Jego postawę można by uznać za nierealistyczną. Ale on pewnie uważa, że gospodarka Rosji – przestawiona na wojenne tory – zapewni mu w końcu zwycięstwo na polu bitwy.
Ponieważ ewentualne gospodarcze kłopoty spowodowane militaryzacją ekonomii nie pojawiają się z dnia na dzień, tylko w dłuższych okresach, Kreml sądzi zapewne, że nie musi się zbytnio spieszyć. Przynajmniej jeszcze do końca przyszłego roku.
Dlatego nie ustępuje z niczego, nawet z takich żądań, które automatycznie przysparzają mu znacznie więcej wrogów.
Czytaj więcej
Rosyjski dyktator uzależnił polityczne, społeczne i gospodarcze życie w kraju od wojny z Ukrainą. Rosyjscy eksperci ostrzegają, że jej zakończenie...
Kolejna rosyjska próba wbicia klina między USA i Europę
A do takich należy domaganie się międzynarodowego uznania podbojów w Ukrainie. Żądanie absolutnie nie do przyjęcia przez Europejczyków, którzy osiemdziesiąt lat pokoju zawdzięczają właśnie rezygnacji ze zmian granic siłą i odmowie uznania ich. Od Hiszpanii po Finlandię nikt w tej kwestii raczej nie poprze Putina.
Stąd pewnie gwałtowne, putinowskie oskarżenia Europy o to, że chce napaść na Rosję i jest główną przeszkodą w zawarciu pokoju z Ukrainą. Na jego, rzecz jasna, warunkach.
Kreml pewnie dobrze wyczuwa i próbuje wykorzystać wahanie Waszyngtonu w sprawie Ukrainy i naszego kontynentu. A USA nie są pewne, jak długo mogą sobie pozwolić na grzęźnięcie w niekończących się rozmowach z Putinem, odwracając się tym samym od rejonu Pacyfiku i głównego swego problemu – rywalizacji z Chinami. Stąd dziwaczne zachowania amerykańskie wobec wojny w Ukrainie i próby jej szybkiego zakończenia z pominięciem Europejczyków w negocjacjach.
Przeciągające się debaty z Kremlem mogą doprowadzić do tego, że Biały Dom odstąpi w końcu od roli samozwańczego pośrednika między Moskwą i Kijowem. Jeśli jednak USA zrezygnują obecnie z angażowania się w sprawy Europy, kontynent samodzielnie nie udźwignie konfrontacji z Rosją. Europejczycy potrzebują czasu – kilku lat – by się do tego przygotować.
Czytaj więcej
Czy Europę stać jeszcze na samodzielność? Unia Europejska powstała i nabrała siły pod presją amerykańską. A dziś, bez USA, przypomina chaotyczny ja...
Bez wątpienia Kreml doskonale zdaje sobie z tego sprawę i nie ma zamiaru niczego ułatwiać: ani USA, ani Europie. Tym bardziej, że jego własna gospodarka wyznacza mu inny horyzont czasowy – prawdopodobnie jednego roku. Stąd gwałtowne ataki propagandowe na Europę jako winowajcę przeciągającej się wojny i sugestie wobec Waszyngtonu, że bez ingerencji Europejczyków oba państwa (a raczej ich przywódcy) szybko by się porozumieli.
Kto padnie ofiarą USA
A Biały Dom obecnie pewnie próbuje rozwiązać problem, co robić dalej i kogo powinien zacząć naciskać i szantażować, by zakończyć wojnę w Ukrainie: Kijów czy Brukselę. Ostatnie wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej administracji (już po klapie ostatnich rozmów na Kremlu) sugerują, że znów ich ofiarą może paść nieszczęsna Ukraina. Cel najłatwiejszy, awantura amerykańsko-europejska mimo wszystko mogłaby mieć bardzo złe konsekwencje dla obu stron. Bez poparcia Europy USA na przykład nie mogą raczej liczyć na sukces w konfrontacji z Chinami.
Intrygujące, że po amerykańskiej stronie nie pojawia się chęć wywarcia naprawdę silnej presji na Rosję, by zmusić ją do ustępstw. Nie można wykluczyć, że Donald Trump nadal żywi nadzieję na przeciągnięcie Putina na swoją stronę w konfrontacji z Chinami. Jeśli tak, to źle świadczy to o rozumieniu otaczającego świata przez amerykańskiego prezydenta. Kreml bowiem jest obecnie zbyt uzależniony od Pekinu, by próbować zerwania z nim.
Cóż więc pozostaje USA? Albo dalsze prowadzenie długich i nudnych dyskusji z Putinem o Ukrainie, albo ostentacyjne zdystansowanie się od spraw europejskich.