Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka historia stoi za powstanie start-upu Ayla.
  • Na czym polega strategia ekspansji polskiej spółki i jakie nadzieje firma wiąże z wejście do Dubaju.
  • Dlaczego sama liofilizacja nie gwarantuje jakości i co jest kluczowe w składzie nowoczesnych karm.

Historia Ayla zaczęła się nie od biznesplanu, ale od problemów zdrowotnych psa założycieli. Gdy seterka irlandzka Ayla odmawiała jedzenia, Sawrina i Mirek Woś rozpoczęli poszukiwania produktu, który byłby jednocześnie naturalny i wartościowy odżywczo. Ostatecznie stworzyli własne rozwiązanie, które z czasem przerodziło się w firmę sprzedającą dziś setki tysięcy produktów w Polsce i za granicą. Dodatkowo marka została nominowana do Godła „Teraz Polska”, stając się pierwszą marką z tzw. branży pet w historii konkursu.

Biznes nastawiony na ekspansję

Polski start-up rozwija naturalne, liofilizowane produkty odżywcze dla psów i kotów. Firma na celownik wzięła segment premium. Spółka, która w biznes weszła nieco przypadkowo, w związku z osobistą historią założycieli i potrzebą wsparcia chorego psa, wyrosła dość niespodziewanie na perspektywicznego gracza. W 2025 r. przychody start-upu, który zaczynał od zera, przekroczą 2,1 mln zł. Okazało się, że popyt na ich produkty jest bardzo duży, nie tylko nad Wisłą. Zamówienia zaczęły spływać ze Szwecji, Niemiec czy Francji. Niedawno firma rozpoczęła proces wejścia do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie już podpisała umowę z partnerem dystrybucyjnym w Dubaju. W efekcie produkty Ayla trafią na jeden z najszybciej rosnących rynków premium dla zwierząt. A to nie koniec, bo założyciele start-upu mają ambitne plany i zapowiadają dalsze wzmacnianie swojej obecności poza Polską.

Sawrina i Mirek, którzy najpierw opracowali liofilizowane jedzenie dla własnego psa, chcą karmić czworonogi na wielu rynkach. Jak podkreślają, marka Ayla powstała, by zmienić sposób myślenia o standardach jedzenia dla psów i kotów. Poszukiwali produktu, który byłby jednocześnie naturalny, lekkostrawny, smakowity i oparty na wysokiej jakości surowcu. To finalnie doprowadziło do tego, że dziś mają w ofercie przysmaki z mięsa indyka, kurczaka oraz kaczki i już planują wejście w kolejne kategorie, w tym żywienie dla małych ssaków.

Spółka rozwija zarówno sprzedaż B2B, jak i B2C. Reklama produktu okazała się zbędna. Jak twierdzi Sawrina Woś, rosnąca popularność liofilizatów na rynku pet food sprawia, że dla wielu konsumentów sama technologia stała się synonimem jakości. Ayla stawia jednak tezę, że to uproszczenie, bo liofilizacja nie poprawia słabego surowca, a może jedynie zachować jego wartości odżywcze, strukturę i smakowitość. Stąd jednym z kluczowych wyróżników marki jest nie tylko metoda produkcji, ale przede wszystkim standard surowca.

– Produkty Ayla powstają w Polsce, z mięsa najwyższej jakości, bez mieszania tkanek i bez obniżania wartości produktu dodatkami technologicznymi – wskazuje Sawrina.

Czytaj więcej

Technologia dla krów budzi niepokój. Kontrowersyjny miliarder inwestuje w obroże AI

Liczy się nie tylko etykieta

– Rynek pet food bardzo szybko dojrzewa, ale nadal jest na nim dużo komunikacyjnego chaosu – samo słowo „liofilizacja” nie wystarczy, jeśli za produktem nie stoi dobry surowiec. Naszym zdaniem jakość zaczyna się dużo wcześniej, od decyzji, z jakiego mięsa korzystamy, jak je traktujemy i czy jesteśmy gotowi nie iść na kompromisy. Ayla od początku była budowana właśnie na takim podejściu. Chcemy tworzyć produkty, które realnie wspierają zdrowie zwierząt, a nie tylko dobrze wyglądają na etykiecie – podkreśla współzałożycielka Ayla.

Start-up opracował trzy linie produktowe: Delight, Help i Rescue. Pierwsza obejmuje liofilizowane przysmaki z mięsa indyka, kurczaka i kaczki, zaś druga i trzecia odpowiadają na bardziej specjalistyczne potrzeby żywieniowe i regeneracyjne, m.in. w okresie rekonwalescencji, przy problemach z apetytem, w trudnych stanach chorobowych czy u pacjentów geriatrycznych. Produkty powstają z mięsa klasy A (w tzw. jakości human grade), bez zbóż, soi, GMO, konserwantów, wypełniaczy i sztucznych barwników. Takie podejście wpisuje się w trend. Europejczycy coraz mocniej dbają o jakość żywienia pupili (szacuje się, że wydatki Europejczyków na żywienie zwierząt wzrosły ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich 10 lat), choć rynek nadal mierzy się z problemem niskiej przejrzystości składu, produktów trudnych do strawienia i komunikacji opartej bardziej na marketingu niż realnych właściwościach odżywczych. W Ayli tu widzą przestrzeń dla siebie. Chcą być marką premium, wyznaczającą standardy w segmencie naturalnych, odżywczych i regeneracyjnych produktów dla zwierzaków.

Cel? Nisza chomików i królików

Start-up przez pierwsze lata rozwijał się głównie organicznie. Spółka sprzedała już przeszło 300 tys. produktów, co odpowiada około 9 tonom liofilizatu i około 40 t świeżego mięsa. W firmie wyliczają, że średnia wartość koszyka na przestrzeni kilku lat wzrosła z 82 zł do blisko 200 zł. To woda na młyn dla tego biznesu.

Czytaj więcej

Algorytm, który nakarmi psa i kota

Obecnie około 80 proc. sprzedaży Ayla pochodzi z kanału obejmującego m.in. sklepy, dystrybutorów i rynek weterynaryjny, a tylko co piąty produkt trafia bezpośrednio do konsumentów. Marka rozwija sprzedaż online, która pomaga im zaistnieć za granicą. To, co cieszy założycieli spółki, to fakt, że klienci wracają (start-up podaje, że grupa klientów powracających odpowiada już za niemal połowę bazy kupujących).

– Zaczynaliśmy od potrzeby, która była nam bardzo bliska, ale dziś widzimy, że ten problem jest znacznie szerszy – opiekunowie zwierząt coraz lepiej rozumieją, że żywienie ma bezpośredni wpływ na zdrowie, energię i komfort życia ich psów oraz kotów. Zbudowaliśmy produkt, który został zweryfikowany przez rynek, klientów i lekarzy weterynarii i teraz naszym zadaniem jest skalowanie w Polsce, w Europie i w nowych kategoriach produktowych – zapowiada Mirek Woś.

Marka ma już pierwsze przyczółki w kilku krajach, w tym np. w Irlandii. Posiada także podpisane kontrakty z partnerami w Grecji. Szczególne nadzieje wiąże ze wspomnianym Dubajem, ponieważ to jeden z najbardziej perspektywicznych rynków premium.

Ayla w planach ma rozszerzenie swojego portfolio. Jak zaznaczają założyciele start-upu, trwają prace nad produktami z czerwonego mięsa dla psów i kotów oraz nad wejściem w segment żywienia m.in. królików, chomików i świnek morskich (firma chce rozwijać np. wysokiej jakości liofilizaty roślinne). Widzi tu dla siebie przestrzeń, bo – choć to kategoria mniejsza niż rynek psów i kotów – jest mniej nasycona przez konkurencję stawiającą na jakość.