Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są kulisy upadku platformy AI, która była wyceniana na 2,7 mld dol.?
- Dlaczego Disney jest zainteresowany przejęciem tylko części własności intelektualnej start-upu?
- Dlaczego model biznesowy oparty na konwersacyjnej AI okazał się finansową pułapką dla jego twórców?
Amerykański start-up Character Technologies może zniknąć z rynku. Start-up, który założyli w 2023 r. byli inżynierowie Google od algorytmów LaMDA – Noam Shazeer i Daniel De Freitas Adiwarsana – złożył do sądu w Delaware wniosek o ochronę przed wierzycielami. Platforma Character.ai, która była jedną z gwiazd boomu AI, właśnie gaśnie.
Disney nie uratuje Character.ai?
Dokumentacja formalizuje to, o czym w Dolinie Krzemowej mówiono od dawna: spółka nie udźwignęła kosztów operacyjnych ani ryzyka prawnego. Zarząd zamierza sprzedać aktywa w nadzorowanej przez sąd licytacji, a warunek jej przetrwania jest jasny: musi znaleźć się nabywca gotowy sfinansować dalsze działanie serwisu, inaczej zostanie on zlikwidowany. Problem w tym, że jedyną ofertą na stole jest propozycja Disney Worldwide Services. Koncern został oferentem wyznaczającym cenę wyjściową na poziomie 20 mln dol. Giganta interesują licencje na wybraną własność intelektualną, ale oferta nie obejmuje jednak samej platformy. A to oznacza, że los serwisu AI wydaje się być przesądzony, o ile nie pojawią się inni inwestorzy. Finał procedury zaplanowano na przełom listopada i grudnia. Największym tzw. wierzycielem niezabezpieczonym firmy jest Google, ale na liście figurują też stany Pensylwania i Kentucky oraz małoletni powodowie dochodzący roszczeń w sądach.
Firma od początku zmagała się z rentownością. Rozrywka oparta na modelach językowych okazała się zaporowo droga w skalowaniu. Character.ai tracił 8-9 mln dol. miesięcznie. Rachunki za infrastrukturę rosły, a subskrypcje w szczycie dawały zaledwie 2,8 mln dol. Tymczasem od stycznia do sierpnia br. firma wydała 56,1 mln dol. na moc obliczeniową. Ratunku szukano w tańszych procesorach, lecz to przyniosło degradację usługi (limity i słabsze odpowiedzi zraziły użytkowników). Sytuację wykorzystał Disney. Choć we wrześniu ub. r. zarzucił start-upowi naruszanie praw do swoich postaci, to rok później przejął byłego szefa Character.ai Karandeepa Ananda wraz z częścią zespołu.
Czytaj więcej
Zamiast pomagać w zdobywaniu wiedzy, AI podpowiada, jak planować strzelaninę lub krwawy zamach w szkole. Osiem z dziesięciu popularnych chatbotów d...
Od miliardowych wycen po skandale i pozwy
Character.ai to była jedna z największych platform tworzących wirtualnych towarzyszy AI. Zamiast kolejnego klona ChatGPT zaoferowali rozmowy z botami imitującymi znane postacie: od Batmana i Einsteina po Elona Muska. Koncepcja zachwyciła rynek, czego dowodem była umowa licencyjna z Google z sierpnia 2024 r. warta 2,7 mld dol. Serwis stał się jedną z gwiazd boomu AI, ale wokół firmy rosły kontrowersje. Jednym z gwoździ do trumny stały się zarzuty o brak bezpieczeństwa dzieci. W pozwach sądowych Character.ai określano jako produkt stwarzający zagrożenie dla zdrowia i życia. Tragicznym echem odbiły się sprawy z 2024 r.: samobójstwo 14-latka z Florydy oraz pozwy rodziców autystycznego chłopca nakłanianego przez bota do agresji wobec bliskich czy 11-latki narażonej na treści seksualne. Oburzenie wywołały też boty udające licencjonowanych terapeutów. W tym roku do ofensywy przeszły władze stanowe: w styczniu pozew złożyło Kentucky, zarzucając żerowanie na dzieciach, a w maju Pensylwania za bota udającego psychiatrę. W obliczu fali procesów i pustej kasy pionier tzw. wirtualnych relacji stanął przed widmem likwidacji. Wygląda na to, że jego los rozstrzygnie się przed końcem roku.