W mediach społecznościowych możesz wypłynąć, ale i karierę zatopić

Jeff Weiner, prezes LinkedIn, największego serwisu społecznościowego specjalizującego się w kontaktach zawodowych
Bloomberg

Wraz z ekspansją social mediów coraz ważniejsza staje się umiejętność budowania tam profesjonalnego wizerunku.

Już ponad dziewięciu na dziesięciu polskich specjalistów i menedżerów ma swój profil na przynajmniej jednym z profesjonalnych portali społecznościowych, najczęściej LinkedIn czy GoldenLine. Co więcej, już 81 proc. z nich w tegorocznym badaniu firmy rekrutacyjnej Antal stwierdziło, że dbają o aktualizację swojego profilu. To spora zmiana w porównaniu z zeszłym rokiem, gdy zaktualizowany profil na portalach określanych często jako networkingowe, czyli pomocne w budowaniu sieci zawodowych kontaktów, miało 70 proc. badanych, a co dziesiąty nie był tam obecny. Teraz ta grupa zmniejszyła się do 7 proc., choć i tak można uznać ją za sporą w sytuacji, gdy jest to skuteczny sposób zwrócenia na siebie uwagi łowców głów i potencjalnych pracodawców.

Zadbać o spójność wizerunku

– Social Media to coraz ważniejsze narzędzie rekrutacyjne i cenne narzędzie networkingowe, więc szkoda się z niego wykluczać – twierdzi Małgorzata Szwertner, starszy konsultant rynku pracy w firmie doradczej LHH DBM. Według badań firmy w zasadzie już wszyscy rekruterzy korzystają w swej pracy z mediów społecznościowych – to tam znajdują kandydatów (najczęściej na LinkedIn i GoldenLine), a także informacje pomocne w ich ocenie.

Dla 43 proc. rekruterów i pracodawców polecenia w social media są też najlepszą formą pozyskiwania dobrej jakości kandydatów. Zdaniem Magdaleny Radomskiej, eksperta rynku pracy z agencji zatrudnienia Manpower, rekruterzy oraz potencjalni pracodawcy sprawdzają aktywność potencjalnego pracownika we wszystkich dostępnych mediach społecznościowych, by ocenić w ten sposób jego wiarygodność i dopasowanie do kultury organizacyjnej.

Jak twierdzi Katarzyna Filas, menedżer w firmie rekrutacyjnej Michael Page, na portalach specjalistycznych, jak LinkedIn czy GoldenLine, rekruterzy zwracają uwagę na umiejętność prezentacji kandydata, w tym profesjonalne zdjęcie, konkretny i spójny opis przebiegu kariery zawodowej, umiejętności i osiągnięć. Liczy się też przynależność do branżowych grup.

Z kolei portale lifestylowe (jak Facebook) są pomocne w „dodatkowej weryfikacji dopasowania kulturowego kandydata”. – Jeśli kandydat decyduje się na obecność w obu typach serwisów, ważne, aby zadbał o spójność swojego wizerunku – zaznacza Magdalena Radomska.

To w serwisach lifestylowych łowcy głów trafiają niekiedy na informacje, które mogą pogrzebać nasze szanse na atrakcyjną pracę.

Długa pamięć internetu

Co może nam zagrozić w karierze? Wskazówką może być tegoroczny sondaż przeprowadzony wśród łowców głów w USA. Wynika z niego, że najbardziej ryzykowne ( 40 proc. wskazań) są nieodpowiednie albo prowokacyjne zdjęcia, filmy wideo czy wpisy. 36 proc. łowców głów skreśliło kandydata po tym , gdy znaleźli w social media dowody na zażywanie przez niego narkotyków albo upijanie się (zdjęcia z alkoholowych imprez). Rekruterów zniechęcają też dyskryminujące komentarze dotyczące rasy, płci czy religii (31 proc.), negatywne wpisy na temat poprzedniego pracodawcy czy kolegów z pracy (25 proc.) czy nieprofesjonalny pseudonim (nick).

Wprawdzie według przepisów RODO pracodawcom i agencjom rekrutacyjnym nie wolno gromadzić informacji, które kandydaci do pracy zamieszczają na swój temat w sieci, ale nie oznacza to, że informacje te nie wpłyną na decyzje rekrutacyjne.

– Zasada jest prosta – nie publikuj materiałów, które mogłyby się nie spodobać obecnemu lub przyszłemu pracodawcy– radzi Paulina Łukaszuk, ekspert w firmie rekrutacyjnej Hays Poland. Dodaje, że rekruterzy zwracają uwagę także na zasób słów w naszych publicznych postach czy czas, jaki poświęcamy na obecność w sieci (szczególnie w godzinach pracy). I przypomina, że kontrowersyjny wpis na Twitterze czy imprezowe zdjęcia na Facebooku mogą zaszkodzić nawet lata po ich publikacji.

Przekonał się o tym np. były prezes Royal Bank of Scotland, który w 2015 r. stracił posadę. Było to dwa lata po tym, gdy na Snapchacie dzielił się z córką selfie z nudnych zebrań. Skandali w social mediach przybywa też w Polsce, gdzie wiosną br. internet oburzał się wulgarnym wpisem pracownika znanej spółki, który skomentował na LindkedIn niezbyt fortunny wpis menedżera swej firmy szukającego pracy dla byłej asystentki. (Profil autora wulgarnego wpisu zniknął z portalu, a on sam skutecznie pogrzebał swoje szanse na karierę).

Zacząć od audytu

– Nie chodzi o to, by nie mieć poglądów albo je ukrywać, ale by zadbać o sposób, w jaki je komunikujemy – podkreśla Małgorzata Szwertner, radząc, żeby unikać krytykowania w mediach społecznościowych swoich szefów i współpracowników.

Eksperci HR radzą, by przygotowania do budowy wizerunku na portalach networkingowych zacząć od audytu sieci – wpisując swoje imię i nazwisko w wyszukiwarce (także w wyszukiwarce grafik). Jak zaznacza Małgorzata Szwertner z LHH DBM, warto też sprawdzić, co robią nasi imiennicy. Kolejny krok to określenie wizerunku, który chcemy budować – od tego będzie zależał wybór portali; czy postawimy na Linkedln i GoldenLine, czy również na Facebooka, gdzie działa wiele grup zawodowych z obszaru IT, marketingu czy mediów.

– Można zostać zauważonym jako ekspert w danej dziedzinie nie tylko na LinkedIn, ale również na Facebooku – zaznacza Paulina Łukaszuk. Radzi zadbać o to, by nasz profil w social mediach był spójny i kompletny, a ogólnodostępne treści nie były kontrowersyjne.

Powinniśmy więc pomyśleć o odpowiednich ustawieniach prywatności i doborze kontaktów. Zdaniem ekspertki Hays Poland, o ile warto utrzymywać relacje z kolegami z pracy na LinkedIn czy GoldenLine, o tyle zapraszanie ich do grona znajomych na Facebooku nie jest już tak oczywiste i może wymagać zmiany ustawień prywatności. Warto też sprawdzić zalecenia pracodawcy dotyczące obecności pracowników w mediach społecznościowych – niektóre firmy mają nawet osobny kodeks pożądanych i niepożądanych zachowań w internecie.

Katarzyna Filas radzi, by budując swoją osobistą markę w internecie, korzystać z narzędzi oferowanych przez social media, w tym np. powiadamiania o aktywnościach na profilach branżowych (co pozwoli na śledzenie aktualnych trendów). Warto też dołączać do grup tematycznych, co ułatwi poszerzenie sieci kontaktów, także zawodowych.

– Jeśli zależy nam na pracy np. w firmie związanej z nowymi technologiami, pokażmy, że są one w strefie naszych zainteresowań. Warto wówczas zostać członkiem odpowiednich forów dyskusyjnych, śledzić i komentować aktywności influencerów zajmujących się tą tematyką czy też uczestniczyć i oznaczać się na zdjęciach z branżowych wydarzeń. Dodatkowo przeglądanie profili firm otwiera drogę do znalezienia nowych ofert pracy – dodaje ekspertka Michael Page.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Robert Trętowski: Blockchain spędza sen z powiek starej gospodarce

Prawie wszystkie firmy technologiczne eksperymentują z blockchainem – mówi Robert Trętowski, wiceprezes zarządu Krajowej ...

Wymiana władz w Merlinie. Dymisja dwóch prezesów

Zarząd Merlina podał się do dymisji, a rada nadzorcza wybrała kolejnych jego członków. To ...

Cyfrowi giganci i naukowcy z MIT idą na wojnę z fałszywymi filmami

Facebook i jego partnerzy, m.in. Microsoft, chcą opracować technologię, która bez problemu wykryje fałszywe, ...

Przychody Huawei przekroczyły 100 mld dolarów

Mimo problemów z administracją Donalda Trumpa chiński koncern telekomunikacyjny Huawei znacząco poprawił wyniki w ...

Trump grozi cłami na produkty Apple’a z Chin

Prezydent USA Donald Trump stwierdził w wywiadzie dla „The Wall Street Journal”, że jego ...

Polska spółka uprzedziła Google’a

Voicetel stworzył innowacyjną technologię. Umożliwia swobodne rozmowy na głos ludzi z maszynami. Notowana na ...