Na naszych oczach spełnia się czarny scenariusz. Dostawy amerykańskich rakiet do Polski będą opóźnione, zgodnie z tym, co przewidywaliśmy już na początku amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran. Amerykanie nie tylko tego nie ukrywają, ale wyraźnie nam to zakomunikowali. Podobnie jak Wielkiej Brytanii, Litwie i Estonii. Tak przynajmniej wynika z doniesień dziennika „Financial Times".

Reklama
Reklama

Waszyngton dał Polsce do zrozumienia, że w pierwszej kolejności musi uzupełnić własne zapasy uzbrojenia, które w zaledwie dwa miesiące wojny z Iranem mocno uszczuplił. Według pochodzących z kwietnia 2026 roku danych Center for Strategic and International Studies wykorzystano już co najmniej połowę pocisków THAAD, niemal połowę pocisków Patriot, około 45 proc. nowych pocisków balistycznych PrSM do HIMARS oraz 30 proc. rakiet Tomahawk. Tak wysokie tempo zużycia amunicji rakietowej powinno być dla Polski powodem do głębokiej refleksji nad tym, jak sami powinniśmy budować jej zapasy oraz zdolności do szybkiego odtwarzania stanu magazynów. Szczególnie że podobnej lekcji udzielił nam już konflikt toczący się na Ukrainie.

Czytaj więcej

Polska musi uzbroić się w cierpliwość. USA przekierowują broń

Dla Stanów Zjednoczonych Izrael jest ważniejszy niż Polska

Musimy też pamiętać, że poza uzupełnieniem własnych magazynów priorytetem dla USA będzie odbudowa zapasów Izraela i sojuszników z rejonu Zatoki Perskiej. Nie będzie nim natomiast szybkie dostarczanie uzbrojenia na wschodnią flankę NATO, która u prezydenta Donalda Trumpa, delikatnie rzecz ujmując, nie cieszy się szczególną estymą, nawet jeśli równocześnie z krytykowaniem NATO jako takiego prezydent USA, od czasu do czasu, chwali Polskę. Departament Stanu właśnie zatwierdził sprzedaż Izraelowi, Katarowi, Kuwejtowi i ZEA uzbrojenia za ponad 8,6 mld dolarów. Kolejność dostaw uzbrojenia dla sojuszników jest aż nadto czytelna.

Mimo pokładanych w USA nadziei, Polska, jak się właśnie okazało, w kolejce po amerykańskie uzbrojenie nie stoi wysoko. Mamy dziś zaledwie dwie baterie Patriot z ośmiu zamówionych. Dostawy kolejnych sześciu miały się zacząć w 2027 roku Dziś nie wiadomo, czy terminy te w ogóle zostaną dotrzymane, tym bardziej że za opóźnienie dostaw stronie amerykańskiej nic nie grozi. Taki jest urok kontraktów podpisywanych z USA.

System Patriot

System Patriot

Foto: Infografika PAP

Poza wyrzutniami czekamy też na 788 pocisków PAC-2 GEM-T zamówionych w 2025 roku To sporo, przy globalnej produkcji rakiet Patriot ledwie przekraczającej 700 sztuk rocznie. I to nawet jeśli wkrótce ruszy zaplanowana produkcja tych pocisków w fabryce w Niemczech. Same kraje Zatoki Perskiej zużyły w miesiąc blisko 2 400 takich rakiet (chociaż doniesienia te nie zostały oficjalnie potwierdzone, to są one dość wiarygodne). Taka skala dysproporcji między produkcją a zużyciem mówi sama za siebie.

USA nie są już zbrojeniową potęgą z czasów II wojny światowej i zimnej wojny

Ślepa wiara w przemysłowy potencjał USA mści się dziś nie tylko na Polsce, ale i na reszcie Europy. Lubimy myśleć o Stanach w kategoriach zbrojeniowej potęgi z czasów II wojny światowej i zimnej wojny. Były to czasy, kiedy produkcja uzbrojenia w fabrykach w USA odbywała się na masową skalę. To jednak od dawna nie ta sama gospodarka.

Czytaj więcej

Donald Tusk traci cierpliwość do Donalda Trumpa. Ale alternatywy nie ma

Dzisiejszy amerykański przemysł nie nadąża ani za szybko rozwijającymi się Chinami, ani, choć na razie tylko w niektórych kategoriach, za takimi państwami jak Iran czy przestawiona na gospodarkę wojenną Rosja. Donalda Trumpa można nie lubić, trudno go też chwilami traktować poważnie, ale w diagnozie stanu amerykańskiego przemysłu się nie mylił. Oparta na big techach gospodarka może i nadal rośnie, jednak to właśnie skoncentrowanie się na ich potrzebach oraz ślepa wiara w potęgę globalizacji produkcji spowodowały obecną bezradność Amerykanów wobec wyzwań współczesności.

W tej sytuacji szczególnie trafna wydaje się diagnoza zwerbalizowana przez wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który pytany w Radiu Zet, czy odzyskanie zdolności przemysłowych zajmie tygodnie, czy lata, odpowiedział wprost, że odbudowa zdolności produkcyjnych przemysłu, zarówno amerykańskiego, jak i europejskiego, to „niestety lata, a nie miesiące”.

Polska musi rozpocząć własną produkcję amunicji rakietowej

Polska nie może sobie jednak pozwolić na czekanie, aż USA się przebudzą. Wnioski powinniśmy wyciągnąć dziś i muszą one iść znacznie dalej niż wyłącznie dywersyfikacja źródeł zakupu. Bo nawet najlepiej zdywersyfikowany import nie rozwiązuje problemu, jeśli klucz do magazynów wciąż trzyma ktoś inny. Jedyną realną odpowiedzią jest własna produkcja amunicji rakietowej w Polsce. I to w możliwie jak najszerszym zakresie. Pewną wskazówkę, jak można to robić, już mamy. Dokładnie tą drogą poszła przecież atakowana od czterech lat przez Rosję Ukraina. To całkiem ciekawy, wart stałego obserwowania wzorzec.

Zestaw HIMARS

Zestaw HIMARS

Foto: PAP

Na tym polu mamy się już czym pochwalić, choć skala wciąż pozostawia sporo do życzenia. Pierwszym przełomem była decyzja o zakupie koreańskich Homarów-K. W Polsce odbywa się nie tylko końcowy montaż wyrzutni, ale, co znacznie ważniejsze, udało nam się pozyskać prawo do lokalnej produkcji podstawowej amunicji rakietowej do tych systemów.

Agencja Uzbrojenia podpisała z Hanwhą kontrakt o wartości 14 mld zł na kilkanaście tysięcy pocisków do koreańskich wyrzutni. Grupa WB Electronics utworzyła z Koreańczykami spółkę, która buduje w Polsce fabrykę rakiet w Gorzowie Wielkopolskim. Dla porównania: HIMARS-ów mamy 20, Homarów-K już około 150 z zamówionych 290. I mimo długotrwałych starań obecnego rządu zgody Amerykanów na produkcję amunicji do wyrzutni HIMARS w Polsce nie ma. I pewnie nie będzie. Słusznie zatem zakup kolejnych wyrzutni został na razie wstrzymany.

Drugim, równie istotnym przełomem, jest umowa na produkcję w Polsce rakiet przeciwlotniczych CAMM-ER, brytyjsko-włoskiego systemu obrony powietrznej średniego zasięgu, kluczowego dla programu Narew. To drugi, po Homarze-K, przypadek transferu technologii rakietowej do polskiego przemysłu. I dokładnie tą drogą musimy iść dalej, w możliwie najszerszym spektrum, od prostych i tanich rakiet dla systemów antydronowych typu SAN po rakiety dalekiego zasięgu.

Trzeba też nieustająco pamiętać, że Amerykanie chętnie sprzedają wyrzutnie. Chętnie sprzedają amunicję, o ile im jej akurat nie brakuje. Ale kontrolę nad uzbrojeniem, łącznie z tym, kiedy i do czego może być użyte, zachowują zawsze. Tak działał Waszyngton za rządów Joe Bidena, tak działa za Trumpa. I tak będzie działał w przyszłości. Lekcja z 2026 roku jest brutalnie prosta: jeśli klucz do naszych magazynów trzyma ktoś inny, to nasze bezpieczeństwo jest dokładnie tak duże, jak wysoko w kalendarzu dostaw posiadacza tego klucza się znajdujemy.