Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki był rzeczywisty skutek ukraińskich uderzeń na Yandex?
  • Dlaczego zniszczenie superkomputerów jest tak dotkliwe dla Rosji?
  • Dlaczego spadek ruchu botów w sieci Yandexu nie sparaliżował kremlowskiej machiny dezinformacyjnej?
  • Na czym polegała błędna interpretacja danych, która doprowadziła do wniosków o rzekomym upadku farm trolli?

Gdy w nocy z 7 na 8 października ukraińskie drony zaatakowały centrum danych Yandexu w Sasowie, niszcząc dwa superkomputery: Lapunow (20,03 petaflopa) oraz Czerwonońkis (29,42 petaflopa), a nalot z 11 października uszkodził infrastrukturę rosyjskiej firmy internetowej w Kałudze oraz serwerownię we Władimirze, która jest domem superkomputera Gałuszkin (20,64 petaflopa), w sieci zawrzało. Yandex potwierdził wstrzymanie pracy ośrodków, a zakłócenia dotknęły chmurę, usługi taksówkowe i kurierskie w Rosji i za granicą, usługi płatnicze. Pojawiły się też informacje, że zamarły rosyjskie farmy trolli. Ale czy faktycznie?

Ukraiński cios w superkomputery

W ślad za uderzeniami ruch botów w sieci firmy spadł o 99,6 proc. Wiele osób w internecie zaczęło podawać, że kremlowskie farmy dezinformacji przestały działać. Prawda jest jednak zgoła inna – wskazane tąpnięcie w ruchu dotyczyło wyszukiwarkowych robotów indeksujących strony, a nie kont siejących propagandę w mediach społecznościowych. Ofiarą ataku padły trzy superkomputery. Jak w portalu T-invariant tłumaczył jeden z ekspertów ds. obliczeń superkomputerowych: „Yandex zbudował swoje centra danych i superkomputery w czasach pokoju i z myślą o pokojowym wykorzystaniu”. Obiekty nie były więc zabezpieczone, brakowało osłon balistycznych. Cios okazał się niezwykle bolesny – maszyny oparte na procesorach AMD EPYC, akceleratorach NVIDIA A100 i sieci InfiniBand (trenowały sieci neuronowe) zostały praktycznie zniszczone. Specjaliści uważają, iż ich odtworzenie graniczy z niemożliwością. „Nie da się odtworzyć superkomputerów tej klasy. Problemem nie są pieniądze czy sankcje, lecz niedobór układów scalonych i innych komponentów, na które istnieje ogromny globalny popyt” – podsumował ekspert.

To dotkliwy cios dla Rosji. Zdarzenie może być bardziej odczuwalne przez Kreml niż doniesienia o rzekomym upadku farm trolli. Właśnie na tym polu zapanowała dezinformacja. Serwis Tom’s Hardware podał, że ruch botów w sieci Yandexu runął. Według Cloudflare Radar początkowo spadł do 57 proc., a po kolejnych atakach osiągnął zaledwie 0,4 proc. szczytu. Sprawę nagłośnił Jarosław Wolski na platformie X: „Zderusyfikowany internet (ukraińskie trafienia w centra Yandexa) nagle objawia cuda w socjalach: poparcie dla AfD w socjalmediach spadło o 56 proc. Mniej ‚polskich’ kont szczujących na Ukraińców, mniej ‚ukraińskich’ szczujących na Polaków, poparcie w sieci dla MAGA gwałtownie spadło”.

Specjaliści wskazują, że ów entuzjazm wynikał zapewne z mylnej interpretacji danych Cloudflare dla systemu AS13238 Yandexu. Przed nalotami automaty generowały tam aż 99,6 proc. zapytań HTTP, a ludzie 0,4 proc. Gdy serwery zgasły, strumień ten runął. Portal The Verge, cytując wpis na platformie X, którego autorem jest Antibot4navalny (Bot Blocker), wyjaśnił, że wskaźnik dotyczy web crawlerów – robotów YandexBot indeksujących strony, a nie kont na X.

Na cyfrowym froncie bez zmian

Baza wiedzy Cloudflare wyraźnie rozróżnia automaty sieciowe, zaznaczając, że istotną część ruchu stanowią pożyteczne „search engine bots”, służące wyszukiwarkom do bieżącej analizy sieci. Globalny ruch rosyjskich crawlerów nie uległ zatem zmianie. Złudzenia rozwiał Niebezpiecznik: „Tak, ruch rosyjskich botów spadł dramatycznie po 3. zbombardowaniu serwerowni Yandex. Ale to nie są boty-konta-na-twitterze, takie jak @Mariusz092727 piszący głupoty. Ten spadek ruchu to boty-crawlery albo jak pisze sam Cloudflare: znane automaty do spamu / bruteforce po http. Niewykluczone, że w DC Yandex hostowane były jakieś konta do prowadzenia operacji wpływu w SM, ale musimy Was rozczarować, na ‚działania hybrydowe’ te bombardowania będą miały niewielki, jeśli nie zerowy wpływ”.

Ukraiński atak zatem nie uciszył trolli. Na platformie X potwierdziła to Aleksandra Wójtowicz, analityczka ds. nowych technologii i cyfryzacji w PISM: „Nie, boty z Twittera nie zniknęły, ale ich zasięgi mogą być mniejsze. Yandexowe wykresy dotyczą botów generujących ruch w sieci (boty crawlery), czyli roboty sieciowe, które indeksują strony internetowe. A więc popularny obecnie wykres NIE DOTYCZY botów publikujących treści na X”. Zauważyła przy tym, że choć treści wrogich nie ubyło, to chwilowo spadły zasięgi części wpisów, co mogło wynikać z zachwiania crawlerów Yandexu.

Zwolennicy tezy o uziemieniu fabryk trolli wskazywali na Davida Colona, autora książek o wojnie informacyjnej „The Information War: States in the Battle for our Minds” i członka grupy badawczej zajmującej się internetem w CNRS (francuskie Narodowe Centrum Badań Naukowych). Napisał on, że dowodem wpływu zniszczenia serwerów Yandex na rosyjskie boty jest ostatni „fałszywy scenariusz” rosyjskiej grupy Storm1516, skierowany przeciwko francuskiej kampanii prezydenckiej. Ten, opublikowany w piątek 9 października, zdobył zaledwie kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń, gdy poprzedni, opublikowany 24 września, zebrał ich miliony w tym samym przedziale czasowym. „Bez swoich botów dezinformatorzy Kremla wypadają blado!” – wskazał Colon.

Dość jednoznacznie wypowiada się na ten temat Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura Data House. „Z naszej dziennej analityki rusnetu działającego w Polsce nie widać spadku aktywności narracyjnej kont prorosyjskich” – wskazał w jednym z postów. Specjaliści zaznaczają, iż kremlowskie operacje wpływu nie korzystają z jawnych adresów Yandexu, lecz ze spenetrowanych routerów domowych (residential proxy) i zagranicznych serwerów VPS.