Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego sugerowane jest rozważenie częściowej prywatyzacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej?
  • Jakie korzyści dla rozwoju i efektywności PGZ wynikałyby z proponowanych zmian?
  • W jaki sposób państwo może zachować kontrolę nad PGZ po częściowej prywatyzacji?
  • Jakie są bieżące perspektywy i uwarunkowania polityczne dla realizacji takiej propozycji?

Choć nie opublikowano jeszcze oficjalnych wyników finansowych PGZ za 2025 r., to z deklaracji członków zarządu można wnioskować, że przychody wyniosły ok. 20 mld zł. Najpewniej udało się także wypracować ok. 2 mld zł zysku.

Te dobre wskaźniki nie powinny jednak przesłonić tego, że  de facto to państwo sfinansowało ten zysk, bo ponad 80 proc. swoich produktów PGZ sprzedaje polskiemu Ministerstwu Obrony Narodowej. W ostatnich kilkunastu miesiącach to samo państwo zobowiązało się do tego, że dokapitalizuje spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej kwotą co najmniej 7 mld zł. Te pieniądze mają zostać przeznaczone na inwestycje m.in. na rozbudowę zdolności do produkcji amunicji 155 mm w Mesko czy Nitro-Chemie oraz inwestycje w linie produkcji platform gąsienicowych w Bumarze-Łabędach.

Czytaj więcej

Zbrojeniówka rośnie jak na drożdżach. Inwestorzy wciąż zarabiają

Nie powinny także przysłonić tego, że państwowa zbrojeniówka ma co najmniej kilka poważnych wyzwań. Pierwszym jest bardzo mała liczba produktów, które można eksportować, czyli takich, które budują pewną niezależność funkcjonowania od zakupów państwa polskiego na czas, gdy tych zamówień będzie mniej.

Drugim jest wciąż zagmatwana struktura właścicielska, zależności między spółkami i brak realnej konsolidacji, o której mówi się od lat. Trzecim – duża zależność od polityki, zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnej. Niejako tradycyjnie w zarządach kilkudziesięciu spółek grupy zasiadają działacze partii rządzącej. Tak było za PiS, tak jest i za rządów obecnej koalicji. Oczywiście trudności jest więcej, ale nie zmienia ich to, że w ostatnich latach spółka się rozwija i z punktu widzenia naszej obronności powinna się rozwijać jeszcze szybciej.

Prywatyzacja PGZ przyspieszy rozwój i ograniczy politykę

Na pewno do przyspieszenia rozwoju PGZ w najbliższych latach potrzebne są pieniądze. I to duże. Są one niezbędne, by rozwijać nowe produkty i zwiększać moce produkcyjne. Państwo polskie było już dla zbrojeniówki bardzo hojne. 

Dlatego wydaje się, że warto także rozważyć inne źródła finansowania. A podążając tym tropem myślenia, warto rozważyć częściową prywatyzację Polskiej Grupy Zbrojeniowej poprzez Giełdę Papierów Wartościowych. Ona mogłaby zapewnić spółce olbrzymi zastrzyk finansowy.

Czytaj więcej

Niewiadów debiutuje na rynku głównym GPW. Ale do produkcji amunicji 155 mm droga jeszcze daleka

Jakie byłyby dodatkowe plusy? Na pewno doszłoby do pewnego odpolitycznienia. Choć nie ma się co oszukiwać, że byłoby ono zupełne, to jednak tzw. ODP, czyli „odsetek działaczy partyjnych” wśród pracowników spółki, na pewno by zmalał. A to mogłoby podnieść efektywność działania.

Gdyby PGZ była notowana na GPW, to można by mieć nadzieję, że częste zmiany w zarządach stałyby się nieco mniej częste, a średnia kadencja prezesa, wynosząca obecnie rok, by się wydłużyła. To z kolei zaowocowałoby tym, że zarządy poszczególnych spółek zaczęłyby myśleć nieco bardziej długofalowo, a nie tylko zgodnie z zasadą JJM, czyli „jeszcze jeden miesiąc” doskonałej pensji bez zbyt dużej odpowiedzialności. Wprowadzenie zasad korporacyjnych z prawdziwego zdarzenia też mogłoby znacząco poprawić efektywność działania poszczególnych spółek. Plusy dodatnie takiego ruchu można mnożyć.

„Kontrola państwa nad PGZ mimo częściowej prywatyzacji”

Oczywiście warto też mieć na uwadze tzw. plusy ujemne. Podstawowym jest potrzeba pewnej kontroli nad tak istotnym strategicznie podmiotem.

Jednak nie trzeba tu wymyślać prochu. Na zachodzie Europy taki model własności, gdzie państwo jest tylko częściowym udziałowcem w kluczowych podmiotach zbrojeniowych, nie jest niczym osobliwym. I tak np. we włoskim gigancie Leonardo, państwo włoskie zachowuje nieco ponad 30 proc. akcji, co de facto zapewnia kontrolę właścicielską. W Airbusie rządy Francji i Niemiec mają po nieco 10 proc. udziałów. We francuskim Thalesie państwo francuskie ma ok. 27 proc. akcji, co się przekłada na ponad 30 proc. głosów na WZA. Brytyjskie BAE Systems zostało sprywatyzowane kilka dziesięcioleci temu, ale rząd brytyjski wciąż posiada „złotą akcję”, która pozwala blokować choćby wrogie przejęcia.

Czytaj więcej

Setki milionów kar dla zbrojeniówki. Nie wszystkie trafiają do budżetu

Wymieniać można długo. Te firmy łączy to, że choć państwo jest udziałowcem mniejszościowym, to w kwestiach kluczowych ma bardzo wiele do powiedzenia. Jednocześnie taka struktura właścicielska powoduje, że są to spółki, które o swoją pozycję walczą i działają racjonalnie ekonomicznie – tak, by przynieść swoim akcjonariuszom zysk. To wiąże się m.in. z podejmowaniem ryzyka w dziedzinie R&D, ale też samodzielnym finansowaniem badań rozwojowych, o co obecnie w PGZ trudno.

Pieniądze dla PGZ: prywatyzacja i wejście na GPW jako szansa

Czy w najbliższej przyszłości są szanse na taką prywatyzację? Wydaje się, że nie. Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota na pytanie „Rzeczpospolitej” o tę kwestię wprost odpowiedział, że nie ma takiej opcji. Warto jednak pamiętać, że to, co dziś jest nie do pomyślenia, za trzy czy pięć lat może być oczywistą oczywistością. Rządy i poglądy się zmieniają.

Biorąc pod uwagę, że na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych notowane są już związane z branżą wojskową takie spółki jak Lubawa, Niewiadów PGM czy Arlen, a w najbliższych kwartałach może do nich dołączyć potentat, czyli Grupa WB, naturalna wydaje się także podobna ścieżka dla PGZ. To mogłoby wzmocnić nie tylko samą PGZ, a przez to zdolności obronne państwa, ale też nasz rynek kapitałowy. Pozostaje tylko pytanie, czy i kiedy polscy politycy dojrzeją do takiej decyzji?