Prezydent RP zawetował właśnie ustawę o DSA, która jest dyrektywą unijną. Pana zdaniem jakie były argumenty za zawetowaniem tej ustawy?
Prezydent zawetował ustawę, ponieważ jej zapisy wykraczały poza zakres unijnej regulacji i budziły poważne wątpliwości konstytucyjne. Chodziło m.in. o ryzyko nadmiernej ingerencji w wolność słowa, brak dostatecznych gwarancji proceduralnych oraz możliwość administracyjnego blokowania treści bez skutecznej kontroli sądowej. To był klasyczny przykład nadregulacji, a nie wiernej implementacji prawa UE. Weto nie jest sprzeciwem wobec DSA jako takiego, lecz wobec wadliwej implementacji. Prezydent oczekuje projektu, który: wiernie transponuje przepisy UE (bez „goldplatingu”), wprowadza jasne definicje i test proporcjonalności, zapewnia kontrolę sądową ex ante/ex post, silne gwarancje niezależności regulatora, przejrzyste procedury odwoławcze, adekwatne vacatio legis oraz ocenę skutków regulacji po konsultacjach publicznych.
Przez Komisję Cyfryzacji trochę jak burza przeszła ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC), która jest implementacją dyrektywy NIS2. Szybko stało się jasne, że koalicja rządząca nie jest otwarta na dyskusje, a partie opozycyjne wręcz przeciwnie, co zaobfitowało sporą liczbą poprawek. Jak Pan skomentowałby te trzy posiedzenia komisji i prace nad tą ustawą?
Te trzy posiedzenia Komisji Cyfryzacji i Nowoczesnych Technologii (CNT) były niestety przykładem procesu legislacyjnego prowadzonego w pośpiechu i pod z góry założoną tezą Zamiast realnej debaty nad wdrożeniem dyrektywy NIS2 (ang. Network and Information Systems Directive 2), mieliśmy do czynienia z próbą maksymalnie szybkiego przeprowadzenia ustawy, bez uwzględniania konsekwencji dla rynku i administracji. Opozycja – w tym Prawo i Sprawiedliwość – konsekwentnie zgłaszała merytoryczne poprawki, często wprost wynikające z uwag ekspertów branżowych, organizacji przedsiębiorców i praktyków cyberbezpieczeństwa. Ponad 20 poprawek pokazuje, że była realna wola poprawienia jakości tej ustawy, a nie jej blokowania.
Tymczasem koalicja rządząca przyjęła strategię „odrzucać wszystko”, niezależnie od argumentów. Symptomatyczne było całkowite zignorowanie popartego przez nas wniosku o wysłuchanie publiczne – instrumentu przewidzianego właśnie dla tak skomplikowanych i kosztownych regulacji. Jeszcze bardziej niepokojące były próby ograniczania debaty na samej komisji: najpierw de facto wykluczanie ekspertów z dyskusji nad poszczególnymi artykułami, a następnie wniosek wiceprzewodniczącego Grzegorza Napieralskiego, by dopuścić jedynie dwa głosy „za” i „przeciw”, a nawet ograniczać wypowiedzi posłów będących na sali.
Takie działania nie mają nic wspólnego z transparentnym procesem stanowienia prawa. Przypomina to raczej fasadową debatę, w której wynik jest znany z góry, a nie pracę demokratycznego parlamentu otwartego na argumenty i wiedzę ekspercką. To szczególnie groźne w obszarze cyberbezpieczeństwa, gdzie złe lub nadmiarowe regulacje mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.
W praktyce wygląda to tak, jakby pod hasłem troski o bezpieczeństwo państwa ktoś próbował przemycić rozwiązania wykraczające poza wymogi unijne, nakładające na polskich przedsiębiorców – zwłaszcza z sektorów niewskazanych wprost w NIS2 – ogromne, często nieuzasadnione koszty. Obowiązek masowej wymiany setek tysięcy urządzeń, bez rzetelnej analizy ryzyka i realnych korzyści, to nie jest budowanie odporności cybernetycznej, tylko tworzenie kosztownego garbu regulacyjnego, który uderzy w konkurencyjność polskiej gospodarki.