W Richland Parish w Luizjanie Meta buduje Hyperion – jeden z największych kompleksów centrów danych, jakie kiedykolwiek powstały. Skalą projektu zachwycał się nawet Donald Trump. Podczas posiedzenia gabinetu w Białym Domu pokazał otrzymaną od Marka Zuckerberga grafikę, na której gigantyczny kampus AI nałożono na mapę Manhattanu. „To wielkość Manhattanu” – mówił prezydent, dodając, że patrząc na wizualizację, można zrozumieć, dlaczego inwestycja ma kosztować 50 mld dol. W rzeczywistości teren Hyperiona wraz z dokupionymi gruntami ma zajmować około 15 km kw., czyli powierzchnię „tylko” ponad czterech nowojorskich Central Parków.
Docelowo kompleks ma osiągnąć 5 GW mocy infrastruktury obliczeniowej i być największym centrum danych w globalnej sieci Mety. Rozmach inwestycji widać już na ciągnącym się kilometrami placu budowy, gdzie sznury ciężarówek suną nowymi drogami , które otrzymały nazwy rodem z „Gwiezdnych wojen”: Far Far Away Lane i Lightsaber Lane. W szczytowym momencie przy budowie ma pracować ponad 7,5 tys. osób, a po jej zakończeniu około tysiąca.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, czego Hyperion potrzebuje do działania. Aby zapewnić mu energię, planowana jest budowa siedmiu elektrowni gazowych i trzech wielkich magazynów energii, a także zwiększenie mocy elektrowni jądrowej Waterford 3. Jeden kampus AI zaczyna więc wymagać zaplecza energetycznego, które jeszcze niedawno kojarzyłoby się raczej z wielkim ośrodkiem przemysłowym niż firmą internetową.
A Hyperion nawet nie będzie największym z planowanych projektów. W Pike County w Ohio powstaje kampus rozwijany przez SB Energy dla OpenAI, który docelowo może osiągnąć aż 8 GW mocy infrastruktury IT. Nvidia zobowiązała się udzielić do 105 mld dol. gwarancji związanych z jego finansowaniem, a na potrzeby kompleksu, który ma zacząć działać w 2028 r., planowane jest co najmniej 10 GW nowych źródeł energii.
– W gospodarce AI moc obliczeniowa to przychód – przekonuje Jensen Huang, szef Nvidii. W opublikowanym w sierpniu wpisie nazwał centra danych „fabrykami AI”, a ziemię, energię i budynki – nowymi strategicznymi zasobami branży. To właśnie jego koncern ma dostarczyć infrastrukturę obliczeniową do kampusu w Ohio, którego najemcą będzie OpenAI. Wyścig o sztuczną inteligencję zamienia się więc w wyścig o ziemię, procesory i – przede wszystkim – megawaty.
Setki miliardów na fabryki AI
Jak wyliczył „Financial Times”, Google, Amazon, Microsoft i Meta od początku boomu AI w 2023 r. zainwestowały łącznie ponad 1,1 bln dol. Pieniądze płyną przede wszystkim na centra danych, najnowocześniejsze procesory oraz infrastrukturę energetyczną. A tempo wydatków wciąż rośnie. W samym 2026 r. cztery największe koncerny planują przeznaczyć na rozwój infrastruktury AI około 745 mld dol. To zmienia model biznesowy firm technologicznych. Rewolucja AI zmusza je do budowania gigantycznego zaplecza.
Według CBRE, globalnej firmy doradczej działającej na rynku nieruchomości komercyjnych, w ośmiu największych amerykańskich rynkach centrów danych dostępna moc istniejących obiektów wzrosła w pierwszej połowie 2026 r. aż o 33,7 proc. rok do roku, do 10,9 GW. W budowie znajdowało się kolejne 7,48 GW.
Mimo rekordowego tempa budowy praktycznie wszystko jest już zajęte. Współczynnik pustostanów spadł do zaledwie 1,4 proc. Firmy rezerwują już powierzchnię w centrach danych, które zostaną oddane dopiero w 2028 r.
Skalę problemu obrazowo opisał Satya Nadella, szef Microsoftu. Przyznał, że koncern ma procesory AI, których nie może uruchomić z powodu braku odpowiedniej infrastruktury. – Problemem nie jest dziś dostępność procesorów, lecz brak gotowych budynków centrów danych, w których mógłbym je zainstalować – mówił w podcaście BG2. W efekcie rozwój AI zmienił kryteria wyboru lokalizacji. Dawniej kluczowa była bliskość szybkich sieci telekomunikacyjnych, teraz możliwość szybkiego pozyskania setek megawatów energii.
Co ósma kilowatogodzina
Według najnowszej prognozy Berkeley Lab w 2030 r. centra danych mogą zużywać w USA około 649 TWh energii elektrycznej rocznie. Oznaczałoby to 11,8 proc. całego krajowego zużycia – niemal co ósmą kilowatogodzinę. Jeszcze w 2023 r. udział centrów danych wynosił około 4,4 proc.
Firmy technologiczne zaczynają więc robić rzeczy, które jeszcze kilka lat temu trudno byłoby kojarzyć z internetowym biznesem. Zawierają wieloletnie umowy z elektrowniami, inwestują we własne źródła energii i pomagają przywracać do życia zamknięte reaktory jądrowe.
Google podpisał 25-letnią umowę na odbiór energii z elektrowni jądrowej Duane Arnold w Iowa. Obiekt został zamknięty w 2020 r., ale ma ponownie rozpocząć pracę w 2029 r. Microsoft związał się z innym symbolem amerykańskiej energetyki jądrowej – Three Mile Island w Pensylwanii, gdzie w 1979 r. doszło do częściowego stopienia rdzenia jednego z reaktorów. Umowa na dostawy energii ma pomóc w ponownym uruchomieniu innego, nieuszkodzonego reaktora, który pracował do 2019 r.
Atom to tylko część odpowiedzi na nowe wyzwania. Operatorzy centrów danych coraz częściej rozważają własne elektrownie gazowe, generatory i magazyny energii, a branża technologiczna interesuje się małymi reaktorami modułowymi. Boom AI stał się też jednym z czynników przedłużających życie elektrowni węglowych, które jeszcze niedawno planowano zamykać.
Fabryka AI za płotem
Amerykański boom napotyka jednak coraz silniejszy opór mieszkańców. Lokalne społeczności obawiają się rosnących rachunków za prąd, zużycia wody, hałasu i zajmowania kolejnych terenów przez gigantyczne kompleksy.
W lipcu przeciwnicy ekspansji centrów danych zorganizowali 142 protesty w 42 stanach. Demonstracje odbyły się zarówno w tradycyjnie republikańskim Teksasie, jak i demokratycznej Kalifornii czy Georgii, będącej jednym z kluczowych stanów wyborczych. W Wirginii protestujący nieśli transparenty przypominające, że ludziom do życia potrzebna jest woda, a nie dane. Według wrześniowego badania Ipsos aż 69 proc. Amerykanów niepokoi rozwój centrów danych.
Nie chodzi wyłącznie o sprzeciw wobec technologii. Centra danych mogą przynosić samorządom znaczne wpływy podatkowe, a podczas budowy tworzyć tysiące miejsc pracy. Po uruchomieniu zatrudniają jednak znacznie mniej osób niż tradycyjne zakłady przemysłowe. Mieszkańcy coraz częściej domagają się więc gwarancji, że korzyści z inwestycji pozostaną w regionie.
Protesty zaczynają przekładać się na konkretne działania władz. Gubernator Wirginii Abigail Spanberger ogłosiła 18 września nowe ramy nadzoru nad centrami danych, obejmujące m.in. większą przejrzystość inwestycji i przygotowanie przepisów dotyczących hałasu. Z kolei gubernator Nowego Jorku Kathy Hochul zaproponowała, by deweloperzy centrów danych przeznaczali na inwestycje w lokalne społeczności co najmniej milion dolarów na każdy megawat zapotrzebowania na moc.
Centra danych stają się również argumentem w amerykańskiej kampanii przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Politycy obu partii wykorzystują obawy mieszkańców przed rosnącymi rachunkami za energię i kosztami infrastruktury budowanej na potrzeby technologicznych gigantów.
Administracja Donalda Trumpa traktuje jednak centra danych jako strategiczną infrastrukturę przemysłową, niezbędną do utrzymania przewagi USA nad Chinami. Prezydent porównywał je nawet do ropy naftowej, podkreślając ich znaczenie dla amerykańskiej gospodarki w nadchodzących dekadach.
Spór dotarł do Kongresu. 16 września Izba Reprezentantów przyjęła stosunkiem głosów 417 do 3 projekt ustawy Ratepayer Protection Act. Zobowiązuje on stanowych regulatorów do rozważenia zasad, które mają zapewnić, że wielkie centra danych będą pokrywać dodatkowe koszty rozbudowy infrastruktury energetycznej potrzebnej do ich obsługi. Dzień później próbę szybkiego przyjęcia przepisów w Senacie zablokował demokrata Martin Heinrich, argumentując, że proponowane rozwiązania nie idą wystarczająco daleko.
Pierwsze rysy na boomie
Centra danych zmieniają także Wall Street. Setki miliardów dolarów wydawanych przez technologicznych gigantów uruchomiły cały ekosystem inwestycji: od producentów procesorów, systemów chłodzenia i transformatorów po firmy energetyczne, deweloperów, fundusze infrastrukturalne i banki.
Na boomie korzystają już nie tylko Nvidia i producenci serwerów. Vertiv dostarcza systemy zasilania i chłodzenia, GE Vernova i Siemens Energy turbiny, Caterpillar generatory, a firmy energetyczne planują nowe inwestycje.
Skala zadłużenia szybko rośnie. Według Reuters Breakingviews do początku sierpnia wartość emisji długu związanego z AI zbliżyła się już do 500 mld dol. Pojawiają się już sygnały ostrzegawcze. Część projektów jest opóźniana z powodu problemów z dostępem do energii, przyłączeniami i dostawami kluczowych urządzeń. Kredytodawcy coraz uważniej przyglądają się również ryzyku związanemu z finansowaniem gigantycznych kampusów AI. – Może okazać się, że wiele z tych inwestycji nie jest produktywnych – ostrzegł Jan Hatzius, główny ekonomista Goldman Sachs, podczas wrześniowej konferencji banku. Jego zdaniem nawet jeśli AI rzeczywiście przyniesie oczekiwany wzrost produktywności, obecne tempo inwestycji nie może utrzymywać się bez końca.
Jeszcze dalej poszedł John Higgins, główny doradca ds. rynków finansowych w Capital Economics. W opublikowanej kilka dni temu analizie stwierdził, że wiele sygnałów wskazuje już na późną fazę bańki AI. Firma przedstawiła scenariusz, w którym zaczyna ona pękać w 2027 r., prowadząc do głębokiej korekty na amerykańskim rynku akcji.
Obecna fala inwestycji opiera się na założeniu, że zapotrzebowanie na moc obliczeniową będzie rosło przez wiele lat, a firmy rozwijające AI osiągną przychody wystarczające do pokrycia kosztów gigantycznej infrastruktury. Tymczasem modele stają się coraz wydajniejsze, ceny usług AI spadają, a procesory szybko się starzeją.
Symbolem tej zależności jest SB Energy, spółka należąca do SoftBanku. Według „Financial Times” deweloper przygotowuje się do giełdowego debiutu przy potencjalnej wycenie około 50 mld dol. Ma już kontrakty dotyczące przyszłych usług o wartości 439 mld dol., ale nie uruchomił jeszcze żadnego centrum danych. Realizacja planowanych inwestycji będzie wymagała ponad 170 mld dol. nakładów.
A stawką są już nie tylko wyniki i wyceny technologicznych gigantów. W grę wchodzą setki miliardów dolarów długu, elektrownie budowane na dziesięciolecia i rachunki milionów gospodarstw domowych.