Coraz więcej dronów na niebie, ale barierą wciąż jest prawo

Post Image
Post Image

Rynek dronów w Polsce potrzebuje pieniędzy na wdrożenia oraz zmian w prawie.

Rynek dronów szybko rośnie. Jak podaje firma analityczna Gartner, globalna produkcja tzw. bezzałogowców (UAV), wykorzystywanych do celów prywatnych bądź komercyjnych, w tym roku sięgnie 3 mln egzemplarzy. To oznacza, że na rynek trafi prawie o 40 proc. więcej takich maszyn niż jeszcze w 2016 r.

Na niebie może być więc naprawdę gęsto. Dlatego kluczowe dla branży jest dziś dostosowanie prawa do zmieniającego się otoczenia.

Branża z chorobą wieku dziecięcego

Prognozy wskazują, że w 2017 r. na świecie sprzedane zostaną drony (nie wliczając w to maszyn wojskowych) za 6 mld dol. Analitycy Gartnera szacują, że w 2020 r. sektor ten wart będzie już 11,2 mld dol. (skok o ponad jedną trzecią).

W Polsce dynamika jest równie imponująca. Jeszcze w 2015 r. branżę wyceniano na ok. 165 mln zł. Dziś warta jest ponad 200 mln zł.

Perspektywy są niezwykle obiecujące. 41 proc. szefów firm badanych przez KPMG stwierdziło, że za trzy lata ich obecny model biznesowy nie będzie już działał. – Sposób, w jaki planują ruch pociągów, czy montują turbiny w elektrowni, całkowicie się zmieni – zauważa Mirosław Proppe, partner w dziale usług doradczych KPMG.

Stanie się tak w dużej mierze m.in. właśnie za sprawą bezzałogowych statków powietrznych. Ale rynek cywilnych dronów – jak podkreśla Gerald Van Hoy, ekspert Gartnera – na prawdziwą eksplozję popularności dopiero czeka. – Dojdzie do niej, gdy w poszczególnych krajach wdrożone zostaną przepisy regulujące ten sektor – przekonuje Van Hoy.

Dziś kluczowa bariera dla szerokiego wykorzystania dronów w gospodarce to wcale nie technologia, tylko ograniczone zaufanie do UAV, a przede wszystkim brak precyzyjnych ram prawnych dla korzystania z bezzałogowców. Aby drony mogły transportować krew do szpitali, dostarczać paczki, wyręczając kurierów czy monitorować ulice miast, wspomagając służby ratunkowe, konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa m.in. osobom postronnym. To, jak przekonuje Krzysztof Biskup, wicedyrektor Centrum Naukowo-Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej, podstawowy aspekt, o który trzeba zadbać.

– Kwestia bezpieczeństwa powinna być dziś priorytetem całej branży dronów. Nietrudno sobie wyobrazić negatywne konsekwencje ewentualnego wypadku z udziałem bezzałogowca. Skutkowałoby to spadkiem akceptacji społecznej dla tej technologii, budową barier legislacyjnych, a w efekcie spowolnieniem rozwoju tego rynku – ostrzega Krzysztof Biskup.

Jak tłumaczy, obecnie branża boryka się jeszcze z barierą świadomości. – To choroba wieku dziecięcego. Ludzie muszą przekonać się, że dron to nie zabawka, a narzędzie – przekonuje Biskup.

W styczniu odbył się tzw. sejmik dronowy, na którym przedstawiciele branży dyskutowali o rynkowych wyzwaniach. Przygotowywali też rekomendacje do przyszłych działań legislacyjnych. Według Jadwigi Emilewicz, wiceminister rozwoju, dziś barierą dla systemów bezzałogowych są właśnie regulacje, które nakazują bezzałogowcom poruszanie się w zasięgu wzroku operatora.

– Trzeba w porozumieniu z Ministerstwem Obrony Narodowej oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych zastanowić się, jak rozszerzyć to ustawodawstwo, by wykorzystać potencjał dronów. Policja, straż pożarna czy administracja publiczna mogłyby być naturalnym odbiorcą tej technologii na szeroką skalę – tłumaczyła wiceminister.

Według niej, drony to jedna z branż, w którą polskie innowacyjne firmy idealnie się wpisują. Jak zaznacza, jest już jednak czas, by nastąpiło przesunięcie na tym rynku od segmentu rozrywkowego (takie drony, np. zabawkowe, stanowią 30 proc. rynku) w stronę współpracy z systemami bezpieczeństwa (policja, straż pożarna, wojsko).

Dron jako elektroniczna osoba prawna

– W sytuacji, gdy przyszłością tego rynku jest operowanie dronami bez udziału ludzi, za pomocą oprogramowania, konieczne jest znalezienie obszarów prawnych, które muszą się zmienić, by nie ograniczały rozwoju nowego przemysłu – twierdzi dr Aleksandra Auleytner, partner w Kancelarii DZP.

Nad problemem pochyliła się już Komisja Europejska. W resorcie rozwoju z kolei pracuje specjalna grupa robocza ds. przemysłu 4.0. Eksperci twierdzą, że należy zająć się m.in. tematem odpowiedzialności cywilnej i prawnej w sytuacji, gdy drony sterowane są przez system, a nie człowieka.

Prawnicy wskazują, że w tej sytuacji coraz częściej mówi się o konieczności stworzenia własnej podmiotowości prawnej maszyn. Jak egzekwowano by jednak odpowiedzialność za działalność elektronicznej osoby prawnej? To kwestie, które obecnie są poważnie analizowane. Jedna z koncepcji zakłada m.in. stworzenie specjalnego funduszu, na który mieliby łożyć producenci i użytkownicy robotów.

Ale zagadnień związanych z likwidacją barier rozwoju rynku dronów jest znacznie więcej. Jak wyjaśnia Piotr Rutkowski z Kancelarii Wardyński i Wspólnicy konieczna jest np. rezerwacja dla dronów częstotliwości 5 GHz (komercyjne drony pracują – tak jak domowe routery Wi-Fi, w pasmach 2,4 lub 5,8 GHz). W UE takie rezerwacje są, w Polsce jednak w tym temacie niewiele się dzieje.

– Jeśli nie zdążymy z regulacjami, wypadniemy z wyścigu o rynek dronów – przestrzega Mirosław Proppe.

Luka w finansowaniu

Branża UAV staje jednak nie tylko przed problemami prawnymi, ale także finansowymi. Eksperci twierdzą, że brakuje pieniędzy na wdrażanie projektów dronowych.

– Rodzima branża inwestycyjna opanowała już rozwijanie projektów na etapie przedzalążkowym i zalążkowym, a dzięki współpracy z kapitałem publicznym, fundusze venture capital nauczyły się inwestować w innowacyjne projekty wysokiego ryzyka skupiające się na badaniach i rozwoju – mówi Marcin Kowalik, partner Black Pearls VC.

Jak podkreśla, jednak kolejny etap, czyli komercjalizacja B+R, wymaga często znacznie wyższych nakładów. – Przed branżą VC stoi poważne zadanie przyciągnięcia kapitału prywatnego do sektora innowacji – tłumaczy ekspert.

Jego zdaniem branża VC jest w stanie przyczynić się do zasypania luki kapitałowej, przyciągając kapitał prywatny. – Pamiętajmy jednak, że kapitał lubi trwałe reguły gry – kontynuuje Marcin Kowalik. – Nasze starania odniosą skutek tylko wtedy, gdy inwestorzy prywatni będą operować w stabilnej rzeczywistości prawnopodatkowej – dodaje.

Opinia

Sławomir Kosieliński | prezes Instytutu MikroMakro

Choć rodzime firmy z branży dronów działają na niezwykle perspektywicznym rynku, to borykają się z istotnym problemem. Ledwo co się wykluły, pozyskały pierwszych klientów i wypracowały przychody, gdy trafiły na lukę kapitałową, która powstaje między publicznym a prywatnym finansowaniem projektów badawczo-rozwojowych. Skończyły się im pieniądze na wdrożenia, a inwestorzy nie są skorzy, by finansować projekt w chwili wejścia produktu na rynek i rozpoczęcia walki konkurencyjnej. Owa luka w przypadku pojedynczej firmy sięga nawet kilkudziesięciu milionów złotych. Jeśli jej nie zasypiemy, polskim spółkom dronowym ciężko będzie dogonić zagranicznych konkurentów.

Mogą Ci się również spodobać

Rewolucja w grach. Zabójca konsol od Google`a

Google uruchomi streaming, który ma sprawić, że Xbox, PlayStation i komputery staną się zbędne. ...

Dobry strzał PlayWaya. Nowe gry już na siebie zarabiają

Koszty  produkcji i marketingu „Tank Mechanic Simulator” i konsolowego „Thief Simulatora” zwróciły się po ...

Interia przechodzi w ręce Polsatu. Będzie silniejszy w reklamie online

Grupa kontrolowana przez Zygmunta Solorza zdecydowała o przejęciu Interii – właściciela m.in. portalu interia.pl. ...

Chiński Terminator. Powstanie robot z ciekłego metalu

Wizja reżysera Jamesa Camerona z 1991 r. stanie się rzeczywistością. Naukowcy zamierzają skonstruować maszynę ...

Amerykanie wyślą do walki powietrznego cyborga

Siły powietrzne Stanów Zjednoczonych wkraczają w świat robotycznych dronów bojowych. Pierwsze z nich mają ...

To będzie hit. Po Pokemon Go, czas na grę uliczną z Harrym Potterem

Niantic, studio stojące za sukcesem gry na smartfony „Pokemon Go”, która wykorzystuje technologię rozszerzonej ...