Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie sekrety nadchodzącego iPhone’a 18 Pro trafiły do sieci.
  • Dlaczego premiera linii iPhone 18 może przynieść historyczny wzrost cen smartfonów tej marki.
  • Jaki związek z cenami elektroniki ma boom na AI.

Amerykański koncern od lat konsekwentnie realizuje strategię dywersyfikacji produkcji, starając się uniezależnić od fabryk zlokalizowanych w Chinach. Kluczowym filarem tego nowego planu stały się Indie, a w szczególności technologiczny gigant Tata Electronics. To właśnie ta firma, produkująca zaawansowaną elektronikę i półprzewodniki m.in. dla Apple oraz Tesli, stała się celem ataku ransomware, do którego oficjalnie przyznała się cyberprzestępcza grupa World Leaks. Incydent przyniósł sporo informacji na temat własności intelektualnej Apple.

Groźny wyciek, Apple ma kłopot

Hakerzy opublikowali w darknecie ponad 200 tys. poufnych plików o łącznej wadze przekraczającej 630 gigabajtów. Choć Tata Electronics potwierdziła naruszenie systemów dopiero pod koniec czerwca, zapewniając, że ciągłość biznesowa nie została zagrożona, straty wizerunkowe i technologiczne są ogromne. Firma drastycznie ograniczyła zdalny dostęp do systemów wewnętrznych, wdrożyła zaostrzone kontrole i zatrudniła globalną firmę doradczą do przeprowadzenia audytu śledczego, powiadamiając jednocześnie indyjski rząd.

Agencja Reuters, po przeanalizowaniu wykradzionych dokumentów, potwierdziła obecność co najmniej sześciu szczegółowych map podzespołów iPhone'a 18 Pro oraz iPhone'a 18 Pro Max. Pliki opatrzone poufnymi znakami wodnymi Apple oraz wewnętrznymi nazwami kodowymi obnażyły architekturę płyt głównych, układów scalonych, modułów aparatów oraz strukturę baterii. Co więcej, w bazie danych znalazły się zdjęcia smartfonów z wewnętrznych testów upadkowych. Wyciekły również dane wrażliwe pracowników (w tym kopie paszportów), logi systemowe, a także rysunki techniczne. Apple już oficjalnie wyraziło zaniepokojenie i prowadzi śledztwo.

To jednak nie koniec kłopotów giganta z Cupertino. Analitycy rynkowi alarmują o kolejnym problemie, który uderzy bezpośrednio w kieszenie konsumentów. Wrześniowa premiera linii iPhone 18 może przynieść bowiem drastyczne podwyżki.

Czytaj więcej

Giganci AI wysysają rynek chipów. Apple przerzuci koszty na klientów

Cenowa eksplozja w Apple

Na razie to tylko plotki, bo firma z logo nadgryzionego jabłka konsekwentnie milczy. Choć koncern podniósł ceny iPadów i MacBooków, nie odniósł się do kwestii iPhone'ów. Choć początkowo eksperci z IDC szacowali wzrost cen modeli Pro o około 100 dol., najnowsze prognozy mówią nawet o 200 dol. Według szacunków „The Wall Street Journal” cena startowa iPhone’a 18 Pro może wynieść aż 1399 dol. (wobec 1099 dol. za poprzednika), podczas gdy model Pro Max z łatwością uplasuje się w przedziale powyżej 1400 dol. Z kolei rewolucyjny, pierwszy składany smartfon od Apple, który ma zadebiutować jesienią, według prognoz Marka Gurmana z Bloomberga i Ming-Chi Kuo, przekroczy barierę 2000, a nawet 2500 dol., stając się najdroższym telefonem w historii firmy.

Głównym winowajcą tej sytuacji jest globalny, drastyczny niedobór pamięci DRAM i NAND. Dynamiczny rozwój centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję sprawił, że pochłaniają one zasoby masowe, które dotychczas trafiały do elektroniki użytkowej. Szef Apple Tim Cook określił te rynkowe zawirowania mianem „powodzi, która zdarza się raz na stulecie”. Koszty materiałowe smartfonów w całej branży wzrosły od początku 2025 r. o 20–30 proc., co potwierdzają analizy Counterpoint Research.

Sytuację Apple komplikuje fakt, że o ile w minionym roku firma zdołała wynegocjować u administracji Trumpa zwolnienia z ceł wzajemnych w zamian za obietnicę inwestycji rzędu 600 mld dol. w USA, o tyle na kryzys surowcowy nie ma prostego lekarstwa prawnego. Nadchodzące modele Pro oraz wersja składana muszą zachować minimum 12 GB pamięci RAM, by sprostać wymaganiom algorytmów Apple Intelligence. A to generuje potężne koszty.