„Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem Włoszką, jestem chrześcijanką” – mówi premier Włoch na nagraniu z jej kampanii wyborczej. Jak donosi w poniedziałek dziennik „La Repubblica”, to właśnie te słowa Giorgia Meloni zgłosiła jako swój znak dźwiękowy w Urzędzie UE ds. Własności Intelektualnej (EUIPO).
Ruch ten ma za zadanie ochronić czterosekundowe nagranie przed jego klonowaniem przez sztuczną inteligencję i nielegalnym wykorzystywaniem, co zdarzało się w minionych latach. Te słynne już słowa wykorzystywano jako refren piosenek, a także trafiały do memów i były powielane na portalach społecznościowych.
Czytaj więcej
We włoskich szkołach ma być zakaz noszenia muzułmańskich nakryć, zasłaniających twarz, a w klasach ma zostać wprowadzony limit uczniów z rodzin cud...
Giorgia Meloni walczy ze sztuczną inteligencją
Włoski dziennik podkreślił, że w przypadku tej rejestracji zastosowano mechanizm, który przetestowano już wcześniej w świecie show-biznesu. Nagranie głosu zostaje zarejestrowane w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) jako dźwiękowy znak towarowy. Od tego momentu barwa głosu wraz ze swoimi modulacjami i rozpoznawalnymi cechami staje się znakiem wyróżniającym, chronionym również przed ewentualnym klonowaniem.
Gazeta wytłumaczyła, że różnica w porównaniu z prawem autorskim polega na tym, że w tym nowym przypadku nie chroni się przemówienia lub tego, co zostało powiedziane, ale dźwięk, który pozwala rozpoznać osobę mówiącą.
Obecnie, przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji, wystarczy nawet tylko kilka sekund nagrania, aby oprogramowanie mogło nauczyć się barwy głosu, sklonować jego intonację i tworzyć zdania, których dana osoba nigdy nie wypowiedziała. Wcześniej podobnej rejestracji dokonali, chroniąc swój głos, włoska piosenkarka Giusy Ferreri, a także znany aktor dubbingowy Luca Ward.
„W przypadku Meloni stawka jednak jest zupełnie inna. Sklonowany głos może posłużyć do stworzenia oświadczenia, którego nigdy nie wydano, rozmowy telefonicznej, której nigdy nie było czy fałszywego nagrania audio, które w kilka minut rozniesie się po portalach społecznościowych. Kiedy ten głos należy do osoby stojącej na czele rządu, deepfake przestaje być jedynie kwestią ochrony tożsamości osobistej. Znak towarowy nie powstrzyma nikogo przed podjęciem takiej próby. Daje jednak dodatkowe narzędzie do obrony” – pisze „La Repubblica”.