Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki innowacyjny model dystrybucji produktów rolnych wprowadza polski start-up?
- W jaki sposób aplikacja FoodFarmer łączy producentów z konsumentami i jakie korzyści oferuje obu stronom?
- Jakie są perspektywy rozwoju rynku e-grocery?
W Warszawie działać będzie dość nietypowa maszyna – automat zamiast paczek wyda kupione przez internet… warzywa. Urządzenie pojawi się w ramach testów i jeśli ów koncept się sprawdzi, powstanie sieć takich „warzywomatów”. Za projektem stoi start-up FoodFarmer, który ma ambicję, by wejść w lukę po znikających od lat osiedlowych warzywniakach. Ale to tylko jeden z elementów innowacyjnego pomysłu, jaki rozwija ta wrocławska firma.
Aplikacja, która goni ChatGPT
FoodFarmer ruszył raptem rok temu. Paweł Maciążek, Sebastian Staniewski i Maciej Czekała zbudowali aplikację, która umożliwia zamawianie żywności bezpośrednio od rolników. Zastrzegają jednak, że nie ma to być kolejna platforma do zakupów spożywczych. Liczą, że aplikacja realnie zmieni sposób, w jaki Polacy kupują jedzenie, skracając łańcuch dostaw i zwiększając transparentność. Ich pomysł chwycił, a platforma łączy już około 180 tys. Polaków bezpośrednio z ponad 12 tys. rolników, którzy oferują ponad 50 tys. produktów. Koncept, który całkowicie „wycina” pośredników i ich marże, ma szansę na rynkowy sukces. Tym bardziej, że stawia na perspektywiczny model „z pola na stół”. O tym, że Maciążek, Staniewski i Czekała trafili w oczekiwania, może świadczyć też zainteresowanie inwestorów. Twórcy odrzucili już blisko 40 ofert od funduszy VC. Postawili na pełną autonomię, ponieważ nie chcą stać się zakładnikami strategii wyjścia (exit), kosztem rentowności producentów żywności. Rozwijają więc biznes z własnych środków, a wzrost jest całkowicie organiczny. Użytkowników pozyskali bez złotówki wydanej na płatny marketing, a w szczytowym momencie popularności w polskim sklepie z aplikacjami Google Play ustępowała miejsca tylko… ChatGPT.
Aplikacja, którą pobrano już ponad 700 tys. razy, daje konsumentom dostęp do świeżych produktów, a dla rolników stanowi atrakcyjne narzędzie, stanowiące bezpośredni kanał dotarcia do świadomego klienta. W darmowej aplikacji klient ma dostęp do profilu rolnika, widzi jego lokalizację, zdjęcia gospodarstwa i opinie innych kupujących. Maciążek, który jest prezesem FoodFarmer, przekonuje, iż w dobie szalejących cen żywności konsumenci coraz częściej pytają, skąd pochodzi to, co jem i dlaczego rolnik dostaje za to grosze, podczas gdy ja w sklepie płacę fortunę?
I właśnie polska technologia ma być odpowiedzią. Szeroki dostęp do świeżych warzyw i owoców, przez nabiał i wędliny, aż po miody i przetwory robi w sieci furorę. Mówi się, iż aplikacja już stała się największym „punktem styku” miasta z wsią w polskim internecie.
– To dopiero początek – zapowiada Maciążek.
Czytaj więcej
Nad Wisłą ciekawych projektów nie brakuje. Które rodzime start-upy mogą w tym roku pozytywnie zaskoczyć? „Rzeczpospolita” zebrała 12 przykładów mło...
Kuszące miliardy z e-grocery
FoodFarmer w sektorze bezpłatnych aplikacji Food & Drink na początku br. utrzymywał pozycję lidera, wyprzedzając m.in. Pyszne.pl czy Too Good To Go. Aplikacja to nie wszystko. Kluczem są też dostawy. Te mają być realizowane w ciągu 24 godzin od zamówienia. A teraz będą dostarczane nie tylko na wskazany adres, ale i do automatów. Na razie rusza właśnie pierwsza tego typu maszyna, coś zbliżonego np. do lodówkomatów InPostu. „Warzywomat” wrocławskiego start-upu ma podbić stolicę. Urządzenie umożliwi mieszkańcom zakup świeżych produktów prosto od producentów, eliminując pośredników i skracając drogę jedzenia z pola na talerz.
Twórcy FoodFarmer zdecydowali się na taki ruch nie przez przypadek. Wśród młodych rekordy popularności bije właśnie taka metoda odbioru paczek, co – bez wątpienia – jest zasługą InPostu. Trend wykorzystać chce kolejna polska firma. FoodFarmer podaje, że statystyki platformy wskazują, iż głównymi użytkownikami są rodziny z dziećmi oraz konsumenci w wieku 28-45 lat. Co prawda, w supermarketach często kuszą promocje, ale jakość produktów „wprost z pola” ma swoje spore grono fanów. Poza tym w FoodFarmer kupić można też np. produkty z pasieki, czy sery rzemieślnicze.
Założyciele FoodFarmer nie zwalniają tempa – w planach mają rozwinięcie modelu subskrypcyjnego. Chodzi o projekt FoodFarmerBox, czyli regularne paczki świeżych produktów od ulubionego gospodarza.
Szacuje się, że rynek e-grocery nad Wisłą rośnie w tempie ponad 13 proc. rocznie. W 2024 r. osiągnął on poziom ok. 9 mld zł, a – wedle prognoz – do 2028 r. może dobić do 14 mld zł. O swoje miejsce w tym segmencie walczą potentaci, jak Allegro, czy Carrefour. Eksperci sądzą, że – choć branża ta stanowi niewielką część handlu – będzie szybko rosła (nawet o 50 proc. rocznie), napędzana przez negatywne doświadczenia zakupowe klientów dyskontów. Rosnąć będą na tym trendzie całe grupy firm specjalizujących się w dostawach żywności, jak Lisek.app, Mamyito, czy Frisco.
Czytaj więcej
Rolnicze innowacje mają odmienić aglomeracje za sprawą projektów „urban farming”. W Polsce jest z tym jednak problem.
W sieci roi się też od serwisów z usługami zamawiania owoców i warzyw, które walczą o ten sam tort co FoodFarmer. Wystarczy wspomnieć o kaliskim Farm Taste, serwisach Warzywniak Online i Paczka od Rolnika, czy Pora na Pola. Nie jest jednak na tym rynku wcale łatwo, nie wszystkim się udaje. Np. ta ostatnia z firm parę lat temu ogłosiła upadłość. Chciała płynąć na fali w e-commerce, łącząc konsumentów bezpośrednio z rolnikami i sprzedawcami naturalnej żywności, zastępując tradycyjne bazary, ale przeniesienie tego pomysłu na sprawny biznes online okazało się trudne. I to nawet mimo tego, że kierujący start-upem zdołał przyciągnąć inwestorów (emisje w ramach tzw. crowdfundingu udziałowego). Koncepcji jednak do końca nie porzucił, bo rozwija inną spółkę z tzw. branży agritech – DeFood (marketplace B2B do handlu produkcją rolną).