Decyzja Apple o natychmiastowym podniesieniu cen niemal całej linii laptopów i tabletów zaskoczyła rynek. Jak donosi „Financial Times”, globalne podwyżki rzędu 20 proc. stanowią jeden z najszerszych wzrostów cen w całej historii amerykańskiego giganta. Zazwyczaj firma modyfikowała cenniki przy okazji premier nowych generacji, ale tym razem podwyżka miała charakter globalny, nagły i objęła równolegle dwie kluczowe kategorie produktowe.
Wygrani i przegrani „chipflacji”
Skalę zmian najlepiej obrazują twarde dane z oficjalnego sklepu Apple Online Store, na które powołuje się „The Wall Street Journal”. Ceny komputerów Mac wzrosły o 15–20 proc., a w przypadku niektórych modeli iPadów skok wyniósł od 15 do nawet 25 proc. Przykładowo, bazowa wersja MacBooka Air podrożała o 200 dol., osiągając pułap 1299 dol. Chętni na zakup podstawowego MacBooka Pro muszą wydać zatem aż o 300 dol. więcej niż dotychczas (wzrost do 1999 dol.). Z kolei budżetowy MacBook Neo podrożał o 25 proc., osiągając cenę 699–749 dol. Podobny los spotkał tablety – cena iPada Air wzrosła o 150 dol., a iPada Pro o 200 dol. (do 1199 dol.).
Bezpośrednią przyczyną tego tąpnięcia jest radykalny wzrost kosztów kości pamięci DRAM oraz pamięci masowych NAND. Jak wynika z analiz firmy badawczej TechInsights, ceny tych istotnych podzespołów wzrosły czterokrotnie w ciągu zaledwie ostatnich 12 miesięcy. Z kolei Morgan Stanley precyzuje, że w niektórych segmentach ceny wzrosły aż sześciokrotnie. Zjawisko to, zyskujące miano „chipflacji”, to bezpośredni efekt działań gigantów technologicznych, takich jak Google, Meta czy Amazon. Korporacje te masowo wykupują zaawansowane pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) na potrzeby centrów danych obsługujących algorytmy sztucznej inteligencji.
W efekcie trzej najwięksi gracze na rynku pamięci – amerykański Micron oraz południowokoreańskie SK Hynix i Samsung – drastycznie zmienili swoje priorytety. Mając ograniczone moce wytwórcze, przesunęli linie produkcyjne z tradycyjnej elektroniki użytkowej na rzecz rozwiązań dla AI. O skali zysków świadczy raport finansowy firmy Micron: kwartalne zyski tego producenta wzrosły piętnastokrotnie, a marża brutto przekroczyła astronomiczny poziom 80 proc. Informacje te wywołały euforyczną reakcję na giełdzie, windując wyceny dostawców.
Dla Apple sytuacja stała się jednak krytyczna.
Czytaj więcej
Boom na sztuczną inteligencję wywołał globalny kryzys na rynku smartfonów. Giganci technologiczni wykupują pamięci i chipy do centrów danych, a woj...
Deficyt utrzyma się do 2027 r.
Szef koncernu z Cupertino już wcześniej ostrzegał, że wzrosty cen są „nieuniknione” z powodu „niestabilnych” kosztów podzespołów. Przez długi czas firma z logo nagryzionego jabłka amortyzowała te wstrząsy, jednak skala kryzysu okazała się zbyt duża. Z wyliczeń JP Morgan wynika, że udział pamięci DRAM i NAND w całkowitym koszcie materiałów (z ang. Bill of Materials) urządzeń Apple, który dotychczas wynosił 10–15 proc., do 2027 r. może skoczyć do ponad 45 proc. Koncern próbował szukać alternatyw u chińskich dostawców, takich jak YMTC czy CXMT, napotkał jednak opór ze strony rządu USA i sekretarza stanu Marco Rubio, powołujących się na ryzyko dla bezpieczeństwa.
Przedstawiciele branży otwarcie zapowiadają: deficyt utrzyma się co najmniej do 2027 r. Dla fanów kultowej marki to cios, bo obecne podwyżki uderzyły w MacBooki i iPady, ale kolejny na liście jest iPhone. Apple na razie wstrzymało się od zmiany cen swojego kluczowego produktu, odpowiadającego za połowę przychodów. Eksperci przewidują jednak, że to tylko kwestia czasu, zwłaszcza że inne firmy z branży, takie jak Dell, HP, Lenovo czy Asus, już wcześniej zapowiedziały podobne korekty, a Samsung podniósł ceny smartfonów serii S26 na rynku amerykańskim o 100 dol. Widać wyraźnie więc, że cyfrowa rewolucja AI zaczyna zauważalnie drenować portfele przeciętnych użytkowników.
Drożyzna na rynku komponentów osiągnęła poziom, który dla wielu oznacza koniec wieloletniego hobby – budowa centrów danych, która pochłania globalne zasoby pamięci oraz procesorów, sprawia, że sprzedaż sprzętów gamingowych stopniała. Wymagające komputery dla graczy mocno drożeją, a analizy opublikowane przez Tom's Hardware pokazują, że aż 60 proc. graczy PC zrezygnuje z budowy nowego zestawu w ciągu najbliższych dwóch lat. Dobitnie ilustruje to sytuacja pamięci DDR5 32 GB, których cena wzrosła z poniżej 100 dol. do ponad 360 dol. Efekt? Spadki sprzedaży. Dostawy płyt głównych od czterech największych tajwańskich producentów mają skurczyć się w br. o jedną czwartą. Asus, który w 2025 r. sprzedał 15 mln płyt, obecnie prognozuje zaledwie 10 mln. Gigabyte i MSI też mocno tną prognozy, a ASRock zmaga się z 37-proc. spadkiem.