Polska chce, aby powstała u nas jedna z europejskich gigafabryk AI. Co konkretnie musimy zaoferować, żeby wygrać konkurencję o tę inwestycję?
Wyścig o gigafabrykę trwa, a Polska jest jednym z jego kluczowych uczestników, co samo w sobie świadczy o naszej pozycji. Praca po stronie rządu została w większości wykonana. Zadeklarowaliśmy ponad 600 mln zł na zakup mocy obliczeniowych z gigafabryki, co stanowiło warunek konieczny przystąpienia do przetargu. Teraz piłka leży po stronie firm prywatnych. Konkurs został skonstruowany tak, że to przedsiębiorstwa komercyjne – bez koordynacji rządu danego państwa – formują konsorcja i składają oferty. Administracja rządowa nie ma bezpośredniego wpływu na te podmioty. Wiem o dwóch lub trzech tworzących się konsorcjach.
To, co jako rząd możemy jeszcze zrobić i robimy, to praca nad specustawą przyspieszającą proces samej budowy gigafabryki. Zakończyliśmy już prekonsultacje. Zależy mi na tym, by założenia ustawy powstały przed ostatecznym rozstrzygnięciem unijnego konkursu. Chodzi o pełną transparentność – nie chcę wiedzieć, kto wygra, zanim powstaną ramy prawne. Podsumowując: państwo zagwarantowało środki finansowe i przygotowuje ułatwienia legislacyjne, a teraz ruch należy do biznesu.
Co jest naszym największym atutem, a co największą słabością w walce o inwestycje w centra danych?
Naszym pierwszym atutem jest wielkość rynku – jesteśmy jedną z największych gospodarek UE, a zapotrzebowanie na moc obliczeniową u nas dynamicznie rośnie. Co więcej, polski rynek centrów danych rozwija się najszybciej w całej Unii. Od 2023 r. podwoiliśmy moce obliczeniowe zlokalizowane w krajowych centrach.
Mamy również bardzo dobrą ofertę gruntową i energetyczną. Choć dziś ok. 70 proc. centrów danych koncentruje się wokół Warszawy, inne regiony wychodzą z ciekawymi propozycjami. W Katowicach planowane jest centrum danych w dawnej kopalni, a Pomorze Zachodnie kusi inwestorów nadpodażą energii. Z analiz przeprowadzonych pod koniec ubiegłego roku wynika, że mamy w Polsce co najmniej dziesięć lokalizacji gotowych niemal od zaraz pod budowę gigafabryki AI.
Wyzwanie leży po stronie koncentracji kapitału. Zachodnie korporacje miały dekady na jego akumulację, a polskie firmy są z reguły mniejsze. Dlatego przy tak dużych projektach konieczna jest współpraca w ramach konsorcjów.
Barierą nie są wysokie w Polsce ceny prądu? Czy jesteśmy w stanie tę słabość jakoś zniwelować?
Ceny energii rosną w całej Europie. W rozmowach z inwestorami otwierającymi kolejne obiekty w Polsce słyszę, że koszty prądu są wyzwaniem, ale nie czynnikiem blokującym inwestycje. Rynek z dużą nadzieją patrzy na transformację naszego miksu energetycznego: dynamiczny rozwój OZE oraz postępy przy projekcie elektrowni jądrowej. Zmiana struktury wytwarzania energii daje perspektywę na obniżenie i ustabilizowanie cen w przyszłości.
Budujemy fabryki AI w Krakowie czy Poznaniu, NASK rozwija własne moce obliczeniowe. Czy można powiedzieć, że w Polsce powstaje już zintegrowana warstwa infrastrukturalna dla sztucznej inteligencji?
Ta infrastruktura realnie powstaje. Dotychczasowe publiczne moce obliczeniowe – skupione w Cyfronecie AGH w Krakowie, WCSS we Wrocławiu, PCSS w Poznaniu czy ICM w Warszawie – przestały być wystarczające nawet na podstawowym poziomie. Dlatego rozbudowa jest konieczna. Liczę, że powstające fabryki AI w Poznaniu i Krakowie osiągną gotowość operacyjną w przyszłym roku, dostarczając ok. 2,5 tys. kart. Swój potencjał rozwija też NASK.
Gigafabryka AI to jednak zupełnie inna skala – w pierwszej fazie ma dysponować ok. 25 tys. kart, a docelowo nawet 75 tys. To wolumen potrzebny do trenowania i wdrażania zaawansowanych, suwerennych modeli sztucznej inteligencji. Dziś przy obecnych zasobach musimy stać w kolejce, by trenować takie modele, jak PLLuM czy Bielik.
Równolegle rozwijają się komercyjne centra danych. Toczą się rozmowy inwestorów z samorządami dotyczące kolejnych dużych projektów, m.in. w rejonie Konina.
Ważne jest to, że polski ekosystem rośnie w sposób zrównoważony. Nie mamy do czynienia z sytuacjami znanymi z USA, gdzie gigantyczne kampusy drenują lokalne zasoby wody czy destabilizują sieć. Dzięki unijnym i krajowym regulacjom oraz dialogowi ze społecznościami lokalnymi te obiekty powstają w symbiozie z otoczeniem.
Czy Ministerstwo Cyfryzacji powinno regulować lub priorytetyzować dostęp do sieci energetycznej dla centrów danych, zwłaszcza gdy konkurują o przyłącza z tradycyjnym przemysłem?
W krajowej Polityce AI wskazaliśmy kilkanaście wiodących i wspierających ośrodków w kraju. Promujemy i rekomendujemy określone regiony, ale nie chcemy wchodzić w rolę twardego regulatora procesów inwestycyjnych. Jeśli rynek rozwija się zdrowo, interwencja nie jest potrzebna.
Priorytety państwa są jasno określone w Strategii cyfryzacji do 2035 roku – na pierwszym miejscu stawiamy bezpieczeństwo i obronność. Jeśli chodzi o przyłącza, Polskie Sieci Elektroenergetyczne prowadzą bardzo rozważną politykę i jak dotąd udaje się unikać konfliktów o moc między różnymi gałęziami gospodarki. Zadaniem państwa jest dbanie o to, by do takich kolizji po prostu nie dopuszczać.
Jaka część infrastruktury i mocy obliczeniowej musi pozostać pod bezpośrednią kontrolą państwa, by uniknąć niebezpiecznego uzależnienia od technologicznych gigantów?
Kluczowe wytyczne zawiera uchwała o Wspólnej Infrastrukturze Informatycznej Państwa (WIIP). Dane najbardziej wrażliwe – dotyczące wojska, policji, służb specjalnych – muszą być bezwzględnie przetwarzane w infrastrukturze całkowicie kontrolowanej przez administrację publiczną. Kolejny poziom to chmura rządowa dla rejestrów państwowych, ochrony zdrowia czy edukacji. Mniej krytyczne systemy mogą korzystać z rozwiązań komercyjnych.
Przekładając to na sztuczną inteligencję: docelowo jedna trzecia zasobów fabryk AI powinna znajdować się w zarządzie podmiotów publicznych na potrzeby realizacji zadań państwa.
Gdzie leży granica zaangażowania państwa? Czy sektor publiczny powinien sam budować centra danych, czy jedynie gwarantować popyt na usługi prywatnych inwestorów?
Jesteśmy na wczesnym etapie wdrażania sztucznej inteligencji, a inwestorzy w Europie mają większą awersję do ryzyka niż w USA. W Unii Europejskiej mamy 10 bln euro w niskooprocentowanych depozytach – te pieniądze czekają na uruchomienie. Dlatego impuls państwowy jest dziś niezbędny.
Państwo nie wybuduje jednak gigantycznych mocy wyłącznie z podatków. Partnerstwo publiczno-prywatne, przyjęte przy gigafabryce – projekcie szacowanym na ok. 12 mld zł – to optymalny model. Państwo rezerwuje sobie gwarantowaną pulę mocy, a resztą komercyjnie zarządza konsorcjum, które wybuduje obiekt.
Polska jest bliskim sojusznikiem USA i zabiega o amerykański kapitał. Jak wykorzystać tę relację, a jednocześnie nie uzależnić się od kilku globalnych dostawców? Gdzie przebiega granica między otwartością na amerykański kapitał a cyfrową suwerennością?
Suwerenność cyfrowa nie polega na zamykaniu granic za pomocą unijnych dyrektyw, lecz na możliwości wyboru. Dziś w Europie w wielu obszarach tego wyboru nie mamy, bo brakuje rodzimych alternatyw o odpowiedniej skali.
Europejskie firmy technologiczne mają problem ze skalowaniem, ponieważ rynek unijny wciąż jest pofragmentowany – ekspansja do każdego z krajów członkowskich oznacza konieczność zderzenia się z osobnymi systemami podatkowymi i administracyjnymi. Dlatego zbyt często start-upy wolą od razu uciekać do USA. Suwerenność musimy budować poprzez mobilizację unijnego kapitału i realne dokończenie jednolitego rynku cyfrowego.
Dlaczego wielcy amerykańscy gracze ostrożnie podchodzą do budowy gigantycznych centrów AI w naszym regionie?
Amerykańscy hyperskalerzy inwestują w Polsce, ale stawiają na model rozproszony. Na rynku amerykańskim mamy natomiast symptomy bańki inwestycyjnej. Powstają gigaprojekty, jak centrum Hyperion budowane przez Metę w Luizjanie, którego zapotrzebowanie na moc będzie tak duże jak w całej Danii czy na Węgrzech.
Problem w tym, że podwojenie mocy obliczeniowej nie oznacza automatycznie dwukrotnego wzrostu efektywności modeli. Nakłady rosną, a monetyzacja AI nie nadąża za wydatkami.
Gdyby Meta chciała postawić taki obiekt w Polsce, żadna instytucja środowiskowa ani energetyczna nie wydałaby na to zgody. Taka inwestycja zachwiałaby krajowym rynkiem energii i lokalnym środowiskiem. Cieszę się, że nasze standardy i struktura rynku chronią nas przed takim przeskalowaniem.
Co zatem definiuje suwerenność danych? Czy sam fakt, że serwery stoją na terytorium Polski, rozwiązuje problem?
Lokalizacja fizyczna w granicach Polski to warunek bazowy – oznacza, że podmiot podlega jurysdykcji prawa polskiego i unijnego. Drugim elementem jest kontrola nad samą infrastrukturą, co reguluje nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa i mechanizm dostawców wysokiego ryzyka.
Musimy jednak zachować pragmatyzm. Szczegółowo weryfikujmy urządzenia i węzły decydujące o bezpieczeństwie przesyłu danych, ale nie popadajmy w autarkię przy prostych komponentach. Bezpieczeństwo polega na eliminacji ryzyka nieautoryzowanego dostępu i dywersyfikacji dostawców.
Co konkretnie polska gospodarka zyskuje na inwestycjach w centra danych, skoro po fazie budowy zatrudniają one stosunkowo niewiele osób?
Bez nowoczesnych centrów danych gospodarka przestanie się rozwijać. Dają one stabilne miejsca pracy w obsłudze, serwisie i inżynierii, a wokół nich osadzają się firmy software’owe i AI potrzebujące minimalnych opóźnień w przesyle danych. Do tego dochodzą wysokie wpływy z podatków od nieruchomości dla gmin oraz zlecenia dla budownictwa, producentów transformatorów, systemów chłodzenia czy instalacji energetycznych.
Jeśli polskie firmy musiałyby kupować moc obliczeniową wyłącznie z centrów w Niemczech czy Irlandii, tam odpływałby kapitał, a nasz biznes uzależniałby się od zagranicznych regulacji.
Czy Polska ma potencjał, by stać się niekwestionowanym hubem AI dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej?
W wielu aspektach już nim jesteśmy. Do polskiego wniosku o gigafabrykę kapitałowo dołączyły Węgry, Słowacja i Litwa, a blisko współpracujemy z Czechami. Sam Budapeszt zadeklarował wkład na poziomie 25 mln euro.
Przypomnę też, że w ramach unijnego programu Fabryk AI tylko trzy kraje otrzymały zgodę na dwa ośrodki: Niemcy, Hiszpania oraz właśnie Polska. To jednoznaczny dowód na naszą pozycję w UE.
Co musi się wydarzyć w perspektywie trzech–pięciu lat, abyśmy mogli powiedzieć, że w pełni wykorzystaliśmy tę rewolucję?
Widzę trzy twarde warunki sukcesu. Po pierwsze, powstanie wielkoskalowego, operacyjnego centrum obliczeniowego klasy gigafabryki AI. Po drugie, dynamiczny wzrost liczby polskich firm wdrażających rozwiązania AI w tradycyjnej gospodarce – od warsztatów samochodowych i biur rachunkowych po logistykę i przemysł. Po trzecie, powołanie sprawnego i przyjaznego nadzoru rynku w oparciu o Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa AI. Przedsiębiorca wdrażający polskie narzędzie AI musi mieć pewność prawną, że działa w zgodzie z przepisami, a twórcy technologii muszą mieć przestrzeń do rozwoju modeli tu, na miejscu.