Jak poinformował NASK, z ponad 65 tys. zgłoszeń przekazanych serwisom społecznościowym przez Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK, usunięto tylko 4,4 tys. materiałów, czyli 7 proc., moderacji poddano zaś 11,3 tys. (17 proc.). Aż 49,5 proc. zgłoszonych materiałów pozostało bez reakcji.

– Dane te wskazują nie tylko na uchybienia, ale celowe działanie platform, które na dezinformacji zarabiają – powiedział Krzysztof Gawkowski, minister cyfryzacji na konferencji NASK, na której zaprezentowano najnowsze dane o dezinformacji. Zdaniem Gawkowskiego bezpieczeństwo informacyjne jest traktowane jako uboczny element prowadzenia biznesu, a wnioski z raportu NASK są porażające. – To niebywały skandal. Ten raport to akt oskarżenia przeciw niedbalstwu platform – dodał.

Kary dla platform idące w miliony euro

Zwrócił uwagę, że platformy społecznościowe nie mają polsko-języcznych zespołów, które powinny walczyć z dezinformacją. W efekcie czas oczekiwania na reakcję jest bardzo długi. Służby muszą ponawiać wnioski i czekać tygodniami na zdjęcie np. kłamliwego posta.

Min. Gawkowski poinformował, że wystąpił w środę do platform z natychmiastowym żądaniem powołania polsko-języcznych zespołów działających z Polski i połączonych bezpośrednio z NASK, a także likwidacji fikcyjnych procedur odwoławczych i skrócenia czasu reakcji.

– Brak reakcji może doprowadzić do nakładania kar w dziesiątkach milionów złotych lub euro. Bezwzględnie będziemy z tego korzystać – powiedział.

Czas zapowiedzi zaostrzenia walki z platformami nie jest przypadkowy. W czwartek Sejm ma głosować za poprawkami Senatu w ustawie o bezpieczeństwie w internecie (DSA). Następnie trafi ona na biurko prezydenta.

Czego dotyczą zgłoszenia NASK dotyczące dezinformacji? Chodzi m.in. o dostawy agregatów do Ukrainy czy pożaru Puszczy Solskiej. W tym ostatnim przypadku straszono celowym wypalaniem ziemi pod bazę NATO. NASK wskazał też na proirańskie kampanie wspierane przez fałszywe konta.

Analitycy NASK zgłaszali też platformom fałszywych specjalistów sprzedających suplementy diety, profile wygenerowanych przez AI polskich żołnierzy szerzących antyukraińską propagandę, czy reklamy wykorzystujące wizerunki znanych osób. Szczególnie popularne jest podszywanie się po Igę Świątek, np. z tylko lekko zmodyfikowanym nazwiskiem. Dotyczy to również polityków. Pojawiły się informacje ze zmodyfikowanymi przez AI zdjęciami w stylu: „Tusk wstał i opuścił studio”, „wstrząsająca zdrada Karola Nawrockiego”

Gawkowski wskazał na niepokojący spadek pozytywnych reakcji platform na zgłoszenia. – To bezwstydna monetyzacja kłamstwa – dodał. Jedni w ogóle nie reagują, inni reagują zbyt słabo.

– To zatruwanie polskich umysłów podczas wojny hybrydowej. Ma to doprowadzić do kryzysu emocjonalnego polskich obywateli. Platformy stały się cichym sojusznikiem rosyjskich botów – podsumował Gawkowski.

Polska buduje obecnie koalicję w Europie na rzecz zwalczania dezinformacji, chce wspólnego zmuszenia platform do stanowczej reakcji. Uzyskała już wsparcie m.in. Danii.