8 stycznia sejmowa Komisja Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii kontynuowała prace nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Na sali, obok wiceministra cyfryzacji Pawła Olszewskiego oraz przedstawicieli instytucji publicznych, obecna była spora reprezentacja strony społecznej: organizacje i izby branżowe telekomunikacji oraz ICT, eksperci prawni i techniczni, a także przedstawiciele samorządów. W praktyce posiedzenie miało dwa zupełnie różne oblicza: najpierw rzadki, ponadpartyjny kompromis dla rynku, a potem ostry powrót do konfliktu o mechanizm dostawcy wysokiego ryzyka i o to, jak prowadzić debatę na komisji.
Najważniejszy punkt posiedzenia dotyczył czasu na dostosowanie się firm do nowych obowiązków wynikających z nowelizacji KSC, powiązanej z implementacją NIS2. Komisja wróciła do tzw. zmiany nr 24, wcześniej zawieszonej, i właśnie tu pojawiła się poprawka, którą branża od początku przedstawiała jako warunek realności wdrożenia. Chodzi o wydłużenie terminu na wdrożenie obowiązków dla podmiotów objętych nowymi reżimami KSC: zamiast 6 ma to być 12 miesięcy. To podwojenie czasu na spełnienie wymogów organizacyjnych i technicznych, m.in. procedury zarządzania ryzykiem, polityk i środków bezpieczeństwa, gotowości do obsługi incydentów, obowiązków sprawozdawczych i audytowych, przygotowania dokumentacji, kontraktów i procesów wewnętrznych. Poprawkę prezentował poseł Paweł Bliźniuk z KO. – W związku z ustaleniami ostatniego posiedzenia komisji pragnę przedstawić propozycję poprawki, która została podpisana przez reprezentantów wszystkich klubów parlamentarnych – mówił, wskazując, że podmiot kluczowy lub ważny ma realizować obowiązki w terminie 12 miesięcy zamiast 6. Wiceminister Paweł Olszewski potwierdził: – Przechyliliśmy się do głosów strony rynkowej i jesteśmy oczywiście za.
Biuro Legislacyjne zwracało uwagę, że ta zmiana jest nierozerwalnie związana z dwiema kolejnymi poprawkami porządkującymi przepisy przejściowe i rekomendowało głosowanie pakietu łącznie. Komisja przyjęła tę logikę. Przewodniczący komisji Bartłomiej Pejo zaproponował wspólne głosowanie powiązanych poprawek, sprzeciwu nie było, a pakiet wydłużający termin do 12 miesięcy został przyjęty. Dla rynku to jest kluczowa poprawka. Nowy KSC, zgodnie z intencją NIS2, nie jest jednym wymogiem, tylko całym systemem procesów i odpowiedzialności. Dla wielu przedsiębiorców pół roku oznaczałoby wdrożenie na skróty, bez stabilnego poukładania procedur, ról i narzędzi. W wypowiedziach przedstawicieli branży przewijał się argument, że realne podniesienie cyberodporności nie polega na szybkim odhaczaniu listy zadań, tylko na przebudowie sposobu pracy, w którym liczy się polityka bezpieczeństwa, nadzór dostawców, reagowanie na incydenty i testowanie gotowości. Dlatego kompromis rok zamiast pół roku był w ocenie rynku zmianą, która nie rozwiązuje sporu o DWR, czyli dostawców wysokiego ryzyka, ale przynajmniej daje szansę, by resztę obowiązków wdrożyć w sposób uporządkowany, a nie pozorny. To także pierwszy moment tego dnia, gdy komisja, mimo późniejszych ostrych sporów, pokazała, że potrafi przenieść nacisk strony społecznej na konkretną, zaakceptowaną zmianę legislacyjną.
Sedno konfliktu: DWR
Następnie CNT weszła w obszar, który od miesięcy dzieli rynek i polityków: mechanizm dostawcy wysokiego ryzyka oraz pytanie, jak szeroko ma sięgać jego zastosowanie. Najpierw odrzucono poprawkę PiS dotyczącą art. 67A ust. 6 , czyli wątek rekomendacji i odniesień do skoordynowanej oceny bezpieczeństwa w ramach NIS2. Poseł Sebastian Łukaszewicz z PiS zapowiedział, że poprawka stanie się wnioskiem mniejszości. Chwilę później komisja przeszła do art. 67b, i poprawek ograniczających zasięg działania DWR, m.in. w kierunku 5G i funkcji krytycznych. Napięcie na sali obrad wzrosło. Wiceminister Paweł Olszewski postawił sprawę jednoznacznie: - Zmian dotyczących dostawcy wysokiego ryzyka, niezależnie ile słów i nieprawdziwych argumentów padnie, rząd w tym zakresie nie przewiduje – oświadczył. Dodał, że dyskusja ma charakter bezprzedmiotowy oraz służy świadomemu przedłużaniu prac nad ustawą. Przewodniczący Bartłomiej Pejo bronił prawa komisji do rozmowy z interesariuszami: – Od rozmowy jeszcze nikt nikogo na niebezpieczeństwo nie naraził. Dyskutujemy i głosy są bardzo różne – odpowiadał polubownie. Wiceminister Olszewski przypominał, że dyskusja odbyła się wcześniej na innym posiedzeniu. Pejo ripostował, że na sali są również przedstawiciele, których wcześniej nie było, więc jego zdaniem ucięcie wypowiedzi strony społecznej nie znajduje uzasadnienia. Jednocześnie apelował do osób zabierających głos, by nie powtarzać tych samych argumentów.
Poseł Paweł Bliźniuk argumentował, że szeroka debata odbyła się już wcześniej, bez limitów czasu, i teraz, na etapie szczegółowego procedowania, wypowiedzi powinny dotyczyć konkretnych poprawek, a nie wracać do ogólnych stanowisk. Ujął to jako postulat sprawności w pracach nad ustawą krytyczną z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. W ostrzejszym tonie wypowiedział się poseł Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej, zarzucając rządowi próbę redukcji debaty i ostrzegając, że regulacja uderzy kosztowo w przedsiębiorców. – Ta ustawa stwarza ogromne pole do nadużyć, do korupcji, ingerując w rynek, stwarzając pole do biurokratycznych decyzji wybierających uprzywilejowanych dostawców – podnosił. Na te słowa zareagował poseł Bliźniuk, wnosząc formalnie o zakończenie dyskusji i przejście do głosowania. W tle pojawił się spór o standard debaty. Pojawiły się polityczne odniesienia do wcześniejszych głosowań w Sejmie po incydencie z rosyjskimi dronami, w dyskusji padły personalne aluzje i zarzuty, że sprzeciw w głosowaniu miał wynikać z braku możliwości zadawania pytań. Wiceminister Olszewski poparł wniosek o zamknięcie dyskusji, wprost zarzucając, że sam fakt obecności posła z ugrupowania Grzegorza Brauna jednoznacznie reprezentującego formację prorosyjską, uzasadnia konieczność odrzucenia wszystkich poprawek dotyczących dostawcy wysokiego ryzyka. W głosowaniu wniosek formalny o zakończenie dyskusji został przyjęty, niemniej przewodniczący Pejo skomentował fakt krytycznie: - To pokazuje, że nie chcecie państwo wsłuchiwać się w głos ze strony społecznej, który jest clue tej ustawy.