Kurierzy w odwrocie. Świąteczny prezent prosto z automatu

Najlepsze czasy kurierów już za nami. Klienci coraz częściej olą odbierać paczki w automatach czy kioskach
Adobe Stock

To rewolucja w e-commerce. Już niemal co trzecia przesyłka, zamiast do naszych rąk przez kuriera, trafia na pocztę, do kiosku czy maszyn odbiorczych. Nowy trend rośnie nawet o 600 proc. rocznie.

Większość operatorów, którzy przez lata koncentrowali się na dostarczaniu paczek bezpośrednio do domów czy naszych miejsc pracy, teraz inwestuje w budowę sieci punktów odbioru. Działa ich już niemal 30 tys., ale wkrótce będzie znacznie więcej. Chodzi o placówki własne, automaty paczkowe, jak również obiekty partnerskie – stacje paliw, sklepy, kawiarnie czy kioski. Według prognoz ta część rynku paczkowego w 2021 r. może być warta 5 mld zł.

Zmiana modelu działania to z jednej strony efekt odpowiedzi na potrzeby kupujących online, którzy wolą odebrać przesyłkę o dowolnej porze i w dogodnym miejscu, z drugiej zaś reakcja na zjawiska w branży: problemy z deficytem kurierów i wysokimi kosztami tzw. ostatniej mili (finałowy etap dostarczenia paczki).

CZYTAJ TAKŻE: Polski e-commerce bije rekordy. Nakręca rynek paczek

– Ostatnia mila w dostawie jest największym wyzwaniem dla firm kurierskich – mówi Magdalena Bugajło, dyrektor komunikacji w DHL Parcel. – Możemy śmiało stwierdzić, że teraz mamy do czynienia z rewolucyjną zmianą. Dzięki odbiorom w punkcie skracamy czas doręczenia i upraszczamy cały proces – podkreśla.

Choć wciąż dominują dostawy kurierem, to zdaniem Rafała Makowskiego, menedżera ds. rozwoju sieci click & collect w Poczcie Polskiej (PP) – popularność obu rozwiązań może się zrównać już za dwa lata. – Kończy się hegemonia tzw. dostaw pod drzwi. Klienci coraz chętniej zamiast dostawy kurierskiej wybierają odbiór własny we wskazanym punkcie. Jeszcze w ub.r. w ten sposób odbierano kilkanaście procent wszystkich paczek. Obecnie to już ok. 30 proc., a dynamika szybko rośnie – mówi Makowski.

W DHL liczba paczek obsługiwanych tą drogą w br. skoczyła o 600 proc. W PP ów strumień od początku 2019 r. urósł o 220 proc. Eksperci szacują, że w przyszłym roku już 40 proc. przesyłek w naszym kraju trafiać będzie do punktów odbioru. Dla porównania obecnie w Finlandii 40 proc. przesyłek dostarczanych jest do automatów paczkowych, a w Norwegii czy Szwecji ok. 70 proc. odbieranych jest w punktach pocztowych.

Automat paczkowy zamiast kuriera

W związku z trwającym tzw. szczytem paczkowym punktów odbioru przybędzie. DPD Polska zapowiada, że w okresie przedświątecznym uruchomi tzw. punkty mobilne, w których będzie można odebrać i nadać przesyłki. – Jednym z najbezpieczniejszych rozwiązań, by paczka dotarła do nas na czas, jest zamówienie jej do punktu – przyznaje Zbigniew Ptaszyński z zarządu brokera kurierskiego Sendit. – W najgorętszym okresie przewoźnicy otwierają wiele dodatkowych punktów. Jeśli więc kurier nie zastanie adresata, należy się spodziewać, że przesyłka trafi właśnie tam – dodaje.

Poczta Polska planuje sieć punktów odbioru paczek we współpracy ze sklepami z grupy Eurocash i Kauflandem, a z Orlenem stworzy konkurencję dla InPostu.

Firmy logistyczne w Polsce ruszają do walki o klienta, a bronią mają być już nie tylko kurierzy, ale również gęsta sieć placówek, punktów partnerskich i maszyn paczkowych.

CZYTAJ TAKŻE: Allegro potwierdza: kurier będzie darmowy

Trend, który zapoczątkował InPost swoimi paczkomatami, rozlał się na dobre po rynku. Wszyscy najwięksi gracze z tej branży mają ambitne plany rozbudowy sieci odbioru. Szacuje się, że w przyszłym roku liczba takich lokalizacji wzrośnie o kilka tysięcy.

Ostra walka o rynek

– Przewidujemy znaczne zwiększenie wolumenu obsługiwanych przez nas przesyłek, który i tak rośnie ponaddwukrotnie szybciej niż rynek e-commerce w Polsce – deklaruje Rafał Brzoska, prezes InPostu. I zaznacza, że spółka jest na to przygotowana. – Wciąż rozwijamy sieć paczkomatów, która liczy ponad 5 tys. urządzeń. Aż 52 proc. kupujących online wskazuje je jako najczęściej wybieraną formę dostawy towaru – dodaje Brzoska.

CZYTAJ TAKŻE: InPost zaoferuje… lodówkomaty

Ale InPost nie może spać spokojnie. Pod względem punktów odbioru (zarówno placówek, jak i maszyn) już wyprzedza go Poczta Polska (PP). Państwowa spółka ma 12 tys. lokalizacji, a w 2020 r. chce mieć ich 15 tys. – To plan minimum. Chcemy mocno zaakcentować naszą obecność w małych miastach i na obszarach wiejskich, planujemy również stawiać automaty nie tylko wewnątrz budynków, ale również na zewnątrz, by zaoferować większą liczbę skrytek – mówi Rafał Makowski, menedżer ds. rozwoju sieci click & collect w PP.

Eksperci szacują, że w przyszłym roku już 40 proc. przesyłek w naszym kraju trafiać będzie do punktów odbioru

Operator współpracuje już m.in. ze stacjami Orlen, kioskami Ruch i sklepami Żabka. Teraz testowo swoje automaty stawia przy Carrefourach. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku sieć zwiększy się o placówki Eurocash (abc, Lewiatan, Groszek, Delikatesy Centrum) i sklepy Kaufland. Jak informowaliśmy już wcześniej, PP planuje również wspólnie z Orlenem zbudować sieć automatów paczkowych na stacjach koncernu, który mógłby stanowić konkurencję dla paczkomatów.

Do rywalizacji włącza się też DHL. Niemiecki operator ma nad Wisłą ponad 7 tys. punktów odbioru i dalej chce rozwijać tę sieć. – Punkty partnerskie to bardzo istotny element w procesie doręczania i nadawania przesyłek. Rozwiązanie jest inspirowane potrzebami rynku. Pamiętajmy, że jedno z najważniejszych dla klientów kryteriów to wygoda odbioru. Projektując rozwiązania, koncentrujemy się na stylu życia odbiorców. Stąd spektakularny rozwój obsługi klientów w tak zwanych punktach odbioru – wyjaśnia Magdalena Bugajło, dyrektor ds. komunikacji i w DHL Parcel.

Ambitne plany mają też UPS (dysponuje obecnie ponad 1,2 tys. punktów odbioru) oraz GLS (1,6 tys.). Ten ostatni operator stawia na współpracę ze sklepami i punktami usługowymi. Ale zamierza też inwestować we własne placówki.

CZYTAJ TAKŻE: Koniec kurierów? Paczki spadną prosto z nieba

– W br. uruchomiliśmy pilotażowy firmowy punkt Szybkiej Paczki, który działa w Poznaniu. Obsługę w całości stanowi zespół GLS. To nowa jakość – tłumaczy Małgorzata Markowska, menedżer GLS.

Przymierzalnia u kuriera

Prawdziwie nową jakość już wdraża jednak DPD. Lider rodzimego rynku kurierskiego ma na razie 2,5 tys. punktów odbioru, ale chce rozbudowywać sieć Pickup. – Obserwujemy coraz większe zainteresowanie jej usługami. W ostatnim czasie liczba przesyłek dostarczanych do naszych punktów zwiększyła się o 100 proc. – zaznacza Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska.

CZYTAJ TAKŻE: Amazon i Alibaba ścigają się na nowinki. Niektóre zdumiewają

Operator dotąd stawiał własne placówki. Teraz chce współpracować z sieciami sklepów i uruchamiać własne automaty. Co więcej, rozwinie zupełnie nowy model punktów odbioru, którego testy prowadził już w br. Chodzi o tzw. urban depoty – obiekty w intensywnie uczęszczanych obszarach miejskich, takich jak duże dzielnice mieszkaniowe czy biznesowe – wyposażone w przymierzalnie, w których konsumenci mogą przymierzyć zamówioną garderobę i w razie potrzeby od razu nadać zwrot. Polski projekt okazał się strzałem w dziesiątkę. Już planuje wdrożyć go DPD we Francji. Podobne rozwiązania chcą uruchomić też operatorzy w Finlandii. Jak ustaliliśmy, nad takimi usługami pracuje też PP.

– W naszej sieci funkcjonują 42 oddziały urban depot. Liczba ta do końca br. będzie jeszcze większa. W 2020 r. planujemy jej wzrost o 25 proc. – zapowiada prezes Nawłoka.

Jak podkreśla, usługą zainteresowani są najwięksi gracze e-commerce, którzy chcą, aby proces zwrotu zamówienia był wygodny i płynny. – Wynika to ze zmian nawyków konsumenckich. Zwrot nie jest już tylko konsekwencją niezadowolenia z towaru, ale coraz ważniejszą częścią procesu zakupowego. Klienci zamawiają po kilka przedmiotów w różnych rozmiarach i kolorach, wybierają te, które im pasują, a pozostałe zwracają – wyjaśnia nasz rozmówca.

 

Zakupy internetowe rosną jak na drożdżach

Polacy uwielbiają zakupy internetowe, robi je już 62 proc. internautów. Zostawiają w e-sklepach i na platformach ponad 50 mld zł. Widać to zwłaszcza w tym momencie roku, ponieważ sezon świąteczny to dla sprzedawców internetowych prawdziwe żniwa. Choć do czarnego piątku jeszcze kilka dni, to już nawet na tydzień wcześniej zaczęły się pierwsze promocje. Zwyczaj ten szybko zyskuje na popularności także w Polsce, ale ma też swoją ciemną stronę. Z opracowania firmy PayPal wynika, że o ile klienci online tego dnia potrafią wydać nawet kilkaset procent więcej niż zwykle, o tyle rośnie także zagrożenie ze strony cyberprzestępców. Przełom listopada i grudnia to czas, w którym odnotowuje się aż o 18 proc. więcej prób oszustw niż w innych okresach roku.

Jak podaje Shoper, rok temu w czarny piątek w porównaniu do piątku tydzień wcześniej sklepy z platformy zanotowały wzrost ruchu o 32 proc. Liczba zamówień skoczyła o 142 proc., a wartość – o 190 proc. Tego dnia zdecydowanie najwyższa była sprzedaż kosmetyków, stanowiły ponad jedną czwartą wartości wszystkich transakcji. Dużym wzięciem cieszyły się też odzież i elektronika, a także artykuły z branż dom i ogród oraz dziecięcej.

Jak podaje firma, niektóre ze sklepów na platformie podczas Black Friday zarobiły w ciągu doby więcej niż normalnie w tydzień.

Ogółem co miesiąc Polacy generują w sklepach internetowych dwa tzw. szczyty zakupowe. Zaczynają się one każdego pierwszego i dziesiątego dnia miesiąca, co jasno pokazuje, że wtedy najwięcej osób otrzymuje wypłatę wynagrodzenia. Ceneo podaje, że wówczas zainteresowanie zakupami utrzymuje się na wysokim poziomie przez kilka dni. Wszystko to jednak dane średnie, obejmujące cały sektor. Przy analizie wyników poszczególnych branż widać bowiem, że rządzą się one jeszcze innymi prawami. Zwłaszcza jeśli chodzi o rozkład transakcji na dni tygodnia.

– Wtorek jest bardzo mocny pod względem ruchu i sprzedaży, ale nie najmocniejszy w tygodniu. Szczyt w liczbie transakcji na Empik.com notujemy w niedzielny wieczór (od godz. 20.00) oraz w poniedziałek – mówi Szymon Bujalski, dyrektor e-commerce w Empiku.

Polski rynek nadal rozwija się bardzo szybko, a zakaz handlu w niedziele, nawet jeśli nie zmienił harmonogramu zawierania transakcji, to i tak skłonił wiele osób do częstszego kupowania w sieci. Widać to choćby po wynikach Ikei: firma już 10 proc. obrotów generuje online, choć działa w tym segmencie od stosunkowo niedawna. Nadal wielu konsumentów nie kupuje w sieci lub robi to sporadycznie. W zmianie ich podejścia tkwi potencjał dla sektora.

Współpraca: Piotr Mazurkiewicz

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Zastosowania grafenu w medycynie regeneracyjnej

Medycyna regeneracyjna łączy wiedzę m.in. z inżynierii tkankowej i biologii molekularnej, mających na celu ...

Diamenty z laboratorium wchodzą do Polski. Są jak naturalne – tylko tańsze

Tworzone przez ludzi kamienie to błyskawicznie rosnący na świecie rynek. W Polsce jako pierwsza ...

Kontrolując umysłem egzoszkielet, sparaliżowany może chodzić

Sparaliżowany mężczyzna może znów chodzić używając egzoszkieletu, który kontroluje swoim umysłem. Dzięki niemu mógł ...

Wojna Apple Music ze Spotify. Już wiadomo, kto wygrywa

Muzyczne serwisy internetowe coraz ostrzej walczą o pozycję na światowych rynkach. Apple Music wysunął ...

Apple i Google w ogniu krytyki. Ułatwiają Saudyjczykom kontrolowanie żon

Koncerny wprowadziły do swoich sklepów internetowych w Arabii Saudyjskiej aplikację, która pozwala mężczyznom kontrolować ...