Z tego artykułu dowiesz się:
- Z jakich powodów administracja USA radykalnie zmienia swoje podejście do regulacji sztucznej inteligencji.
- Na czym polegał kluczowy kompromis między Białym Domem a liderami Doliny Krzemowej.
- Na ile nowe reguły mogą wpłynąć na przyszłość wyścigu AI.
Waszyngton dotąd opierał się na zasadzie nieingerowania w rozwój technologii. Teraz zmienia podejście. Decyzja, motywowana obawami o bezpieczeństwo narodowe, rodzi już za oceanem pytania o przyszłe tempo innowacji w Dolinie Krzemowej.
Trump stawia na nadzór nad najbardziej zaawansowaną AI
Jak donosi „New York Times”, wtorkowy podpis Donalda Trumpa pod rozporządzeniem wykonawczym stanowi najważniejszy dotąd krok jego administracji w stronę uregulowania sektora sztucznej inteligencji. Oznacza to wyraźne odejście od doktryny całkowitej swobody rynkowej, którą prezydent przyjął po powrocie do urzędu w zeszłym roku. Głównym celem tamtego podejścia było umożliwienie amerykańskim gigantom technologicznym wygrania wyścigu z Chinami oraz stymulowanie krajowej gospodarki. Nowa rzeczywistość stawia jednak przed sektorem Big Tech zupełnie nowe warunki – zgodnie z zapisami dekretu przedsiębiorstwa technologiczne będą dobrowolnie udostępniać rządowi swoje rozwiązania. Ten na przeanalizowanie nowych modeli AI, zanim te trafią do odbiorców, będzie miał 30 dni.
Dokument nakłada również na sekretarza skarbu Scotta Bessenta obowiązek utworzenia tzw. centrum ds. cyberbezpieczeństwa, którego zadaniem będzie badanie luk w zabezpieczeniach wykrywanych przez zaawansowane systemy algorytmiczne.
„Zaawansowane możliwości AI wzmacniają nasz naród, ale wprowadzają także nowe uwarunkowania w zakresie bezpieczeństwa narodowego, które wymagają skoordynowanych działań” – podkreślono w rozporządzeniu.
Rzeczniczka Białego Domu, Liz Huston, wskazała, że dekret odzwierciedla „zdroworozsądkowe podejście” polegające na współpracy z sektorem prywatnym w celu zrównoważenia innowacji i bezpieczeństwa. Co ciekawe, liderzy branży, w tym przedstawiciele Microsoftu, OpenAI, Google oraz Anthropic, oficjalnie pochwalili te działania, uznając je za ważny krok.
Czytaj więcej
Urzędnicy Komisji Europejskiej lecą do San Francisco na rozmowy z Anthropic. Stawką negocjacji jest dostęp do rewolucyjnej sztucznej inteligencji C...
Dolina Krzemowa obawia się spowolnienia innowacji
Nie wszyscy są jednak zachwyceni. W Dolinie Krzemowej część ekspertów zauważa, że takie obostrzenia mogą spowolnić wyścig AI, pojawiają się też obawy, że może to oznaczać cenzurę pewnych projektów. Zresztą w samej administracji nie było jednomyślności, a droga do wypracowania ostatecznego kształtu przepisów wiązała się z wielomiesięcznymi debatami wewnętrznymi – jeszcze w zeszłym miesiącu Trump w ostatniej chwili wycofał się z podpisania pierwotnej wersji dekretu, która zakładała 90-dniowy okres zamrożenia premier nowych modeli AI na czas rządowych testów. Przeciwko temu ostro protestowali menedżerowie z Doliny Krzemowej oraz inwestorzy, jak Marc Andreessen, argumentując, że tak długie opóźnienia mogą zaprzepaścić przewagę USA nad Pekinem.
Kluczową rolę w przełamaniu impasu odegrał David Sacks, doradca ds. AI w administracji Trumpa, który poparł projekt dopiero wtedy, gdy czas na rządowy przegląd skrócono do 30 dni. Do prac nad dekretem mocno parła również szefowa personelu Białego Domu Susie Wiles. Bezpośrednim impulsem dla Waszyngtonu była kwietniowa premiera modelu Mythos przez firmę Anthropic. Twórcy systemu przyznali, że potrafi on samodzielnie wykrywać luki w oprogramowaniu, co wywołało strach przed wykorzystaniem technologii przez wrogów USA.
Administracja działa pod silną presją społeczną – z sondaży wynika, że aż 55 proc. Amerykanów postrzega AI jako zagrożenie. Swoje dołożyli też sojusznicy Trumpa z ruchu MAGA oraz pastorzy, którzy zażądali testowania systemów.