Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie konkretne rozwiązania legislacyjne mają złamać dominację Big Techu w UE?
  • Dlaczego Bruksela zmienia strategię w produkcji chipów i jakie zyska uprawnienia na wypadek kryzysu?
  • W jaki sposób nowe przepisy ograniczą dostęp do danych publicznych amerykańskim dostawcom chmury?
  • Na czym będzie polegać polski „test suwerenności”?

To może być bolesny cios m.in. w Amazona, Google'a czy Microsoftu. Komisja Europejska opublikowała właśnie plan, który ma na celu wzmocnienie zdolności Europy w zakresie półprzewodników, sztucznej inteligencji (AI), chmury obliczeniowej i otwartego oprogramowania. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen mówi wprost: nie możemy sobie pozwolić na poleganie na innych w zakresie technologii, które utrzymują funkcjonowanie naszych szpitali, stabilność naszych sieci energetycznych i bezpieczeństwo naszych usług.

Polski „test suwerenności”

Tylko trzech największych amerykańskich dostawców ma ponad 70 proc. unijnego rynku chmury obliczeniowej. Giganci z USA i Azji dominują ponadto w kontekście półprzewodników oraz systemów sztucznej inteligencji. Europa zaczyna się budzić i chce zerwać z tym technologicznym uzależnieniem.

– Chodzi o ochronę naszych obywateli, obronę naszych interesów i dokonywanie własnych wyborów. Europa ma talent, doskonałość badawczą, bazę przemysłową i jednolity rynek. Razem musimy przekształcić te mocne strony w suwerenność technologiczną – podkreśla Ursula von der Leyen.

Stąd ogłoszony właśnie pakiet, który obejmuje wnioski ustawodawcze: akt w sprawie chipów 2.0 oraz akt w sprawie rozwoju chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji, a także strategię otwartego oprogramowania i strategiczny plan działania na rzecz cyfryzacji i sztucznej inteligencji w dziedzinie energii. Celem ma być wzmocnienie autonomii cyfrowej kontynentu i poszerzenie opcji wyboru podstawowych technologii dla unijnych przedsiębiorstw, obywateli i administracji publicznych.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Widmowe PKB i cyfrowy wasalizm. Tak Polska oddaje kontrolę nad technologiami

Pro

W tym samym czasie Polska pracuje nad własnymi rozwiązaniami, które wzmocnią autonomię. Premier Donald Tusk, podczas Europejskiego Kongresu Finansowego podał, że chodzi o swoisty „test suwerenności” przy zakupach technologii przez państwo (chodzi o zamówienia warte ponad 5 mln zł i inwestycje infrastrukturalne przekraczające 15 mln zł). Tusk ostrzegł, że Polsce grozi uzależnienie od „wąskiej grupy dostawców” w sferze cyfrowej, wskazując, że deficyt handlowy kraju w zakresie produktów cyfrowych wzrósł w ciągu kilku ostatnich lat z 9 do 45 mld zł.

– Będziemy testować wszystkie projekty, które chcielibyśmy kupić lub współfinansować, pod kątem potencjalnego zagrożenia uzależnieniem, w jakim stopniu dany projekt pozostawia polskie państwo w kontroli nad własnymi systemami i danymi — ogłosił premier.

Ów test to jedna z rekomendacji Rady Przyszłości, organu doradczego działającego przy premierze.

Bruksela zyska nadzwyczajne uprawnienia

Bruksela też ma ciekawy arsenał pomysłów, a jedną ze wspomnianych broni ma być nowy akt w sprawie chipów. Poprzedni, obowiązujący od 2023 r., był pierwszą reakcją UE na krytyczne podatności w globalnym łańcuchu dostaw półprzewodników. Europa nadal jednak w dużym stopniu polega na państwach trzecich w zakresie ich zaawansowanej produkcji i projektowania. Symbolem niepowodzenia stała się decyzja koncernu Intel, który wycofał się z planów budowy wielkich fabryk w Niemczech i Polsce.

Akt w sprawie czipów 2.0 będzie opierać się na mocnych stronach Europy, w tym w zakresie tzw. chipów głównego nurtu, i budować zdolności w zakresie najnowocześniejszych technologii półprzewodnikowych. Obecnie Europa produkuje mniej niż 10 proc. światowych półprzewodników i jest całkowicie uzależniona od Azji w segmencie najbardziej zaawansowanych układów, niezbędnych do rozwoju sztucznej inteligencji. Nowe przepisy zmieniają strategię – zamiast ślepego dotowania fabryk, UE chce stymulować popyt na chipy wyprodukowane na Starym Kontynencie. Co istotne, Komisja Europejska zyska bezprecedensowe uprawnienia kryzysowe. W przypadku przerw w dostawach będzie mogła zmusić producentów do priorytetowego realizowania zamówień kluczowych dla Europy, unieważniać istniejące kontrakty komercyjne, a za zatajanie informacji o łańcuchach dostaw nakładać kary sięgające 300 tys. euro.

Czytaj więcej

Francja porzuca Zoom i Teams. Rachunek za wolność cyfrową może być astronomiczny

Drugim potężnym narzędziem jest ustawa o rozwoju chmury i sztucznej inteligencji, która wprowadza cztery poziomy suwerenności cyfrowej. Administracja publiczna w krajach członkowskich będzie musiała skrupulatnie badać, jak bardzo jej infrastruktura zależy od zagranicznych podmiotów. W praktyce nowe przepisy uniemożliwią urzędnikom państwowym powierzanie wrażliwych danych dotyczących zdrowia, finansów oraz sądownictwa amerykańskim gigantom chmurowym. Dla firm ze Stanów Zjednoczonych barierą nie do przejścia na najwyższym poziomie bezpieczeństwa może okazać się amerykańskie prawo Cloud Act, które pozwala służbom z USA żądać dostępu do danych niezależnie od tego, gdzie fizycznie znajdują się serwery.

Unia, która wydaje rocznie na amerykańskie oprogramowanie chmurowe blisko 264 mld euro, nie zamierza jednak całkowicie zamykać rynku. Prywatny biznes nadal będzie mógł korzystać z usług zza oceanu (to sektor publiczny ma stać się bastionem europejskich rozwiązań).

Ryzyko odwetu Donalda Trumpa

UE planuje potroić pojemność swoich centrów danych w ciągu najbliższych siedmiu lat, dbając przy tym o ich ekologiczną integrację z systemem energetycznym (Bruksela ma plan cyfryzacji i wdrożenia sztucznej inteligencji w europejskiej sieci energetycznej). Zmiana kursu widoczna jest również w innych działaniach – Parlament Europejski już zdecydował, że francuska wyszukiwarka Qwant stanie się domyślnym narzędziem w przeglądarkach na unijnych komputerach. Co więcej, KE zamierza mocno stawiać na otwarte oprogramowanie (open-source) w administracji publicznej. Pozwolić to ma unikać pułapki uzależnienia od jednego dostawcy, podnieść elastyczność i dać pełną kontrolę nad systemami IT. W Brukseli zwracają przy tym uwagę, iż w Europie żyje ponad 3 mln osób, które aktywnie wnoszą wkład w postaci otwartego oprogramowania (dostarczają rozwiązania cyfrowe wykonane w Europie, dla Europy, w oparciu o europejskie zasady i wartości). To potencjał, po który teraz UE ma sięgnąć.

Nowy pakiet przepisów z pewnością wywoła irytację w Waszyngtonie, który od lat krytykuje unijne regulacje uderzające w amerykańskie firmy. Istnieje realne ryzyko odwetu ze strony administracji Donalda Trumpa. Unijni dyplomaci i parlamentarzyści stoją jednak na stanowisku, że Europa nie może uginać się pod zewnętrzną presją. Francja i Niemcy domagają się twardego protekcjonizmu i faworyzowania europejskich firm, podczas gdy państwa nordyckie oraz Irlandia, będąca europejską bazą dla amerykańskiej Doliny Krzemowej, optują za łagodniejszymi przepisami.

Wszystkie 27 państw muszą teraz wypracować kompromis. Przed przyjęciem i wejściem w życie pakietu wnioski ustawodawcze będą negocjowane przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej.