Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób algorytmy AI wprowadzają w błąd konsumentów, faworyzując zagraniczne platformy?
  • Dlaczego dla sztucznej inteligencji ilość danych tekstowych jest ważniejsza niż faktyczna jakość produktu?
  • Na czym polega mechanizm „algorithmic misleading”?
  • Jakie kroki muszą podjąć polskie e-sklepy, aby ich oferta była czytelna i konkurencyjna dla AI?

Najnowsze badanie TrustMate.io, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, podważa wygodę robienia zakupów internetowych z pomocą narzędzi AI. Firma przetestowała LLM-y przy okazji wyszukiwania 200 towarów i okazało się, że w aż 46 proc. przypadków dochodziło do „halucynacji” – algorytmy zmyślały usterki polskich produktów, rekomendując jednocześnie w ich miejsce zagraniczne alternatywy, w tym tanie zamienniki z globalnych platform handlowych.

Dla AI ważniejszy jest dokładny opis niż jakość

Wyniki zaskoczyły prowadzących badanie, bo – choć polscy sprzedawcy oferowali jakościowe towary – AI nie rekomendowała zakupu. Okazało się, że to wina tego, iż sklepy te nie stosują szerokich opisów produktów i nie mają ustrukturyzowanych danych w kodzie sklepu. Tymczasem boty wybierają ilość (dziesiątki kart, szczegółowych opisów np. u chińskich sprzedawców) ponad faktyczną jakość.

Zespół analityczny TrustMate.io wziął pod lupę towary z takich segmentów jak elektronika użytkowa, dom i ogród czy kosmetyki. Zestawiono w nim asortyment posiadający pełne wdrożenie danych strukturalnych (Schema.org), zasilanych zweryfikowanymi opiniami transakcyjnymi, z takimi produktami, które pozbawione były mikrodanych w kodzie źródłowym. Zarówno ChatGPT Search, Perplexity Pro, jak i Google Gemini 1.5 były podatne na dezinformację przy braku Schema.org: algorytmy generowały nieistniejące wady konstrukcyjne bądź bezpodstawnie rekomendowały tańsze zamienniki z zagranicznych platform. Jednakże w grupie produktów zabezpieczonych zweryfikowanymi danymi w formacie JSON-LD (JavaScript Object Notation for Linked Data to lekki format zapisu danych uporządkowanych) zjawisko zmyślania usterek uległo niemal całkowitej redukcji. Jerzy Krawczyk, prezes TrustMate.io, tak opisuje przewagę globalnych platform.

– Te azjatyckie oraz najwięksi sprzedawcy operujący na Amazonie zalali internet milionami maszynowo zindeksowanych podstron, tabel i opisów. W efekcie silnik generatywny dysponuje tysiące razy większą ilością danych tekstowych o ich produktach niż o ofercie z pojedynczego polskiego sklepu. Algorytm nie weryfikuje atestów ani faktycznego wykonania sprzętu – opiera się na statystyce i poleca to, o czym w sieci powiedziano najwięcej, myląc objętość zindeksowanego tekstu z rzeczywistą jakością wyrobu – wyjaśnia.

Jak dodaje, finalnie na podstawie rekomendacji AI internauta kupuje zagraniczny zamiennik, a zysk wypływa z polskiej gospodarki.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Cichy przełom w e-commerce. Młodzi Polacy już kupują z AI, reszta czeka

Pro

Sztuczna Inteligencja nie przyzna się do niewiedzy

Sprawa jest poważna, a eksperci mówią o zjawisku systemowego wprowadzania konsumentów w błąd (tzw. algorithmic misleading). Nie dziwi ich to jednak, gdyż – jak zaznaczają – mechanizm takiego oszukiwania w architekturze RAG (Retrieval-Augmented Generation) wynika wprost z natury modeli językowych połączonych z wyszukiwarkami sieciowymi. LLM jest zoptymalizowany pod kątem ciągłości dialogu i unikania braku odpowiedzi, więc gdy konsument zadaje zapytanie: „jakie wady konstrukcyjne ma ten model i co kupić zamiast niego?”, AI przeszukuje sieć w poszukiwaniu jakichkolwiek pasujących wektorów semantycznych. Według Krawczyka, w starciu z agresywnym, zautomatyzowanym pozycjonowaniem azjatyckich platform oraz globalnych marketplace’ów, polski e-sklep pozbawiony ustrukturyzowanych danych staje się ofiarą.

– Architektura współczesnych modeli generatywnych ma wbudowany przymus udzielenia porady za wszelką cenę. LLM nie powie konsumentowi: nie mam zweryfikowanych danych o tym polskim produkcie, więc nie ocenię jego parametrów. Zamiast tego uruchamia mechanizm asocjacyjny – kompiluje niepewne wątki z sieci, tworzy prawdopodobnie brzmiącą historię o usterce i natychmiast podsuwa zagraniczną alternatywę, która ma w sieci więcej „generycznego szumu” – podkreśla Krawczyk.

Tak było, gdy testerzy pytali bota o polski certyfikowany sprzęt grzewczy, ale ten nie tylko przypisał mu zmyślone ryzyko awarii termostatu, ale w podsumowaniu zarekomendował importowane zamienniki. W kosmetykach naturalnych i chemii domowej modele kompilowały ostrzeżenia o substancjach drażniących, które nie występowały w składzie polskiego wyrobu.

Jarosław Sokolnicki, współzałożyciel exeAI, zna problem takich konfabulacji produktowych.

– Gdy w sieci brakuje rzetelnych danych o konkretnym wariancie produktu agent może pomylić modele, powielić pojedynczą opinię albo zbyt pewnie wyciągnąć wniosek z niepełnych źródeł – potwierdza. I przyznaje, że właśnie w tym miejscu zaczyna się przewaga dużych chińskich marketplace'ów.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Trzęsienie ziemi w e-handlu. Tak boty „kradną” klientów

Pro

Większość polskich stron „niewidzialna” dla AI 

Takie platformy zwykle dostarczają bogatsze i częściej aktualizowane katalogi. Według Sokolnickiego nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że AI systemowo promuje produkty z określonego kraju.

– Rekomendacja zależy od danych, do których agent ma dostęp, oraz od kryterium, które realizuje – np. najniższej ceny, szybkiej dostawy, marki lub jakości – tłumaczy Sokolnicki.

Podobnie mówi Adam Kubarski, dyrektor e-commerce w Senetic. Jego zdaniem twierdzenie, że chatboty z automatu kierują polskich klientów do zagranicznych platform, byłoby nadużyciem.

– Wiele zależy od konkretnego pytania, ceny, dostępności produktu i rynku, na którym znajduje się użytkownik. Jeśli polski sklep ma dobrze opisaną ofertę i jest wiarygodnym źródłem informacji, może pojawić się w rekomendacjach obok największych międzynarodowych graczy. Duże marketplace'y mają oczywiście przewagę skali – ogromną liczbę produktów, opinii i danych – wylicza.

Polskie e-sklepy nie stoją zatem na przegranej pozycji.

Emiliano Caradonna, prezes mPay, wskazuje, że rodzimi sprzedawcy mają własne atuty: lokalną dostępność, szybką dostawę i usługi dopasowane do potrzeb krajowych klientów.

– Kluczowe będzie to, czy potrafią przedstawić te informacje w sposób aktualny, czytelny i możliwy do zweryfikowania przez AI – zastrzega.

Wtóruje mu Piotr Kawecki, prezes ITBoom.

– Mała marka nie musi konkurować liczbą treści, lecz powinna precyzyjnie pokazać swoją przewagę: zastosowanie produktu, parametry, serwis, części, dostępność i warunki zwrotu, tak, aby agent mógł ją rzetelnie porównać – radzi.

Czytaj więcej

Chatboty odstraszają klientów. Sklepy tracą na sprzedaży

Sytuacja rynkowa jednak nie napawa optymizmem. Jakub Mazurkiewicz, prezes Euvic Organic Search, wskazał nam, że firma przeprowadziła właśnie badania dotyczące wykorzystania AI w 1,6 tys. e-sklepów nad Wisłą. Wniosek?

– Sektor wciąż nie jest jeszcze w pełni gotowy na sytuację, w której część procesu zakupowego przejmą agenty AI – mówi Mazurkiewicz.

Potwierdzają to zresztą analizy Geoboard.ai, gdy zbadano 369 polskich domen pod kątem wskaźnika GRI (Geoboard Readiness Index – skala 0-100 mierząca czytelność strony dla silników LLM i systemów RAG) – wynika z niego, że prawie 58 proc. polskich stron jest dla botów niemal nieczytelnych. Przyznano im klasę D i F, a żadna z badanych domen nie osiągnęła najwyższej klasy A – średni ogólny wynik Polski wyniósł 40/100, ale w e-commerce wskaźnik GRI był jeszcze niższy (ledwie 32,5/100).