Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są skutki konsolidacji władzy przez aktualne władze Syrii?
- Dlaczego Kurdowie tracą na obecnych zmianach w układzie sił w Syrii?
- Jakie są możliwe konsekwencje zawarcia porozumienia o zawieszeniu broni w Syrii?
- Jakie są interesy Turcji w Syrii?
- W jaki sposób USA angażują się w proces stabilizacji w Syrii?
- Jak zmienia się rola Rosji w syryjskim konflikcie i lokalnej polityce?
Ostatnie tygodnie starć zbrojnych w Syrii świadczą, jak niestabilna jest nadal sytuacja w kraju po kilkunastu latach wojny domowej. Po niedawnych walkach armii rządowej udało się wyprzeć oddziały Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) z wielu kontrolowanych przez nie obszarów, które opanowały w czasach Baszara Asada. Jest to cios przede wszystkim dla syryjskich Kurdów, którzy stanowią największą siłę w SDF.
To oni walczyli o utrzymanie pewnej niezależności, którą uzyskali de facto w latach syryjskiej wojny domowej. Takie aspiracje są jednak nie do pogodzenia z planami nowych władz w Damaszku dążących do centralizacji kraju i konsolidacji armii.
Czytaj więcej
Ameryka oczekuje od byłego dżihadysty Ahmada asz-Szary, że będzie sojusznikiem w walce z obecnymi dżihadystami i dogada się z Izraelem. Jemu najbar...
Rozmowy na temat formalnego włączenia SDF do armii rządowej toczyły się od dawna. Żadne zawarte już w tej sprawie porozumienia, także przy udziale USA, nie doprowadziły do rozwiązania sprawy. Ma to się teraz zmienić.
Kurdów już nikt nie wspiera
Po niedawnych porażkach oddziałów SDF w Aleppo, największym mieście na północy, i innych rejonach kraju doszło do ogłoszenia w niedzielę w Damaszku porozumienia o zawieszeniu broni. Na jego mocy dowodzone przez syryjskich Kurdów oddziały SDF zgodzić się miały na wycofanie wszystkich swych sił z obszarów na zachód od Eufratu. Jednocześnie cały północno-wschodni rejon Syrii trafia pod kontrolę sił rządowych.
Wspierane przez lata militarnie i finansowo przez USA oddziały SDF tracą dostęp do złóż ropy na tym terenie. SDF mają zostać włączone do armii rządowej. Przekazują jej także kontrolę nad obozami i więzieniami, w których trzymani są byli bojownicy samozwańczego tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). W sumie przebywa w nich 9-10 tys. byłych bojowników ISIS, bez procesów i wyroków, których nie ma kto wydać. Setki z nich to obywatele innych krajów (ponad dwudziestu), z zachodniej Europy czy Australii. Większość pochodzi jednak z Iraku i samej Syrii. Nie jest jasne, co się z nimi stanie, gdyż państwa, z których pochodzą, odmawiają kategorycznie przyjęcia swych obywateli. Dotyczy to także kobiet z niemal całego świata, które zdecydowały się na przygodę z kalifatem. Na razie nie ma koncepcji rozwiązania tego problemu. To sprawa przyszłości.
Czytaj więcej
Alkoholikiem jest się przez całe życie, choć można dekady nie pić. A dżihadystą?
– Dla Damaszku priorytetem jest konsolidacja kraju. Jest to także ważne dla USA. Kierowane przez siły kurdyjskie SDF tracą w tej sytuacji dla Amerykanów znaczenie. Ważniejsza jest stabilizacja Syrii, niż wspierani wcześniej sojusznicy w walce z ISIS – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Eckart Woertz, szef hamburskiego Instytutu Studiów Bliskowschodnich GIGA. Tym bardziej, że Damaszek deklarował już dawniej gotowość do podjęcia działań trzymających ISIS w szachu w północno-wschodniej Syrii.
Amerykańska mediacja
– Ostatnie wydarzenia są niewątpliwie sukcesem Damaszku, ale także i Turcji, która zwalcza wszelkie dążenia Kurdów do niezależności nie tylko u siebie, ale i w Iraku oraz w Syrii – mówi „Rzeczpospolitej” z Bejrutu Nadim Shehadi, były ekspert brytyjskiego think tanku Chatham House.
Przypomina o oskarżeniach Ankary pod adresem zbrojnej organizacji Kurdów w Syrii o dostarczanie broni dla Kurdyjskiej Partii Pracy (PKK), walczącej o niezależność tureckiego Kurdystanu. W opinii Shehadiego porażka SDF w Syrii oznacza koniec marzenia o utworzeniu niezależnej struktury, kurdyjskiego quasi-państwa, w regionie.
Jednak Kurdowie w Syrii mogą mieć jeszcze nadzieję na pewne prawa. Damaszek obiecuje im szeroką autonomię kulturową, w tym możliwość używania języka kurdyjskiego w szkołach. W ubiegły piątek prezydent Ahmad asz-Szara podpisał odpowiedni dekret. Przywódcy SDF stwierdzili, że ustępstwa te nie idą wystarczająco daleko. Negocjacje toczą się teraz w Damaszku.
Jest w nie zaangażowany amerykański ambasador w Turcji Tom Barrack, który pełni także obowiązki przedstawiciela waszyngtońskiej administracji w porządkowaniu spraw w Syrii. Rola USA jest w całym tym procesie mocno skomplikowana. W końcu to obecny prezydent Syrii był jeszcze nie tak dawno poszukiwanym przez USA terrorystą wywodzącym się z Al-Kaidy, za którego głowę wyznaczono nagrodę 10 mln dol.. W tamtym czasie kontyngent amerykańskich wojsk w Syrii współpracował czynnie z SDF i Kurdami. W listopadzie ubiegłego roku prezydent Asz-Szara został przyjęty z honorami w Białym Domu. Donald Trump zmniejszył też o połowę liczebność amerykańskich sił w Syrii. Kontyngent to obecnie 900 żołnierzy. Amerykanie utrzymują też nadal bazę w Erbilu, stolicy irackiego Kurdystanu.
Nic bez Turcji
We wszystko, co się dzieje obecnie w Syrii, zaangażowana jest aktywnie Turcja. Kontroluje duże połacie północnej Syrii, wybudowała tam szkoły, szpitale i ustanowiła sądy w regionach, które za rządów Asada były rządzone przez siły opozycyjne wspierane przez Turcję. Należało do nich ugrupowanie Hajat Tahrir asz-Szam (HTS) z Ahmadem asz-Szarą na czele. Jako prezydent Syrii ma pełne poparcie Ankary.
To Turcja lobbowała skutecznie w Waszyngtonie, Rijadzie i stolicach europejskich za zniesieniem sankcji z czasów Asada. Turcja wspiera Syrię także materialnie, a tureckie firmy zaczynają ubiegać się o kontrakty budowlane, energetyczne i drogowe. Wszystko to w porozumieniu z Waszyngtonem. Rosja ma nadal w Syrii bazy – morską w Tartusie i lotniczą Humajmim pod Latakią. Dysponuje także wojskowym lotniskiem w Al-Kamiszli przy granicy z Turcją. Jak na razie Damaszek nie nalega na ich zamknięcie.