Z Polkomtelem współpraca była profesjonalna

Specjaliści od rynku telekomunikacyjnego – tak chciałaby być postrzegana dzisiaj kancelaria prawna Chajec Don-Siemion Żyto, która niedawno zakończyła obsługę największego co wartości projektu w swojej historii – szacowanej na 18 mld zł transakcji przejęcia Polkomtela. Jak się współpracowało z zarządem spółki, jak z innymi doradcami prawnymi, jakie były haczyki sytuacji prawnej operatora sieci Plus – rozmawiamy z Andrzejem Chajcem, współzałożycielem kancelarii, i Andrzejem Abramczukiem, szefem praktyki telekomunikacyjnej w tej firmie.

Publikacja: 15.12.2011 08:15

Z Polkomtelem współpraca była profesjonalna

Foto: ROL

rpkom.pl: – Dlaczego właśnie kancelaria Chajec Don-Siemion Żyto została zaangażowana przez inwestora do obsługi transakcji przejęcia Polkomtela?

Andrzej Chajec: – Z inwestorem współpracujemy do wielu lat. Pomagaliśmy przy większości realizowanych przez niego transakcji  w ciągu ostatnich blisko 10 lat. Dlatego byliśmy naturalnym partnerem.

Jesteśmy lokalną kancelarią o określonych możliwościach działania. Dlatego w procesie musiała się pojawić także kancelaria międzynarodowa – Dewey&LeBoeuf – która wzięła na siebie na całe doradztwo prawne związane z finansowaniem  transakcji. To była największa część prawnej obsługi. Sama umowa kupna akcji Polkomtela – za który Dewey&LeBoeuf także był odpowiedzialny –  była stosunkowo krótka.

– Zdarza się, że jest w tego typu postępowaniach uczestniczy więcej kancelarii?

Andrzej Chajec: – To zależy, ile podmiotów jest zaangażowanych po obu stronach. Jeżeli spółka, będąca przedmiotem transakcji, ma kilku udziałowców, każdego reprezentuje jedna, dwie (sporadycznie trzy) kancelarie, to czasem zbiera się ich sporo. W tym wypadku poza nami i Dewey&LeBoeuf było pięć kancelarii reprezentujących właścicieli, doradcy Polkomtela oraz doradcy prawni banków finansujących transakcję. W sumie kilkanaście podmiotów.

Andrzej Chajec: – Trafiliśmy wyjątkowo szczęśliwie, ponieważ po stronie Dewey&LeBoeuf było dużo zrozumienia dla wszelkich okoliczności transakcji. Oni zresztą obsługiwali proces IPO Cyfrowego Polsatu,  więc mieli doświadczenie we współpracy z inwestorem. Uzgodniliśmy z  Dewey&LeBoeuf zasady harmonijne współpracy i obszary kompetencji

– Rozumiem, że nie zawsze jest różowo…

Andrzej Chajec: – Oczywiście. W tej transakcji także spotkaliśmy się z taką sytuacją. Kiedy zaczęliśmy uzgadniać z doradcami sprzedających sprawę wniosku do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta o akceptację transakcji. Oni mieli własne pomysły i wyraźnie starali się je promować. Jako odpowiedzialni za skuteczność wniosku część sugestii przyjęliśmy, część grzecznie odrzuciliśmy. Zakończyło się sukcesem.

– Czy często tak się dzieje, że procedura akceptacji przed urzędem antymonopolowym, to odrębny obszar pracy kancelarii obsługującej transakcję? Szykowaliście się na to w szczególny sposób?

Andrzej Chajec: – Postępowanie przed UOKiK, to standard w przypadku transakcji powyżej pewnej określonej wartości.

W tym wypadku P4 dosyć szybko upubliczniły swoją tezę o skupianiu nazbyt dużych zasobów radiowych w jednej grupie telekomunikacyjnej, więc byliśmy przygotowania na argumentację w tej sprawie.

Pozostali konkurenci Polkomtela również nie ułatwiali, ale raczej starali się różnymi sposobami przedłużyć proces akceptacji. Każdy z nich złożył stanowisko w objętości od kilkudziesięciu do ponad stu stron maszynopisu, wynajdując każdy możliwy pretekst przeciw akceptacji. Łącznie z pomysłem, że UOKiK winien upublicznić treść wniosku zgłaszającego zamiar koncentracji, bo to tego wymaga dobro rynku.

– To normalne w takich przypadkach?

Andrzej Abramczuk: – To raczej specyfika branży telekomunikacyjnej. Od czasu pojawienia się na rynku operatorów alternatywnych niepisana zasada dużych, zasiedziałych operatorów brzmi: walczymy do samego końca, bez względu na wagę sprawy. A przynajmniej dopóki nam to pasuje.

W przypadku Polkomtela podnoszone były całkiem absurdalne argumenty obliczone na urabianie urzędu i opinii publicznej. Wniosek to duże pudło z dokumentami. Urzędnik – może nawet jeszcze przed lekturą wniosku – czyta w gazetach i ogląda w telewizji co się mówi na temat transakcji i przez ten pryzmat siłą rzeczy analizuje wniosek.

Andrzej Chajec: – Paradoksalnie, konkurencja także ułatwiła nam po części sprawę, ponieważ wniosek o utworzenie joint-venture pomiędzy Polską Telefonią Cyfrową a PTK Centertel przetarła nam drogę w urzędzie. Poza tym ten sojusz zawojowałby rynek. Akceptując transakcję przejęcia Polkomtela UOKiK przyczynił się do umocnienia konkurencji.

– Czy były realne obawy, że UOKiK nie zgodzi się na transakcję albo, że wyda zgodę warunkową?

Andrzej Chajec: – Były po stronie niektórych ze sprzedających. Stąd decyzja o ścisłej współpracy – pełnej wymianie informacji, dopuszczeniu do wszystkich dokumentów – wszystkich stron na etapie postępowania przed UOKiK.

– Czy istnieje możliwość, żeby – w ramach walki do ostatniej kropli krwi – transakcja została jeszcze wyciągnięta przed Komisją Europejską?

Andrzej Chajec: – Transakcja nie kwalifikowała się do postępowania przed organami europejskimi z uwagi na jej lokalny charakter. Nie widzę innych przesłanek do wytoczenia sprawy na forum europejskim i nie szykujemy się na taką ewentualność. Postępowanie jest zakończone i prawomocne.

– Za uzyskanie zgody urzędu antymonopolowego kancelaria inkasuje specjalną premię?

Andrzej Chajec: – To się może zdarzyć, aczkolwiek to są zwykle dosyć standardowe postępowania i z góry można się spodziewać, czy zgoda będzie, czy nie.

– A jak to wyglądało w przypadku obsługi transakcji Polkomtela?

Andrzej Chajec: Pozwoli pan, że pewne rzeczy pozostaną pomiędzy doradcą i jego klientem.

– Co poza wnioskiem do UOKiK wchodziła w zakres waszych zadań?

Andrzej Abramczuk: – Po części analiza i doradztwo przy umowie zakupu akcji  oraz due diligence [badanie sytuacji finansowej i operacyjnej spółki – przyp.rpkom.pl]. Pomagaliśmy w ocenie sytuacji Polkomtela w świetle regulacji i prawa telekomunikacyjnego, dokumentów finansowych spółki oraz jej rynkowej strategii na styku z innymi branżowymi podmiotami kontrolowanymi przez inwestora.

– Kancelarie prawne z reguły zajmują się oceną operacyjnej działalności przejmowanych podmiotów?

Andrzej Chajec: – To było doradztwo ściśle prawne związane z biznesem spółki. Dzięki naszemu zespołowi, przede wszystkim Andrzejowi Abramczukowi, który rozwija praktykę telekomunikacyjną w kancelarii, mamy kompetencje, aby się zajmować tą dziedziną. Nie możemy zapominać, że rynek telekomunikacyjny jest silnie regulowany, co w szczególności angażuje ekspertyzy prawne.

Na marginesie, bankierom inwestycyjnym trudno było zrozumieć polską specyfikę przydzielania praw do częstotliwości radiowych. Na przykład: dlaczego procedura przetargu i procedura rezerwacji częstotliwości, to dwa oddzielne postępowania. I dlaczego można każde z nich zaskarżyć pomimo, że nie zostało się podmiotem wyłonionym w przetargu. Niezrozumiałych dla cudzoziemców niuansów polskiego prawa administracyjnego jest dużo.

– Na jakie obszary w sferze regulacji zwracaliście szczególną uwagę inwestora?

Andrzej Abramczuk: – Polkomtel zaskarżał wszystkie postępowania w przetargach i rezerwacjach częstotliwości radiowych, jakie się odbywały w ciągu kilku ostatnich lat. Istnieje kwestia asymetrii rozliczeniowej na rynku mobilnym, co do której stosunek trzech dużych operatorów, a więc i Polkomtela, zawsze był negatywny. To wszystko były ważne sprawy.

Wdrażanie technologii LTE. Spółki po stronie inwestora są pionierami i prawdopodobnie wyznaczą standardy dla polskiego rynku dla tej technologii (do LTE wykorzystywane jest pasmo pierwotnie przeznaczone do GSM, z uwagi na brak zasobów dedykowanych dla technologii LTE według międzynarodowych standardów). Te nowe standardy nie muszą się wszystkim podobać, aczkolwiek jest pytanie, kiedy jakikolwiek inny gracz będzie w stanie zaoferować usługi we własnej sieci LTE na  większą skalę, choć to już kwestia ich strategii alokacji posiadanych pasm dla usług w danej technologii.

– Państwa działania obejmowały również sferę strategii LTE?

Andrzej Chajec: – Prawne aspekty, owszem.

Na przykład na etapie postępowania przed UOKiK udowadnialiśmy, że wprowadzenie na rynek tej technologii i dostęp do niej Polkomtela nie blokuje innym operatorom realizacji podobnej strategii w oparciu o pasma, którymi dysponują. Konkurenci podnosili, że dzięki LTE grupa uzyska niebywałą przewagę rynkową. Argumentowaliśmy, że przecież każdy z nich – z czysto technologicznego punktu widzenia – może uruchomić tę technologię na  zasobach, które posiada. To, że mają wypełnione  sieci jest odrębną sprawą.

Andrzej Abramczuk: – To również my musieliśmy odeprzeć argumentację P4, że oto rodzi się grupa, która kontroluje 50 proc. już rozdysponowanych w Polsce zasobów radiowych. Był to argument chwytliwy, ale jeżeli przyjrzeć się sprawie bliżej – nieprawdziwy.

Andrzej Abramczuk: – Spółka została dosyć skutecznie „rozpracowana” przez regulatora rynku telekomunikacyjnego. Jej sytuacja, po części, jest przejrzysta dla każdego zainteresowanego. Decyzja o pozycji znaczącej Polkomtela na rynku właściwym jest publicznie znana, jak również wszystkie decyzje zastępujące umowy o połączeniu sieci, czy stanowiska regulatora związane lub dotyczące pośrednio  działalności spółki. Na etapie badania nie widzieliśmy żadnych naprawdę znaczących ryzyk regulacyjnych odnośnie Polkomtela.

Andrzej Chajec: – Pewnie dlatego właśnie udało się finansowanie.

– Czy widzieliście inne ryzyka prawne, które potencjalnie mogłyby zniweczyć przejęcie?

Andrzej Chajec: – Po stronie Polkomtela takich ryzyk nie było. Publiczną wiedzą jest fakt, że istnieją pewne ryzyka związane z prawami do zasobów radiowych Mobylandu i Centernetu, czyli realnie: w tworzącej się grupie telekomunikacyjnej. To było brane pod uwagę i analizowane przez podmioty finansujące transakcję, ale – jak widać – nie zablokowało procesu.

Andrzej Abramczuk: – To, co dostrzegaliśmy i z czego inwestor zdawał sobie sprawę, to że uwarunkowania są takie, a determinacja przeciwników transakcji taka duża, że na zgodę UOKiK być może przyjdzie poczekać znacznie dłużej, niż to się ostatecznie stało.

– Jak – zupełnie łopatologicznie – wyglądają działania w obsłudze takiej transakcji?

Andrzej Chajec: – Poczynając od samego due diligence przygotowany zostaje elektroniczny data room, będący też platformą komunikacji pomiędzy doradcami stron, w którym udostępniane są do wglądu – w ramach autoryzowanego dostępu – wszelkie niezbędne dokumenty, Z wertowania dokumentów, trwającego w zależność od transakcji od kilkunastu dni do kilku miesięcy  powstaje pisemny raport.

Andrzej Abramczuk: – W przypadku Polkomtela tych dokumentów było pewnie kilkaset tysięcy stron, bo obejmowały wszystkie aspekty działania spółki – marketing, promocję, regulację, kanały sprzedaży itp. – od chwili powstania, czyli kilkanaście lat wstecz. Podzieliśmy się tą pracą z Dewey&LeBoeuf, skupiając na telekomunikacji.

Postępowanie było wieloetapowe. Na każdym kolejnym uzyskiwaliśmy dostęp do kolejnych obszarów, przez co każdy kolejny raport był obszerniejszy od poprzedniego. Poza tym przez tych kilka miesięcy rynek nie stał w miejscu, więc trzeba było aktualizować opinie prawne także o nowe wydarzenia.

Raport końcowy, tylko z części telekomunikacyjnej, miał pewnie 150-200 stron. To musi być esencjonalny dokument, bo przecież naszą rolą jest między innymi oddzielanie informacji ważnych od mniej ważnych.

– Jaka jest rola przedstawicieli przedmiotu transakcji? Musi aktywnie kooperować dla powodzenia przedsięwzięcia?

Andrzej Chajec: – Podmiot, który jest celem transakcji uczestniczy przekazując informację o spółce i rynku.

– Może robić obstrukcję?

Andrzej Chajec: – Teoretycznie może, ale to ma krótkie nogi. Decyduje zawsze właściciel spółki, a on dysponuje środkami, aby zmobilizować spółkę do.

– Zdarza się, że jest nieprzyjemnie?

Andrzej Chajec: – Trudno to rozpatrywać w tych kryteriach. Mówimy o sprawach ściśle zawodowych. Nawet gdyby ktoś chciał blokować dostęp do informacji, to dzisiaj naprawdę nie jest już trudno uzyskać je z innych źródeł. Można utrudnić procedury obstrukcją, ale nie da się ich zablokować. Z Polkomtelem współpraca była w pełni profesjonalna.

– Jak wiele osób było zaangażowanych w obsługę transakcji po stronie kancelarii? Jaka to była część państwa zespołu?

Andrzej Chajec: – Między siedem a dziesięć osób, czyli około 20 proc. zespołu.

– To największe przedsięwzięcie w historii kancelarii?

Andrzej Chajec: – Jeżeli chodzi o wartość, to na pewno. Ale jeżeli chodzi o zaangażowanie osobowe, to nie. Prowadziliśmy już sprawy o mniejszej wartości, ale znacznie bardziej czasochłonne, bo wymagające przewertowania znacznie większej ilości dokumentów. Związane jest to zwykle z obsługą finansowania, co w przypadku Polkomtela robił Dewey&LeBoeuf.

Najwięcej pracy mieliśmy przy sprawie Vivendi – Elektrim. Ustalanie ostatecznej wersji jednego z wcześniejszych dokumentów, jakie powstały w tej sprawie (dotyczyły przekazania Vivendi kontroli nad El-Netem i kilka innymi spółkami telekomunikacyjnymi) trwał dwa dni i dwie noce bez przerwy.

To, że angażowaliśmy się w tyle spraw związanych z rynkiem telekomunikacyjnym wynikało z tego, że były to jedne z największych transakcji typu „fuzje i przejęcia”, a poza tym, że tym rynkiem interesowali się nasi klienci.

– Dzisiaj pozycjonujecie się , jako specjaliści do rynku telekomunikacyjnego?

Andrzej Chajec: – Tak. Ściśle mówiąc w dziedzinie fuzji i przejęć na tym rynku, a od czasu dołączenia do kancelarii Andrzeja Abramczuka także w dziedzinie prawa telekomunikacyjnego.

Andrzej Abramczuk: – Ścisłe specjalizacje mają określone zastosowanie. Zwykle jest tak, że to klient jest firmą np. telekomunikacyjną lub zainteresowaną inwestycjami w tej branży, więc obok usług ściśle związanych ze specyfiką jego działalności w  grę wchodzi także normalna obsługa korporacyjna. Drugie zastosowanie dla specjalizacji, to właśnie transakcje przejęcia, połączenia, czy wydzielenia.

– Jak się zwyczajowo określa wynagrodzenie kancelarii prawnych w tego typu operacjach?

Andrzej Chajec: – Jest to zwykle wynikiem negocjacji. W naszym przypadku było oparte o standardy wieloletniej, stałej współpracy z klientem. W innych przypadkach klient zazwyczaj występuje do kilku kancelarii z zapytaniem ofertowym, a te przygotowują ofertę w oparciu o przewidywany czas pracy.

Dla przykład przyjmuje się, że niewielka transakcja przejęcia, zakupu części udziałów, podniesienia kapitału bez wielkich komplikacji, na przykład, po stronie podatkowej powinna zająć do dwóch miesięcy. To jest podstawą oferty, na którą wpływają takie czynniki, jak pozycja kancelarii na rynku, doświadczenia w danej materii, czy wreszcie determinacji do wygrania przetargu, lub związania się z danym klientem. Jeżeli transakcja ma charakter międzynarodowy, to koszt obsługi prawnej wzrasta. Duże międzynarodowe kancelarie umawiają się czasem na podstawie stawki godzinowej, ale w trudniejszych czasach godzą się i na inne warunki.

– Możecie panowie powiedzieć, jakie przychody dała waszej kancelarii obsługa transakcji przejęcia Polkomtela?

Andrzej Chajec: Niestety, jest to tajemnica.

– Telekomunikacja jest dzisiaj dobrym segmentem dla firm prawniczych?

Andrzej Chajec: – Rynek usług prawniczych jest dzisiaj w ogóle trudny. Duże kancelarie zaczynają konkurować cenami usług z mniejszymi. Firmy działające na rynku telekomunikacyjnym narzekać jednak nie powinny.

W tej branży dzieje się bardzo dużo: optymalizacja sieci telekomunikacyjnych i sieci sprzedaży, współpraca operacyjna i  formowanie rynkowych sojuszy, wdrażanie nowych technologii itp. To się przekłada na popyt na usługi wyspecjalizowanych kancelarii prawnych.

– Dziękujemy za rozmowę

rozmawiał Łukasz Dec

Telekomunikacja
Eldorado 5G dobiega końca, a firmy tną etaty. Co z Polską?
Telekomunikacja
Do kogo przenoszą się klienci sieci komórkowych. Jest największy przegrany
Telekomunikacja
To już wojna w telefonii na kartę. Sieci komórkowe mają nowy haczyk na klientów
Telekomunikacja
Polski internet mobilny właśnie mocno przyspieszył. Efekt nowego pasma 5G
Telekomunikacja
Nowy lider wyścigu internetowych grup w Polsce. Przełomowy moment dla Polsatu