Brytyjski gigant finansowy brzydko zwalniał. Media piszą o polskim wątku

Założyciel Revoluta Nicolay Storonsky
Bloomberg

Brytyjski startup miał wymuszać na pracownikach to, by sami się zwalniali, podaje magazyn Wired. To nie pierwszy raz, kiedy serwis donosi o wątpliwych praktykach firmy. Już w lutym 2019 r. informował o ciężkich warunkach pracy.

Redukcje zatrudnienia to pokłosie pandemii koronawirusa. Sama firma potwierdziła zwolnienie 62 osób, czyli 3 proc. wszystkich pracowników na świecie. Nikogo by to nie zdziwiło, gdyby nie sposób, w jaki cięcia zostały zrealizowane.

CZYTAJ TAKŻE: Nie tylko Revolut. Londyn stolicą fintechowych jednorożców

W artykule Wired przytoczono historię pracownicy krakowskiego oddziału. Wynika z niego, że informacja o zwolnieniu nastąpiła nagle, bez jakichkolwiek wcześniejszych sygnałów. Zatrudniona miała do wyboru dwie możliwości: zwolnienie z powodu zbyt słabych wyników lub odejście za porozumieniem stron z niewielką odprawą. Sytuacja zszokowała ją, bo dwa tygodnie przed rozmową a przełożony zapewniał ją, że jej pozycja jest niezagrożona, a jej wyniki są dobre.

Zwolniona podzieliła los około 50 osób pracujących w Polsce i Portugalii. Jednak ich odejście było dobrowolne, więc Revolut nie włączył tej statystyki do 62 pracowników, którzy stracili pracę w wyniku cięć. Krakowska siedziba jest największym oddziałem Revoluta, nawet większym od głównej siedziby w Londynie.

CZYTAJ TAKŻE: Nowy najdroższy fintechowy startup w Europie. Skąd pochodzi?

Pracownicy czują się jednak oszukani, a wymuszone odejścia tworzą dodatkowy problem. W krakowskim biurze firmy zatrudnieni są także obcokrajowcy. Brak pracy w środku pandemii w obcym kraju jest dla nich dodatkowym utrudnieniem, wynika z artykułu.

W zeszłym roku informowano także, że Revolut wykorzystywał kandydatów do pracy w dziale rozwoju biznesu i PR do zdobywania nowych klientów (musieli zakładać konta w serwisie) w celu zapewnienia sobie pracy w firmie.

Firma wysłała komunikat do mediów. „Podobnie jak wiele firm, doświadczyliśmy w tym roku spadku aktywności klientów i przychodów, co skłoniło nas do ograniczenia kosztów operacyjnych i przystosowania biznesu do nowej sytuacji. Zredukowaliśmy koszty oraz zakres outsourcingu, po to by chronić miejsca pracy i naszych pracowników. Udostępniliśmy także nasz program zamiany wybranej części wynagrodzenia na udziały w firmie wszystkim pracownikom (przystąpiło do niego 60 proc. pracowników, otrzymując opcje na udziały w zamian za gotówkę w relacji 2:1). Mimo szeregu podjętych działań, nie udało się nam uratować wszystkich miejsc pracy. W 11 biurach na świecie zwolniliśmy w sumie 62 osoby, co stanowiło mniej niż 3 proc. pracowników. W każdym przypadku, dochowaliśmy wszelkich reguł, ducha i litery prawa pracy obowiązujących na lokalnym rynku” – przekonuje firma.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Rola genu CRNDE w nowotworzeniu

Badania molekularne genu CRNDE oraz poznanie funkcji transkryptów i mikropeptydu, które on koduje, mogą ...

Byli pracownicy Twittera oskarżeni o szpiegostwo

Amerykańskie organy ścigania oskarżają dwóch byłych pracownikom Twittera o szpiegostwo na rzecz Arabii Saudyjskiej. ...

Cyberpunk 2077 z własnym smartfonem

To będzie nie lada gratka dla fanów oczekujących na premierę najnowszej gry od CD ...

Tweet wart 14 mld dolarów. Elon Musk lubi szokować

Tweety właściciela Tesli wielokrotnie drogo kosztowały inwestorów. Musiał nawet przez jakiś czas je sobie ...

Gigant handlu rzuca wyzwanie Amazonowi. To już wojna cenowa

Od 15 września Walmart uruchomi nową ofertę subskrypcyjną Walmart+, która ma być poważną konkurencją ...

Afery nie zatrzymają rozwoju sociali

Tylko przez aplikacje Facebooka wysyła się 100 mld wiadomości dziennie. Choć serwisy społecznościowe obrzucano ...