Chińskie firmy dostarczają znaczną część transformatorów, rozdzielnic, baterii oraz urządzeń optycznych potrzebnych centrom danych. Waszyngton coraz bardziej obawia się, że zależność ta może stać się słabym punktem USA w wyścigu o AI.
Prezydent Trump ogłosił stan nadzwyczajny dotyczący bezpieczeństwa amerykańskiego systemu elektroenergetycznego, wskazując na zagrożenia wynikające z zależności od zagranicznych dostaw urządzeń. Rozporządzenie pozwala Departamentowi Energii blokować lub nakładać dodatkowe warunki na transakcje dotyczące wybranego sprzętu dla sieci przesyłowej i centrów danych.
Do niedawna uwaga Waszyngtonu skupiała się przede wszystkim na najnowocześniejszych procesorach AI. Stany Zjednoczone ograniczały ich eksport do Chin, aby utrzymać przewagę technologiczną. Teraz administracja coraz dokładniej przygląda się drugiej stronie tego samego wyścigu – urządzeniom potrzebnym do zasilania gigantycznych centrów danych.
Czytaj więcej
Wyścig AI zamienia się w największy od dekad boom infrastrukturalny. Centra danych powstają szybciej, niż Ameryka jest w stanie budować elektrownie...
– Kontrola nad obecnością Chin w warstwie zasilania amerykańskich centrów danych wyraźnie wzrosła w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy. To zwrot wobec wcześniejszego skupiania się wyłącznie na warstwie obliczeniowej – powiedziała CNBC Laveena Iyer, starsza analityczka The Economist Group.
Stawka szybko rośnie. Według S&P Global zapotrzebowanie amerykańskich centrów danych na moc ma wzrosnąć z 62 GW w marcu 2026 r. do 152 GW w 2030 r., przede wszystkim za sprawą rozbudowy infrastruktury AI.
Skala inwestycji jest ogromna. Jak podał niedawno Reuters, powołując się na McKinsey, do 2030 r. globalne nakłady na centra danych mogą sięgnąć niemal 7 bln dol. Boom już napędza zamówienia u producentów transformatorów i systemów chłodzenia.
Wąskie gardło
Centra danych potrzebują transformatorów dostosowujących napięcie do potrzeb obiektu, rozdzielnic bezpiecznie rozprowadzających energię oraz baterii zapewniających zasilanie awaryjne. I właśnie tutaj pojawia się zależność od Chin.
Według Yury'ego Dvorkina z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa udział Chin w amerykańskim imporcie wybranych kategorii transformatorów i rozdzielnic sięga 30 proc., a w przypadku baterii przekracza 40 proc. Zależność sięga jeszcze głębiej – obejmuje również miedź, stal elektrotechniczną i materiały wykorzystywane do produkcji baterii.
Problem jest tym większy, że transformatorów już brakuje. Wood Mackenzie szacuje, że w 2026 r. niedobór podaży transformatorów mocy wynosi około 15 proc., a wyposażenia stacji elektroenergetycznych około 8 proc. Ograniczenie dostaw z Chin mogłoby jeszcze zwiększyć te braki.
Najtrudniejsza sytuacja panuje w segmencie największych transformatorów o mocy powyżej 100 MVA. To właśnie tam, jak wskazuje Ben Boucher z Wood Mackenzie, operatorzy centrów danych sięgali po chińskich producentów, aby skrócić terminy dostaw.
Skalę problemu pokazuje nietypowa operacja Hitachi Energy. Dwa ważące po ponad 80 ton transformatory dla amerykańskiego centrum danych przewieziono z zakładu w Łodzi do Warszawy, a następnie wysłano do Chicago Antonowem An-124, jednym z największych samolotów transportowych świata. Transport tak dużych urządzeń drogą lotniczą należy do rzadkości, ale pozwolił skrócić czas dostawy.
Energia to niejedyny problem – zauważają analitycy w rozmowie z CNBC. Chińskie firmy mają również bardzo silną pozycję w produkcji urządzeń umożliwiających błyskawiczne przesyłanie ogromnych ilości danych między serwerami.
Czytaj więcej
Docelowo jedna trzecia zasobów fabryk AI powinna być zarządzana przez podmioty publiczne. Bez centrów danych gospodarka będzie się uzależniać od za...
Chodzi o transceivery optyczne, które zamieniają sygnały elektryczne na światło i umożliwiają przesyłanie danych światłowodami. Są kluczowe dla wielkich centrów AI, w których dziesiątki lub setki tysięcy procesorów muszą wymieniać informacje z ogromną szybkością. Według Counterpoint chińskie firmy odpowiadają za blisko dwie trzecie światowych dostaw tych urządzeń pod względem liczby sztuk. Do największych producentów należą Zhongji Innolight i Eoptolink.
Według doniesień medialnych administracja Trumpa przygotowuje zakaz importu z Chin takich urządzeń optycznych. Taki ruch mógłby pomóc amerykańskim producentom, takim jak Lumentum i Coherent, ale szybkie zastąpienie chińskich dostaw nie będzie łatwe.
Neil Shah z Counterpoint ocenia, że zachodni producenci dysponują odpowiednią technologią, ale nie mają jeszcze wystarczających mocy produkcyjnych, aby w ciągu 12-24 miesięcy przejąć dostawy realizowane dziś przez chińskie firmy.
USA widzą zagrożenie
Waszyngton chce więc równocześnie ograniczać chińskie dostawy i zwiększać produkcję kluczowych urządzeń w Stanach Zjednoczonych.
Hitachi Energy ogłosiło inwestycje przekraczające 1 mld dol. w rozbudowę amerykańskich mocy produkcyjnych urządzeń dla sieci energetycznych. Z tej kwoty 457 mln dol. przeznaczono na nową fabrykę dużych transformatorów w Wirginii. Siemens Energy zapowiedział natomiast inwestycję 1 mld dol. w amerykańską produkcję aparatury sieciowej i turbin gazowych potrzebnych m.in. centrom danych.
Już w kwietniu transformatory, linie przesyłowe, stacje elektroenergetyczne i wyłączniki wysokiego napięcia zostały w USA uznane za produkty istotne dla obronności.
Pekin zarzuca Waszyngtonowi wykorzystywanie bezpieczeństwa narodowego jako pretekstu do ograniczania działalności chińskich przedsiębiorstw.
Amerykanie stają więc przed paradoksem. Chcą jak najszybciej budować infrastrukturę potrzebną do wygrania wyścigu o AI z Chinami, ale ograniczenie chińskich dostaw może tę budowę spowolnić i podnieść jej koszty.
Iyer porównuje sytuację do sieci 5G, z których USA zaczęły później usuwać chiński sprzęt, ponosząc duże koszty. Tym razem Waszyngton chce ograniczyć zależność, zanim chińskie technologie na dobre zakorzenią się w infrastrukturze AI.