie przepadają za chłodnymi porankami. To zestaw, który mówi jasno: najpierw tor, potem komfort.
Aerodynamika zamiast chromów – tu każdy element ma sens
W Dark Horse SC chromów raczej nie uświadczymy. Zamiast tego mamy aerodynamikę, która rzeczywiście coś robi. Nowy przedni zderzak poprawia chłodzenie i przepływ powietrza. Centralny wlot jest o 65 proc. większy niż w standardowym Dark Horse, a boczne wloty… po prostu dwukrotnie większe. Aluminiowa maska generuje 2,5 razy więcej docisku niż seryjna. Z tyłu pojawił się nowy dyfuzor, bo skoro jedziemy szybko, wypada też posprzątać asfalt za sobą.
Dla tych, którym „standardowy” Mustang Dark Horse SC wydaje się zbyt cywilizowany, Ford przygotował opcjonalny pakiet Track Pack.
Opcja Track Pack – kiedy tor jest ważniejszy niż kręgosłup
Dla tych, którym „standardowy” Dark Horse SC wydaje się zbyt cywilizowany, Ford przygotował opcjonalny pakiet Track Pack. I tu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Specjalna kalibracja MagneRide, 20-calowe felgi z włókna węglowego oraz opony Michelin Pilot Sport Cup 2 R, opracowane specjalnie do tego modelu we współpracy z Michelinem. Do tego karbonowo-ceramiczne hamulce znane z GTD – tarcze o średnicy 16,5 cala z przodu i 14,5 cala z tyłu.
Z tyłu pojawia się charakterystyczny „kaczy ogon” oraz nowy karbonowy spoiler. Razem generują aż 290 kg docisku przy 290 km/h. To już nie jest stylistyka ani marketing. To czysta fizyka. Track Pack dorzuca również regulowaną kontrolę trakcji zapożyczoną z GTD, z pięcioma poziomami ingerencji, włącznie z całkowitym wyłączeniem ESC. Innymi słowy: Ford zakłada, że wiesz, co robisz. Albo przynajmniej bardzo w to wierzy.
Ford Mustangu Dark Horse SCZ znajdziemy kierownicę z GTD, obszytą skórą i spłaszczoną u dołu.
Wnętrze Dark Horse SC: funkcja wygrywa z formą
Kabina Dark Horse SC nie próbuje udawać luksusowego salonu. Jest funkcjonalna i podporządkowana jeździe. Znajdziemy tu kierownicę z GTD, obszytą skórą i spłaszczoną u dołu, Alcantarę oraz wstawki z włókna węglowego. Fotele Recaro są dostępne w pakiecie Track Pack, natomiast w „zwykłym” SC pozostają opcją. To jasny sygnał, że priorytety zostały ustawione bardzo konkretnie.
Ford Mustang Dark Horse SC w wersji Track Pack ma charakterystyczny „kaczy ogon” oraz nowy karbonowy spoiler.
Cena, dostępność i utracona przyjemność tuningu
Ceny i pełne dane techniczne Ford ujawni później. Wiadomo natomiast, że zamówienia ruszą wiosną, a pierwsze auta trafią do klientów latem. I jedno jest pewne: to nie będzie cichy debiut.
Mustang od zawsze był klasyczną zabawką dużych chłopców. Zazwyczaj zakup auta był dopiero początkiem drogi – potem przychodził czas na modyfikacje, poprawki i personalizację. W przypadku Dark Horse SC producent pozbawił właściciela tej drugiej fazy przyjemności posiadania Mustanga. Samochód jest tak zaawansowany, że trudno będzie tu coś poprawić. To propozycja dla tych, którzy chcą mieć ekstremalnego Mustanga, chętnie pojadą nim na tor, ale nie mają czasu – ani potrzeby – bawić się w tuning. Ford zrobił to za nich. I zrobił to bardzo skutecznie.