Dla Soaresa, który przez 12 lat zajmował się dostosowywaniem sztucznej inteligencji do ludzkich wartości i intencji, zagrożenie ze strony AI jest na tyle poważne, że wpływa na jego osobiste decyzje finansowe. W rozmowie z Nicholasem Thompsonem, dyrektorem generalnym The Atlantic, przyznał, że od dekady nie wpłacił żadnych pieniędzy na konto emerytalne, bo nie widzi sensu – pisze portal TechSpot.

Czytaj więcej

Osiem godzin to za mało. Niemcy chcą wydłużyć dzień pracy o 50 proc.

Ekspert ostrzega przed AI

Nate Soares, przed dołączeniem do organizacji MIRI, pracował jako inżynier w Google i Microsoft. Jego zdaniem superinteligentna AI mogłaby zagrozić ludziom nie z powodu wrogości, lecz obojętności wobec naszego losu. Człowiek mógłby stać się przeszkodą w realizacji jej celów, zwłaszcza gdyby próbował ją wyłączyć lub stworzyć konkurencyjny system.

Ekspert uważa, że przełomowym momentem byłoby osiągnięcie przez AI samowystarczalności. Obecnie technologia wciąż potrzebuje ludzi, którzy zapewniają jej energię i dostawy układów scalonych. Jednak w momencie, gdy AI będzie w stanie samodzielnie zarządzać zautomatyzowaną gospodarką, tej zależności już nie będzie. W tym scenariuszu ludzie mogliby zostać celowo wyeliminowani albo zginąć wskutek przekształcania planety przez maszyny.

Czytaj więcej

Oto Zielona Stolica Europy. Polskie miasto w finale międzynarodowego konkursu

Katastrofa nie jest jeszcze przesądzona

Soares wprawdzie nie jest w stanie wytłumaczyć, jak miałoby dojść do potencjalnej katastrofy, ale szacuje, że może się zdarzyć w ciągu dekady. Przekonuje jednak, że wciąż możemy ją powstrzymać, nie dopuszczając do stworzenia szczególnie niebezpiecznej AI.

TechSpot przypomina również wypowiedź Geoffreya Hintona, jednego z „ojców chrzestnych” sztucznej inteligencji. W 2025 roku oceniał on prawdopodobieństwo przejęcia kontroli przez AI na 10–20 proc., zgadzając się tym samym z prognozą przedstawioną przez Elona Muska.