Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką część przychodów Mety w Polsce stanowią oszustwa i dlaczego realna skala problemu może być znacznie większa?
- Jakie zaawansowane metody kamuflażu pozwalają oszustom omijać oficjalne unijne rejestry reklam?
- Jakie kroki prawne i inicjatywy podejmują polski rząd oraz biznes w walce z biernością technologicznego giganta?
Na platformach koncernu Meta, głównie Facebooku i Instagramie, kwitnie nielegalny biznes, na którym amerykański potentat mediów społecznościowych zarabia kokosy. Najnowszy raport Fundacji Instrat („Skala problemu. Oszukańcze reklamy na platformach Mety”) pokazał właśnie skalę procederu – wedle wyliczeń analityków reklamy oszukańcze (tzw. scamy) odpowiadają za 10,85 proc. łącznego zasięgu wszystkich materiałów sponsorowanych wyświetlanych w naszym kraju.
Udział scamu trzykrotnie wyższy niż sądzono?
Dane szokują, tym bardziej, gdy przeliczymy je na konkretne kwoty. Ta statystyka przekłada się na astronomiczną liczbę około 100 mln wyświetleń dziennie, co generuje Big Techowi średnio 2,08 mln zł przychodu na dobę. W skali roku oznacza to wpływy rzędu 760 mln zł. Instrat zestawia te liczby z oficjalnym sprawozdaniem finansowym Facebook Poland za 2025 r. Firma Marka Zuckerberga pokazała nad Wisłą przychody na poziomie 2,03 mld zł, co prowadzi do klarownego wniosku: emisja nielegalnych scamów odpowiada za blisko 37 proc., a więc ponad jedną trzecią łącznych wpływów koncernu w Polsce.
Eksperci Instratu podkreślają, że dotychczasowe deklaracje technologicznego giganta mocno mijają się z rzeczywistością. Jarosław Kopeć, kierownik Programu Gospodarka Cyfrowa w Fundacji Instrat i współautor badania, zaznacza, że wcześniejsze (ujawnione przez agencję Reuters) szacunki samej korporacji mówiły o 10-proc. udziale nielegalnych reklam w globalnych przychodach platformy.
– Mimo że Meta skutecznie ogranicza dostęp do tych reklam, nasza analiza pobranych danych sugeruje, że ten udział może być nawet trzykrotnie większy – mówi wprost Jarosław Kopeć.
Z kolei prezes Instratu Michał Hetmański wskazuje na bierność algorytmów i modeli biznesowych właściciela Facebooka. – Czy Polska jest dla Marka Zuckerberga tak dochodowym rynkiem, że nie opłaca mu się tutaj ograniczać działalności oszustów? Ile jeszcze pieniędzy można wycisnąć z nabranych na deepfake’i Polaków? Ten proceder to nie wypadek przy pracy, to zorganizowane grupy przestępcze, które Meta chętnie wpuszcza do Polski – ocenia.
Oto skala scamu w Polsce
Oszukańcze kampanie bazują przede wszystkim na kradzieży tożsamości rozpoznawalnych osób i bezprawnym wykorzystaniu ich wizerunku do uwiarygodnienia fikcyjnych platform inwestycyjnych. Twórcy raportu udokumentowali liczne kreacje typu deepfake z wizerunkami polskich przedsiębiorców, sportowców oraz dziennikarzy – w tym Rafała Brzoski, Michała Sołowowa, Dominiki Kulczyk i Roberta Lewandowskiego. Kliknięcie w materiał prowadzi użytkowników do stron imitujących portale administracji rządowej (m.in. serwisy Ministerstwa Finansów, Kancelarii Prezydenta RP czy aplikację mObywatel) lub witryny mediów informacyjnych. Ofiary są tam nakłaniane do wpłaty „początkowego depozytu” rzędu 900-1100 zł z obietnicą gigantycznych zysków. Efekt? Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości oszacowało, że tylko w ub. r. Polacy stracili w wyniku oszustw internetowych 537 mln zł. Z kolei Global Anti-Scam Alliance (GASA) podaje, że średnia strata pojedynczej ofiary scamu w Polsce wynosi obecnie ok. 1 tys. dol.
Raport Instratu ujawnia przy tym mechanizm szarej strefy. Choć unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) nakłada na bardzo duże platformy obowiązek przejrzystości i prowadzenia publicznego rejestru (Meta Ad Library), analitycy odkryli, że blisko 41 proc. oszukańczych reklam obecnych w aplikacjach w ogóle nie ma swojego wiernego odzwierciedlenia w tzw. Bibliotece Reklam. Dzieje się tak, gdyż przestępcy stosują zaawansowany kamuflaż i po kilku godzinach emisji scamu podmieniają materiał na w pełni neutralny. To sprawia, iż użytkownik widzi w aplikacji deepfake, ale w oficjalnym unijnym rejestrze figuruje niewinna reklama np. dżinsów, szczotki do sierści psa czy kursów online.
Czytaj więcej:
Rząd buduje koalicję państw UE, by pociągnąć platformy cyfrowe do odpowiedzialności za scam. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, chodzi o rozwiązanie wz...
Pro
Polska wytacza działa
W sierpniu Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji, złożył do Komisji Europejskiej formalny wniosek o ukaranie Mety grzywną w wysokości 250 mln euro. Resort argumentował ten krok rażącym ignorowaniem przez koncern ponad 80 proc. zgłoszeń dotyczących oszukańczych treści i bezprawnego użycia wizerunków osób publicznych. Rafał Brzoska, prezes InPostu, wyszedł z kolei z inicjatywą o nazwie 150%, która zakłada, że platformy publikujące takie reklamy musiałyby oddać 100 proc. tego, co zarobią na scamie i dodatkowo 50 proc. kary. Co więcej, uruchomił narzędzie ScamWatch, które monitoruje przypadki takiej nielegalnej działalności i zbiera dowody, które mogą posłużyć w procesie przeciwko Mecie.
Instrat apeluje do organów unijnych o natychmiastową weryfikację rzetelności Biblioteki Reklam oraz zobowiązanie koncernu do prewencyjnej weryfikacji tożsamości wszystkich reklamodawców przed emisją jakichkolwiek materiałów płatnych.