Półroczny „urlop na startup”? Grozi exodus specjalistów

Zaangażowanie rodzimych przedsiębiorstw w tworzenie innowacji kuleje, a pomysł rządu na pobudzenie środowiska startupów może pogłębić problem.

W resorcie rozwoju trwają prace nad przepisami, które mają zachęcać innowatorów do tworzenia własnych biznesów. Jednak pomysł półrocznego urlopu na rozkręcenie startupu, który ma być częścią tzw. pakietu proinwestycyjnego, budzi sporo wątpliwości.

Ministerstwo Rozwoju (MR) na przełomie lutego i marca chce przedstawić projekt regulacji, które wprowadzą specjalny, półroczny urlop dla startupowców. Założenie jest takie, by każdy pracownik – np. korporacji – mógł skorzystać z półrocznej bezpłatnej przerwy w świadczeniu pracy, by w tym czasie wypróbować swój innowacyjny projekt biznesowy.

CZYTAJ TAKŻE: Państwo dolało paliwa startupom. Jest rekord

– Proponowane rozwiązanie jest ryzykowne, gdyż może spowodować odpływ specjalistów IT z umów o pracę, a także problemy z powrotem na adekwatne stanowisko po urlopie – ostrzega Dariusz Żuk, prezes i założyciel Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości (AIP).

Eksperci wskazują też, że inicjatywa ta zachęca do rozwijania innowacyjności poza przedsiębiorstwami, co nijak ma się do łączenia innowacji z tradycyjnym biznesem.

Mniej umów o dzieło

Resortu obiekcje nie zrażają. – Chcemy wprowadzić „urlop na startup”, czyli możliwości testowania pomysłu na biznes przy zapewnieniu pracownikowi powrotu na swoje miejsce pracy – podsumowuje minister Jadwiga Emilewicz.

Liczy, że w ten sposób uda się pobudzić środowisko startupowe i ułatwić tworzenie nowych spółek technologicznych. Dziś bowiem możemy mówić o deficycie innowacyjnych projektów, które miałyby szansę podbić świat i wejść do prestiżowego grona tzw. jednorożców, czyli startupów wartych co najmniej miliard dolarów.

„Urlop na startup” to rozwiązanie wzorowane na urlopie macierzyńskim (co ważne, ma nie obciążać pracodawcy bezpośrednimi kosztami). Podobne działa już choćby w Szwecji czy Finlandii. Propozycja MR ma jednak mankamenty: poza groźbą odpływu specjalistów z firm chodzi również o długość samej przerwy w świadczeniu pracy. Dariusz Żuk nie ma wątpliwości, że pół roku to zbyt krótko.

CZYTAJ TAKŻE: Polskie startupy są za słabe, by stać się jednorożcami

– W ciągu 15 ostatnich lat w AIP swoje pomysły przetestowało ponad 16 tys. osób, a średni czas testu trwał 11,5 miesiąca. Po takim czasie projekty albo wychodziły na rynek, albo startupy rezygnowały ze swojej działalności – wyjaśnia.

Z kolei Szymon Wierciński, ekspert ds. strategii cyfrowej innowacji z Akademii L. Koźmińskiego, wskazuje na jeszcze inny problem. – Możemy spekulować, czy faktycznie chodzi o podniesienie innowacyjności, konkurencyjności, zwiększenie „wskaźników” w polskiej gospodarce czy przeniesienie większej liczby osób na umowy o pracę z częstych w branży IT umów o dzieło – zaznacza.

Kłopot z innowacyjnością firm

Szymon Wierciński spodziewa się, że na skutek planowanych przepisów nastąpi przegrupowanie innowacyjnych pracowników z większych do mniejszych przedsiębiorstw. – Pytanie, czy większa liczba mniejszych innowacyjnych firm jest lepszym rozwiązaniem do większych organizacji, w których powstaje i akumuluje się wiedza. Czy zwiększy się w ten sposób poziom konkurencyjności – zastanawia się nasz rozmówca.

Dziś pod względem innowacyjności rodzime przedsiębiorstwa nie przodują w europejskich rankingach

Jak podkreśla, nawet jeśli część z tych tzw. wakacyjnych startupów odniesie sukces, to za chwilę oni sami staną przed problemem zwiększania zatrudnienia i próbą przejścia z organizacji startupowej do bardziej stabilnej formy organizacyjnej, w której zespół i stali pracownicy mają kluczowe znaczenie. – Niestety, „wakacje startupowe” przy złych założeniach legislacyjnych mogą spowodować zwiększenie poziomu ryzyka dla działających już przedsiębiorstw i ograniczyć ich możliwość innowacji wewnętrznej – przestrzega ekspert.

CZYTAJ TAKŻE: Startupy 2020. Dziesięć firm, które warto obserwować

Dziś pod względem innowacyjności rodzime przedsiębiorstwa nie przodują w europejskich rankingach. Szansą dla nich może być współpraca z mniejszymi, młodymi spółkami technologicznymi. Jednakże kooperacja tradycyjnego biznesu ze startupami mocno kuleje. Podobnie jak tworzenie innowacji wewnątrz organizacji. Zresztą startupy znad Wisły również nie podbijają świata. Inicjatywy rządu na odwrócenie tego stanu rzeczy są więc pożądane.

Eksperci twierdzą, że resort rozwoju postawił dobrą diagnozę, tylko sposób rozwiązania problemu budzi wątpliwości. – Mamy dużą liczbę pracujących w korporacjach, szczególnie specjalistów IT, którzy nie zakładają firm m.in. dlatego, że korporacja daje im stabilność finansową. A jednocześnie zbyt niska jest liczba nowo tworzonych firm, co powinno ulec zmianie – potwierdza Dariusz Żuk.

Resort rozwoju zapewnia, że nie wprowadzi przepisów o „urlopie na startup” bez konsultacji z pracodawcami.

 

Monika Synoradzka
prezes Huge Thing, program akceleracyjny dla startupów

Zapowiadana koncepcja „urlopu na startup” może być ciekawym rozwiązaniem dla pracowników, choć jego założenia brzmią podobnie jak tzw. sabbatical, który oferują już pracownikom największe firmy. Pojawiają się jednak pytania. Jak na takich startupowców z bezpieczną poduszką w postaci miejsca pracy, które w razie problemów na nich czekają, spojrzą potencjalni inwestorzy? Na jakim etapie rozwoju projektu taki urlop pracownicy powinni brać, by zwiększyć szanse powodzenia przedsięwzięcia? Kto za ten czas zapłaci? Myślę, że warto zapytać też o fundamentalną sprawę: jaką korzyść będzie taki urlop stanowić dla organizacji? Być może lepszym pomysłem byłoby zachęcenie firm do realizowania wewnętrznych programów, w ramach których pracownicy mają okazję pracować nad rozwiązaniami opartymi o nowe technologie. Takie podejście, poza dostarczeniem pracownikom nowej wiedzy i umożliwieniem rozwijania ich pomysłów, może też istotnie wpływać na szerzenie kultury innowacji w samej firmie, a przy tym stanowić źródło nowych usprawnień i możliwości biznesowych dla niej samej. A zarażeni firmowym startupowaniem pracownicy prędzej czy później, jeśli mają w sobie krew przedsiębiorcy – i tak zaczną rozwijać swoje pomysły biznesowe. Wówczas być może będą do tego już lepiej przygotowani.

 

Pokolenie zmiany

Startupy stają się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem pracy w porównaniu z korporacją – wynika z analiz Startup Poland. Zwłaszcza dla osób z pokolenia Y i Z. Według badań dzisiejsi 30-latkowie szukają możliwości rozwoju, elastycznych godzin pracy i chcą mieć wpływ na kształtowanie przyszłości firm. 20-latkowie idą o krok dalej: nie boją się permanentnej zmiany (nie wiążą się z jednym pracodawcą). Kierują się chęcią pracy w międzynarodowych zespołach i poznawania ciekawych ludzi (23 proc. badanych), ulepszania świata (42 proc.) oraz możliwością pracy mobilnej (54 proc.). Dwie trzecie młodych, innowacyjnych spółek, dopiero stawiających pierwsze kroki w biznesie, zatrudnia od 1 do 10 pracowników. W przypadku bardziej rozwiniętych startupów 42 proc. zatrudnia ponad 40 osób.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Inteligentne zegarki i opaski idą jak woda. Apple podgryzają Chińczycy

Urządzenia z segmentu tzw. wearables w ub. r. trafiły do ponad 172 mln użytkowników. ...

Kto rządzi internetową reklamą w Polsce? To dwóch gigantów

Facebook i Google sięgnęły w 2018 roku po ponad połowę wydatków reklamodawców na promocję ...

Waszyngton ostrzega przed Huawei

Rząd USA namawia państwa sojusznicze oraz działających w nich operatorów telekomunikacyjnych, by nie korzystali ...

Samorządy muszą zgłaszać incydenty online

Dużą grupą podmiotów zagrożonych cyberprzestępczością są władze lokalne. NASK z myślą o nich przygotował ...

Sztuczna inteligencja zrobi z tobą film porno

Technologia pozwalająca na tworzenie filmów deepfake to kolejny powód, by przestać ślepo wierzyć w ...

Atak hakerów na gazetę? Obraźliwe treści na stronie

Witryna norweskiej gazety „Dagbladet” została w czwartek wyłączona na kilka godzin z powodu „poważnego ...