Testujemy Oppo Reno 2: na dobrej drodze do celu

Po prawie 7 miesiącach od debiutu w Polsce, marka Oppo wydaje się być bliżej celu, jakim jest zdobycie istotnej pozycji na rynku Europy. Kręta droga prowadziła myśli menedżerów od strategii cenowej i pozycjonowania produktów, aby stworzyć urządzenie pełne rozsądnych kompromisów. W efekcie nowy model – Oppo Reno 2 – to drugie, ale zdecydowanie lepsze otwarcie marki na Starym Kontynencie.

Nie pamiętam, aby z którymś z testowanych urządzeń trudno było mi się rozstać do tego stopnia, co w tym wypadku.

Albo bateria, albo waga

Jeśli chwilę się zastanowić, chodzi najprawdopodobniej o to, że używając  Oppo Reno 2 zapomina się na dłużej o kabelkach i ładowarkach. Przy intensywnym użytkowaniu w trakcie sprawdzania Reno przetrwał 38 godzin. To wynik ponadprzeciętny i zasługujący na duży plus.Konsekwencją pojemnego (4000 mAh) akumulatora jest niestety waga urządzenia.

CZYTAJ TAKŻE: Bateria kwantowa, która nigdy się nie rozładuje

Dodatkowym plusikiem jest szybkie ładowanie w technologii VOOC 3.0, które w pół godziny naładuje urządzenie do około 65 proc. Wszystko to przy pomocy zawartej w opakowaniu ładowarki 20W. Malkontentom może wadzić brak ładowania indukcyjnego. W codziennym życiu nie spotkałam się jednak z wymianą energii pomiędzy smartfonami (wciąż królują powerbanki), a w samochodach gniazda USB są częściej spotykane niż powierzchnie indukcyjne.

Reno jest przystojny

Druga kwestia, która przykuwa uwagę to wzornictwo i wygląd. Oppo od pierwszych modeli chciało zwracać uwagę swoją stylistyką, kolorystyką i mocno podkreślano ten aspekt produktów. Z Reno 2 jest jeszcze lepiej niż z poprzednikami. To urządzenie świetnie prezentujące się w różnych warunkach świetlnych. Co prawda mieniące się różnymi odcieniami plecki to żadna nowość, ale rzadko widywany w sklepach zielony wpadający w granat, łamany szarością przykuwa uwagę.

Co ważne, firma zdecydowała, że klientom kupującym smartfon przygotuje etui. Niby nic wielkiego, to często spotykana sztuczka marketingowa. Oppo nie poszło jednak na łatwiznę i nie proponuje silikonowego przezroczystego opakowania. W pakiecie ma imitujące skórę, dobrze dobrane plecki. Szkoda, że zasłaniają samą obudowę, ale swoje zadanie wykonują bardzo dobrze. W Polsce dostępna jest także wersja czarna (która moim zdaniem więcej ma w sobie granatu niż czerni). Na świecie można skusić się na wersję różową.

Wyświetlacz sterowany gestem

Oppo Reno 2 ma wyświetlacz o wielkości 6,5 cala, nie ma bez notcha, który zastępuje znana już „płetwa”.

CZYTAJ TAKŻE: Oppo Reno, czyli konkurencja sama dla siebie

Technologia AMOLED i ponad 93 proc. współczynnika pokrycia ekranu w stosunku do przedniej powierzchni sprawia, że czytanie czy przeglądanie jest bardzo komfortowe. Tym bardziej, że ekran można podzielić na dwa równoległe. Krok taki wykonać można „na piechotę” w ustawieniach lub za sprawą jednego z gestów. Z tego rozwiązania korzystałam w testach bardzo często.

Kolory wyświetlacza są żywe, intensywnie nasycone, ale nie przesadzone. Wyważenie tego jest niezwykle trudne, ponieważ większość inżynierów daje się ponieść pokusie „poprawienia” naturalnych barw. W Oppo pohamowano te zapędy i zaproponowano zbilansowany ekran z możliwością szerokiej kontroli jasności i temperatury barw. Miłośnikom czytania dedykowany jest filtr światła niebieskiego.

Cztery razy aparat

W wyświetlaczu znajduje się także czytnik linii papilarnych, który z powodzeniem porównać można do flagowców konkurencji z Chin i Korei. Działa bardzo płynnie, nie wymaga pedantycznie czystej i suchej dłoni, czy bardzo precyzyjnego naciśnięcia konkretnego punktu. Istnieją oczywiście możliwości odblokowywania ekranu „twarzą” czy poprzez kod. W czasie testów skorzystałam z nich raz i choć działały poprawnie, odciski kciuków wygrywają bezsprzecznie.

Niestety, albo stety, panująca moda „zmusza” producentów do plasowania w telefonach coraz większej liczby aparatów. Trendom tym uległo Oppo i wyposażyło Reno 2 w cztery obiektywy.

O aparatach w każdym z nowych urządzeń można powiedzieć bardzo wiele. Niestety, albo stety, panująca moda „zmusza” producentów do plasowania w telefonach coraz większej liczby aparatów. Trendom tym uległo Oppo i wyposażyło Reno 2 w cztery obiektywy. Podstawowy 48 MPx, 13 MPx zoom 3x, 8 MPx obiektyw szerokokątny oraz 2 MPx monochromatyczny oznaczają bardzo duży progres w kontekście fotografii versus Reno umownie oznaczane umownie cyferką 1. Umieszczone w linii środkowej, chronione przez małą, leżącą poniżej wypustką dobrze komponują się w całokształcie bryły. Swoje zadania wykonują ponadprzeciętnie.

Oppo czy Apple?

W wielu recenzjach i publikacjach padają hasła o wyższości Oppo nad Apple w dziedzinie fotografii. To jeden z największych komplementów dla inżynierów z Chin i moim zdaniem – zasłużony.

CZYTAJ TAKŻE: Potknęli się na składanych ekranach, ale myślą już o zwijanych w rolkę

Zdjęcia są bardziej naturalne, lepiej wychwytywane jest światło, postacie nie są wygładzane. Tryb ultraszerokokątny choć nie ma największego na rynku zakresu kątowego, spełnia zadania bardzo poprawnie. Teleobiektyw daje dwukrotne powiększenie, z możliwości pięciokrotnego zoomu hybrydowego. Dla jeszcze bardziej wymagających, jest mniej precyzyjny i wymagający bardzo stabilnego ustawienia urządzenia dwudziestokrotny cyfrowy zoom. Słowem jest bardzo dobrze! Nieco gorzej sprawa prezentuje się w trudnych warunkach oświetlenia, chociaż tryb nocny implementowany w Oppo Reno 2 potrafi zaskoczyć.

Dobrze wypada także wideo, które może uzyskać maksymalnie rozdzielczość 4K i 40 klatek na sekundę. Jednak aby uzyskać wyższą płynność lepiej zredukować rozdzielczość do FullHD.

Płetwa co nie pływa

Optyczna i elektroniczna stabilizacja obecna w urządzeniu pozwala nagrywać dobre filmiki także w ruchu. W czasie rejestrowania materiału możliwe, choć niewygodne, jest przełączanie między obiektywami. Dla tych, którzy lubią bawić się nakręconymi filmikami Oppo przygotowało niespodziankę. Na pokładzie Reno 2 dostępny jest edytor wideo Soloop. Szukając wad warto zauważyć brak możliwości nagrywania w trybie slow motion.

Przedni aparat to 16 megapikselowa wysuwająca się nieco za głośno płetwa. Sama koncepcja uplasowania obiektywu w takim miejscu jest bardzo ciekawa, szczególnie dla osób, które nie robią sobie tysięcy selfie tygodniowo. Płynność wysuwania i chowania, także w czasie bezwiednego ruchu, jest bardzo dobra. Problemem wydaje się być jedynie dźwięku, który po prostu słychać bez względu na okoliczności. Sama jakość selfie jest na bardzo wysokim poziomie. Co ważne, także w kontekście poprawiania portretów za sprawą filtrów Oppo nie przesadziło. Korekty są wyraźne, ale nie przesadzone. Zdjęcia mają zmienioną nieco akcentację światła, skóra może nieco odmłodnieć, zmienić koloryt, a twarzy ubyć kilka kilogramów. Wszystko to ze zdrowym, cyfrowym umiarem.

Mankamentem „płetwy” jest brak wodoszczelności. W czasie testów telefon poddany był działaniu ulewnego, londyńskiego deszczu i wyszedł bez najmniejszego szwanku. Być może za sprawą etui, ale nie jest to kwestia, która bardzo ogranicza w czasie klasycznego użytkowania.

Co musi najwyższy

Oppo Reno 2 jest „najwyższym” (najbardziej zaawansowanym technicznie i najdroższym wyprodukowanym przez tę firmę) modelem dostępnym nad Wisłą w oficjalnych kanałach dystrybucji. Smartfon bez trudu można porównać w wielu aspektach do topowych urządzeń. W zasadzie jedynie pod względem procesora telefon bliski jest aparatom ze średniej półki cenowej. W porównaniu z większością flagowców wybroni się z łatwością, tym bardziej, że kosztuje niespełna 2300 zł.

Najwyższy model Oppo w Polsce musi spełniać sporo wymagań technicznych, by zaspokoić oczekiwania bardziej wymagających klientów. Wiedzieli o tym inżynierowie, którzy zestawili nie najmocniejszy co prawda procesor Snapdragon 730G z 8 GB pamięcią operacyjną i 256 GB miejsca na dane.

Z mini-jackiem, bez stereo

Mimo, że podzespół Qualcommu nie jest topowy, smartfon znakomicie radzi sobie z wieloma obciążeniami. W pierwszych dostawa urządzeń, które trafiły na Polski rynek na pokładzie urządzenia pracuje Android 9.1. Od początku wiadomo, że niebawem dostępna będzie aktualizacja systemu do nowej 10. wersji systemu.

Dopełnieniem  wszystkiego jest gniazdo słuchawkowe mini-Jack, które nadal służy i służyć będzie z powodzeniem dużej grupie osób, które nie lubią pamiętać o poziomie naładowania swoich gadżetów. Nie brakuje także usługi NFC, umożliwiającej transfer danych, płatności zbliżeniowe i inne. W kwestii łączności wszystkie moduły spełniają najwyższe obecnie dostępne kryteria. Mamy łączność Bluetooth 5.0, Wi-Fi 5, czujniki GPS.

Mały minus należy się telefonowi za brak głośników stereo. Minimalizowanie rozmiarów ramek urządzenia pozwoliło uplasować niewielki głośnik do rozmów, nie korespondujący ze znajdującym się obok portu USB typu C. Głośniki dobrze sprawdzają się w czasie rozmów, zresztą podobnie jak mikrofon, który bardzo dobrze zbiera dźwięk głosu, także w trybie głośnomówiącym. To szczególnie ważne dla osób, które używają swojego smartfona także do rozmów.

 

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Polacy opracowali cudowny lek na kaca. Pomógł Japończyk

Dzięki państwowym funduszom i pomocy japońskiego naukowca polski startup opracował preparat niwelujący skutki zatrucia ...

W inteligentnych ekranach drzemie przyszłość handlu detalicznego

Tradycyjne sklepy w rywalizacji z e-commerce muszą coraz częściej sięgać po innowacyjne rozwiązania i ...

Daimler na wojnie z Nokią. Poszło o patenty

Niemiecki koncern motoryzacyjny złożył skargę na Nokię w Komisji Europejskiej, oskarżając o utrudnianie dostępu ...

Po pojawieniu się iPhone`a wzrosła liczba urazów głowy

Nowe badania udowadniają, że urazy głowy związane wypadkami podczas używania telefonów komórkowych stały się ...

Producenci gier na GPW są 10 razy więcej warci niż polski rynek

Łączna wartość gier sprzedawanych w Polsce jest relatywnie mała, lecz mocno rośnie. Jeszcze szybciej ...