Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ogłosiło w środę porozumienie z sieciami komórkowymi w sprawie budowy dodatkowego systemu powiadamiania alarmowego ludności, czyli tzw. cell broadcast. Przedstawiciele MSWiA i firm podpisali list intencyjny na temat jego budowy.

System cell broadcast ma ruszyć w Polsce po wakacjach 2027

System polegający na wysyłaniu wiadomości z nadajników na masztach komórkowych bezpośrednio na telefony będące w ich zasięgu (tzw. one to all) miał powstać lata temu. Został wpisany do projektu ustawy o ochronie ludności, gdy szefem MSWiA był Maciej Wąsik (PiS). Do tej pory nie powstał.

Teraz ma być inaczej. – Chcemy, aby system zaczął działać po wakacjach w przyszłym roku – zapowiedział Marcin Kierwiński, szef MSWiA. Użył też określenia, że telefon komórkowy będzie „syreną alarmową”.

– Nawet będący w stanie uśpienia telefon wybudzi się, wyda dźwięk i wyświetli komunikat – powiedział dopytywany, jak w praktyce zadziała system z punktu widzenia użytkownika.

Czytaj więcej

Będzie nowy system powiadamiania o zagrożeniach. Ruszy w 2027 roku

Minister potwierdził także, że koszty systemu w przeważającej części poniesie państwo. Tym samym uwzględnione zostały głosy operatorów komórkowych, które od miesięcy powtarzały, że rozwiązanie potrzebne, by chronić obywateli powinno zostać sfinansowane ze środków publicznych. Operatorzy zwracali też uwagę, że ze względu na napięty harmonogram prac wdrożenie może kosztować odpowiednio więcej.

– To będzie najszybsze wdrożenie cell broadcast w Unii Europejskiej. Zrobimy to z pieniędzy na program ochrony ludności. Ten projekt szacujemy na około 100 mln zł – powiedział w środę Marcin Kierwiński.

Alerty RCB zostają. Będą spływać szybciej

Kwota, którą podał minister mieści się w górnej granicy przedziału podanego wcześniej przez Bogusława Kułakowskiego, b. prezesa jednej z sieci komórkowej w kraju (d. Era, dziś T-Mobile Polska).

Szacował on, że może chodzić o 52-108 mln zł. Jak oceniał, rządowa platforma alertowa CAP Gateway to koszt 2-5 mln euro, oprogramowanie w sieci każdego z czterech operatorów po 1,5-3 mln euro (6-12 mln euro ogółem), a aktualizacja oprogramowania infrastruktury stacji bazowych Cellneksu (maszty Play i Plusa) i zarządzanej przez Networks (Orange i T-Mobile) 3-8 mln euro.

Marcin Kierwiński poinformował jednocześnie, że wraz z wdrożeniem cell broadcast nie znikną alerty wysyłane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (tzw. alert RCB). System informowania, ostrzegania i alarmowania ma składać się z wielu elementów, w tym także z aplikacji: już istniejących (jak RSO i mObywatel), jak i nowej.

– Tylko mnogość rozwiązań pozwoli nam docelowo stworzyć w 100 proc. efektywny system ostrzegania przed zagrożeniami. W razie niebezpieczeństwa każdy otrzyma informację i do każdego ona dotrze – obiecał minister.

Na potrzeby wysyłki alertów RCB operatorzy komórkowi mają zwiększyć przepustowość sieci. Minister podał, że cel to wysłanie 7,5 tys. SMS-ów w sekundę.

– Federacja Rosyjska zmieniła strategię, my musimy zwiększyć zdolność wysyłania SMS-ów – powiedział minister, nie precyzując co ma na myśli w odniesieniu do sposobu działania Rosji. Według niego to element porozumienia zawartego dziś z telekomami. – Docelowo chcemy, aby alerty RCB miały mniejszy priorytet od cell broadcast – dodał minister.

Według przedstawicieli resortu spraw wewnętrznych, trwają prace nad modernizacją systemu syren alarmowych. Mają być one uruchamiane zdalnie.

UKE bada ważność kart SIM. Po co? 

Z naszych informacji wynika, że państwo i telekomy współpracują także przy innym projekcie, dotyczącym kart SIM wykorzystywanych w dronach bojowych.

Na łamach „Rz” pisaliśmy, że polskie karty SIM znalezione zostały w rosyjskich bezzałogowych statkach powietrznych (dronach), które w ub.r. przekroczyły powietrzną granicę Polski. Według naszych źródeł, były to karty długo niewykorzystywane.

W tym kontekście ciekawa wydaje się informacja, że Urząd Komunikacji Elektronicznej kierowany przez Przemysława Kunę interesuje się żywotnością kart SIM prepaid sprzedawanych przez polskie telekomy. Tej sprawie poświęcone było wtorkowe spotkanie robocze w UKE z udziałem przedstawicieli branży.

Czytaj więcej

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie dronowego ataku na Polskę

Urząd nie odpowiedział na nasze pytania, dlaczego interesuje się terminem ważności kart prepaid i jakie są wyniki analiz, a telekomy odmówiły komentarzy nt. spotkania.

W wypadku terminu ważności chodzi o okres od ich zakupu, po upływie którego uruchomienie karty SIM w urządzeniu nie będzie już możliwe. Dla przykładu w wypadku kart Orange to 3 lata.

Teoretycznie kwestia ważności kart SIM prepaid może być istotna dla oszacowania, ile takich kart może „wrócić” do kraju w dronach. Karty prepaid po rejestracji można uruchomić nawet będąc za granicą.

Gdzie leci karta SIM, czyli czy można wyłączyć drona

Według naszych informacji rozmowy telekomów z administracją rządową mogą dotyczyć także specjalnych rozwiązań pozwalających wychwycić karty SIM przemieszczające się z dużą prędkością. Chodzić ma tu o ich monitorowanie, a nie zdalną dezaktywację, chociaż to ta ostatnia mogłaby zakłócić sterowanie powietrznymi statkami.

Tego, że może je zaoferować nie kryje Orange Polska, który – podobnie jak pozostałe telekomy – stawia na zastosowania typu „dual use” (do zastosowań cywilnych i wojskowych).

W mijającym tygodniu w Łodzi odbyły się ćwiczenia Osnowa 2026, w których uczestniczyli przedstawiciele telekomu. – Zaprezentowaliśmy kilka uzupełniających się sposobów wykrywania i monitorowania bezzałogowych statków powietrznych – mówi Emil Kowalczyk, dyrektor Programu Defence & Security w jednostce biznesowej działającej w ramach Orange Polska – Orange Innovation Poland.

Czytaj więcej

Witold Drożdż: Budowa odporności wymaga współpracy państwa i biznesu

BSP to potocznie dron. Według dyrektora, sposoby te to m.in. wykorzystanie sieci radiowej operatora, w tym – po raz pierwszy w Polsce – technologia Integrated Sensing and Communications (ISAC, zamienia fale radiowe w swoisty radar), dostarczona przez Nokię, kompaktowy system radarowy, odczyt etykiety Remote ID wymaganej dla określonych kategorii dronów prawem unijnym oraz monitorowanie drona wyposażonego w kartę SIM Orange (lub w roamingu w sieci Orange).

– Każdy ze sposobów ma indywidualne cechy detekcji i monitorowania, które razem uzupełniają się i tworzą spójny system – wyjaśnia Kowalczyk.

– Zademonstrowane rozwiązania służą do wykrywania i monitorowania zagrożeń. Nie umożliwiają odłączania karty SIM od sieci, zakłócania łączności ani przejmowania kontroli nad dronem – precyzuje Emil Kowalczyk.

I wskazuje na ograniczenia prawne. – Zgodnie z obowiązującymi przepisami działania Orange Polska w tym zakresie są ograniczone do detekcji i monitorowania – mówi.

Do monitoringu dronów potrzebne pieniądze i nowy standard sieci 5G 

Podobnie jak w wypadku cell broadcast, także i w wypadku platformy do monitoringu kart SIM kwestią do ustalenia będzie koszt rozwiązania.

Ile może kosztować antydronowa tarcza operatorska? – Koszt i złożoność wdrożenia zależą przede wszystkim od chronionego obszaru, od pojedynczego obiektu po miasto, województwo lub większy teren kraju, oraz od wymaganej odległości wykrywania – mówi Emil Kowalczyk.

Czytaj więcej

Ugoda w rodzinie Zygmunta Solorza. Cyfrowy Polsat zaczyna nadrabiać zaległości

Aby uruchomić technologię ISAC operator musi mieć odpowiednio dostosowaną sieć. Rozwiązanie działa w standardach 5G Advanced i 6G. Orange Polska przygotowuje obecnie się do wdrożenia 5GA.

Według nieoficjalnych informacji analogiczne rozwiązania do tych, które pokazali Orange i Nokia szykują kolejni operatorzy.