Jest plan, by na bazie partnerstwa z Foxconnem, który uruchomi w Miękinii k. Wrocławia zakład półprzewodników i zaawansowanej elektroniki, a także dostarczy, w ramach współpracy z ElectroMobility Poland, platformę pod produkcję aut elektrycznych w Jaworznie, poszerzyć kooperację z firmami z tego regionu Azji.

– Foxconn, podobnie jak inne potencjalne firmy z Tajwanu, to duża szansa dla Polski. Tajwańczycy chcą się dzielić swoimi technologiami, dzięki temu będziemy mogli zbudować w Polsce swego rodzaju hub technologiczny. Mam nadzieję, że samochody to dopiero początek, a po nich będą roboty – mówi „Rzeczpospolitej” Michał Jaros, wiceminister rozwoju i technologii.

Czytaj więcej

Kontrowersyjny projekt gazowy Białego Domu. Alaska LNG nie przekonuje nabywców

Azjatyccy potentaci ściągną nad Wisłę?

Pomysł przyciągania inwestorów od zaawansowanej robotyki nad Wisłę ma szansę się zmaterializować, bo – jak słyszymy w resorcie rozwoju – są już chętni.

– Rozmawialiśmy z TEEMA, czyli z Tajwańskim Stowarzyszeniem Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. Sugerowali, że jedna z firm będzie taką współpracą z nami zainteresowana. Z kolei z Foxconnem najpierw skupiamy się na samochodach, ale kwestia współpracy w kolejnych obszarach to tylko kwestia czasu. Strona tajwańska nam jasno mówiła, że przyszłość to roboty, i to będzie pożądany produkt w Europie. Więc to naturalne, że ten kierunek będziemy rozwijać i produkcja robotów prędzej czy później w Polsce będzie – zapowiada wiceminister Jaros.

Roboty, zwłaszcza te humanoidalne, mają być kolejną technologiczną rewolucją po dronach i AI. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że nasz kraj ma szansę stać się hubem ich produkcji.

– Polska ma ogromny potencjał na rynku robotów humanoidalnych. Nie musimy jednak produkować ich od pierwszej śrubki, żeby na nich zarabiać. Konkurowanie ceną z azjatyckimi producentami hardware’u to mało perspektywiczna strategia. Znacznie większą szansą jest wykorzystanie naszego położenia i zaplecza przemysłowego do budowy europejskich centrów dystrybucji, integracji i serwisowania robotów – przekonuje Marek Stojecki, prezes xBerry i członek AI Chamber.

Wtóruje mu Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy CE, podkreślając, że o naszej pozycji w tym wyścigu zdecyduje odpowiednie połączenie kompetencji inżynieryjnych z kapitałem, produkcją i pierwszymi wdrożeniami. 

Czytaj więcej

Rośnie handlowe uzależnienie Polski od Chin. Deficyt się pogłębił

– Humanoidy to złożony produkt wymagający budowy łańcucha wartości: mechanika, napędy, elektronika, systemy sterowania, AI i zasilanie w energię. Szczególnie w segmencie zasilania i nieoczywistych źródeł energii dla humanoidów widzę największy potencjał technologiczny – mówi  Budzanowski. – Trzeba sobie postawić wyzwania badawcze: jak zasilać humanoida na froncie walki, jak się z nim komunikować, jak uczyć autonomiczności. To wspaniałe obszary badawcze, a Polska jest najlepszym krajem w Europie do prowadzenia takich inwestycji. Polskie firmy, jak WB Electronics, potrafiły pokazać, że można produkować własne drony, więc nie widzę żadnego powodu, aby nie budować fabryki humanoidów w Polsce – komentuje. I zaznacza, że właśnie w tym obszarze Polska ma kompetencje i potencjał, by rozwijać cały własny ekosystem naukowo-badawczy.

– Polska może stać się dzięki temu wyspecjalizowanym dostawcą z własną technologią i znaczącą rolą na tym rynku – dodaje  Budzanowski.

Poligon doświadczalny

Tajwan to jeden z wiodących rynków robotów humanoidalnych, na świecie prym wiodą jednak firmy z Chin (Unitree, Agibot, Ubtech czy Leju), Korei Płd. (Boston Dynamics, należący do Hyundaia) i USA (Tesla, Figure AI, czy Agility Robotics). Według Counterpoint Research w 2025 r. na całym świecie zainstalowano ok. 16 tys. robotów humanoidalnych, z czego ponad 80 proc. w Chinach.

O tym, że ta technologia to nie science-fiction świadczy ukraiński projekt „Army of Robots” – inicjatywa technologiczno-wojskowa, ogłoszona we wrześniu przez byłego ministra obrony oraz ministra transformacji cyfrowej Ukrainy Mychajło Fedorowa. Cel jest jasny: zastąpienie żołnierzy piechoty na froncie maszynami. Projekt nawiązuje do sukcesu programu „Army of Drones” (Armia Dronów) uruchomionego w 2022 r., który doprowadził do tego, że dziś bezzałogowce odpowiadają za większość uderzeń na froncie, a w Ukrainie działa ponad 700 producentów UAV.

Kolejnym krokiem ma być właśnie robotyzacja wojny. Autorzy projektu mają jasne wytyczne: pierwszy udokumentowany zabity żołnierz wroga przez humanoida w ciągu sześciu miesięcy od startu programu, a pierwsza operacja szturmowa bez udziału piechoty w ciągu 12 miesięcy. Warto dodać, że kluczowym partnerem projektu został Alex Karp, szef amerykańskiego giganta technologicznego Palantir.

Foto: Rzeczpospolita

Patryk Szymczak, szef Si Robotics, warszawskiej spółki z branży robotycznej, która opracowuje własnego humanoida, zapewnia, że naszą mocną stroną w kontekście budowy robotycznego hubu jest właśnie sąsiedztwo ogarniętej wojną Ukrainy. Jak twierdzi, to stwarza gigantyczny potencjał dla technologii dual-use, tym bardziej, że dla humanoidów właśnie zastosowania militarne (podobnie jak to było w przypadku dronów) mogą stać się początkiem rewolucji.

– Może zabrzmi to brutalnie, ale na wychowanie człowieka-żołnierza trzeba czekać niemal dwie dekady, a my stoimy w obliczu zapaści demograficznej. Czy Polska wypracuje zdolność do produkcji syntetycznego wsparcia maszyn, które nie cierpią głodu, strachu i zmęczenia? – zastanawia się Szymczak. – Prawdziwa siła dual-use polega na tym, że dokładnie ta sama platforma może najpierw pracować w fabryce zbrojeniowej przy manualnych, uciążliwych procesach, takich jak śrutowanie czy szlifowanie korpusów, a w razie potrzeby trafić na zaplecze frontu. Potrzebujemy uniwersalnych maszyn zdolnych do pracy zarówno w przemyśle ciężkim, jak i w operacjach wojskowych – kontynuuje.

Według niego obszar „defence” to dla polskich firm z branży robotów szansa. – W robotyce to jedyny sektor, gdzie klient nie czeka na abstrakcyjne obietnice, ale płaci tu i teraz za rozwiązanie palącego problemu na polu walki – wyjaśnia nasz rozmówca.

Si Robotics już kooperuje bezpośrednio z ukraińskimi jednostkami wojskowymi. – Współtworzymy z nimi produkt i możemy przeprowadzać kolejne iteracje sprzętu w bezpośredniej korelacji z doświadczeniami współczesnego pola walki. Dla wielu start-upów z USA czy Azji zorganizowanie tak bliskiej współpracy jest znacznie trudniejsze. To nasz geostrategiczny kapitał – tłumaczy Szymczak.

Trudny rynek zbytu

Polska ma szansę stać się nie tylko hubem produkcji zaawansowanej robotyki. Mamy rodzime firmy z dużym potencjałem, jak Clone Robotics (światowej klasy projekt biomimetycznego androida) czy bardzo silny sektor bezzałogowych platform lądowych (UGV) o zastosowaniu militarnym i dual-use (m.in. Grupa WB, Sieć Badawcza Łukasiewicz – PIAP czy rozwijana przez Witolda Mielniczka firma B-Technology), ale mamy też szansę stać się atrakcyjnym rynkiem zbytu. Wynika to m.in. z naszego zapóźnienia robotyzacji przemysłu. Dane Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) pokazują, że na 10 tys. pracowników w naszym kraju przypada tylko 86 robotów. To daje nam dopiero 18. miejsce w Europie, sporo poniżej średniej unijnej (231) i światowej (132-152). O zasypywanie przepaści nie będzie łatwo. I choć jest zainteresowanie robotyzacją np. firm z branży kurierskiej, to wciąż istnieją bariery.

Arkadiusz Krupicz, prezes i twórca Pyszne.pl, wyjaśnia nam, że automatyzacja dostaw na szeroką skalę mierzy się obecnie z fundamentalnymi wyzwaniami. – Pierwsze to legislacja, drugie to bezpieczeństwo i odpowiedzialność za ewentualne wypadki przy poruszaniu się po chodnikach, a trzecie to bariera akceptacji społecznej – wylicza.

Czytaj więcej

Ukraina to wzorowy partner handlowy. Eksport rośnie, import maleje

Jego firma testowała w stolicy jeżdżące droidy, dostarczała też próbnie posiłki dronem, a niedawno sprawdzała pojazd autonomiczny zintegrowany z humanoidalnym robotem. – Napotkaliśmy jednak olbrzymie trudności formalne, by taki pojazd mógł w ogóle legalnie wyjechać na publiczną drogę miejską. Główny ciężar dostaw przez długi czas wciąż będzie spoczywał na ludziach – podkreśla Krupicz.

Do zastąpienia człowieka droga daleka

Roboty humanoidalne, choć w przyszłości mogą stać się symbolem kolejnej rewolucji technologicznej, na razie pozostają więc jedynie „ciekawostką”, a nie realną alternatywą dla ludzkich rąk i umysłów na rynku pracy.

– Dziś nawet nie jesteśmy blisko tego, by robot humanoidalny umiał prowadzić samochód, robić zakupy czy gotować. Natomiast rozwój jest dynamiczny i gdy w przyszłości technologia na to pozwoli, to będzie to pracownik wielokrotnie bardziej wydajny niż człowiek, bo będzie mógł pracować w trybie 24-godzinnym, bez urlopu, zwolnień, co znacząco obniży koszt wykonania wybranych zadań – tłumaczy Grzegorz Kuliś, ekspert Business Centre Club ds. rynku pracy. – Wpływ humanoidów na rynek pracy jest dziś ograniczony, choć pojawiają się już pierwsze, eksperymentalne wdrożenia produkcyjne i logistyczne – dodaje.

Wskazuje przy tym trzy główne zastosowania humanoidów: w branży edukacyjnej jako obiekty do prowadzenia badań i doświadczeń, w branży rozrywkowej jako atrakcja dla widzów oraz w firmach usługowych jako punkt pierwszego kontaktu np. na recepcji.

- W 2025 r. z taśm produkcyjnych zjechało 15-18 tys. robotów humanoidalnych. Koszt jednego to 30-50 tys. dol. To wciąż bardzo mały rynek, ale szybko rośnie. W tym roku spodziewamy się produkcji na poziomie 60-80 tys. robotów humanoidalnych – mówi ekspert BCC.

Foxconn po raz pierwszy zapowiedział inwestycje w Polsce w listopadzie 2024 r. W niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wiceminister gospodarki Tajwanu, Cynthia Kiang podkreślała, że „Polska jest dla Tajwanu bramą do Europy”, a tajwańskie firmy „bardzo cenią sobie Polskę”.