Nie róbmy z polskiej aukcji pośmiewiska

Są dwa sposoby: szybki i duży, czyli „quick fix” i „big fix” na takie przygotowanie aukcji częstotliwości 800 i 2600 LTE, aby nie rozbiła się o prawne rafy – mówi Joergen Bang-Jensen, prezes P4, operatora sieci Play w wywiadzie udzielonym rpkom.pl. Telekom powtarza jak mantrę od kilku miesięcy, że zagrożeniem dla rozdysponowania pasma dla szybkiego mobilnego Internetu jest polskie prawo. Należy je zmienić – przekonuje zarząd firmy. Albo – tak byłoby szybciej – podnieść wadium.

Publikacja: 05.05.2014 07:30

Nie róbmy z polskiej aukcji pośmiewiska

Foto: ROL

Rpkom.pl:  – Prezes UKE uważa, że konsultacje dokumentacji aukcyjnej trwają już tak długo, że każdy mógł się wypowiedzieć i w związku z tym nie planuje czwartego podejścia. Jakie jest stanowisko Play w tych ostatnich konsultacjach?

Joergen Bang-Jensen: – Mamy to samo stanowisko, które prezentowaliśmy wcześniej. Uważamy, że najlepszym sposobem na dystrybucję częstotliwości 800 i 2600 MHz jest dobrze zaprojektowana aukcja. Z drugiej strony uważamy też jednak, że zgodnie z Prawem telekomunikacyjnym niemożliwe jest opracowanie takiej prawdziwej aukcji i osiągnięcie celów, jakie stawia sobie Urząd Komunikacji Elektronicznej. W tej sytuacji rekomendujemy z całej mocy ponowne wstrzymanie procedury aukcyjnej i koncentrację na naprawie prawa.

Jak do tej pory obserwowaliśmy wiele różnych dobrych pomysłów UKE, takich jak spectrum caps, czy historia ponoszonych w przeszłości nakładów inwestycyjnych, jeśli się chce startować w aukcji etc. Wszystkie zostały wycofane z dokumentacji aukcyjnej z powodu braku spójności z prawem telekomunikacyjnym. Co więcej, zaproponowana procedura nie ma wiele wspólnego z prawdziwą aukcją, a ryzyko dla wszystkich jej stron silnie wzrosło.

Co dokładnie postulujecie?

– Postulujemy najpierw zmienić prawo, a dopiero potem wrócić do aukcji. Może w drugiej części roku. W każdym razie wtedy, gdy wszystko będzie gotowe.

Naszym zdaniem są dwa poważne problemy z aukcją w Polsce, które należy rozwiązać bardzo szybką metodą typu „Quick Fix”, lub poprzez istotną zmianę przepisów prawa czyli tzw. „Big Fix”. Po pierwsze, a jest to problem niespotykany skalę światową, oferty nie są wiążące, a co za tym idzie każdy uczestnik może wedle własnego uznania podbijać cenę, lecz nie jest zobligowany do wniesienia zapłaty. Zmiana prawa metodą „quick fix” obejmuje zwiększenie wadium do tak wysokiego poziomu, który uniemożliwi uczestnikom taktyczne podnoszeni cen aukcji. Tak, aby licytacja była licytacją, a podmioty, które w niej wezmą udział faktycznie miały intencję odebrać po wszystkim wygrane częstotliwości.

Inny sposób, który powinien być zastosowany to zwiększenie kontroli UKE nad różnymi typami spectrum caps. Regulator chciał już zastosować te zmiany, ale są one zabronione przez Prawo telekomunikacyjne.

W jaki sposób można by dać UKE szybko większą kontrolę nad spectrum caps?

– Chodziłoby dosłownie o zmianę kilku słów w Prawie telekomunikacyjnym, tak by prezes UKE odzyskał prawo wprowadzania spectrum caps.

A druga ścieżka naprawy aukcji  –  „Big Fix”?

– Tu chodziłoby o taką zmianę prawa polskiego, dzięki której uczestnik aukcji oferujący najwyższą cenę byłby prawnie zobligowany do odebrania częstotliwości i wniesienia opłaty. Dziś tak nie jest: oferta złożona w trakcie aukcji nie jest wiążąca i ceny za częstotliwości mogą być sztucznie podbijane, tylko po to, aby podmiot, któremu faktycznie zależy na paśmie musiał zapłacić za nie bardzo wysokie sztuczne ceny, a nie cenę rynkową. Będziemy mieć wtedy zamiast pięciu zwycięzców, pięciu przegranych. Każdy zapłaci za częstotliwość więcej niż planował.

W każdy razie, z pewnością mamy zamiar wziąć udział w aukcji. Doceniamy też wysiłki UKE oraz jego dobre intencje, ale w oczywisty sposób wysiłkom tym zaszkodziły niedobre regulacje prawne.

Jeśli UKE zmieni teraz dokumentację aukcyjną, będą kolejne konsultacje i aukcja wystartuje później…

– Tak. Ale nie chodzi o to, aby kolejne konsultacje ruszyły w przyszłym tygodniu, ale właśnie o to, aby najpierw naprawić prawo i dopiero potem przygotować raz jeszcze dokumentację.

Uważacie w P4 taki scenariusz za realistyczny?

– Nie tylko realistyczny, ale niezbędny. Naprawdę trudno uwierzyć, że taka poważna wada w polskim prawie nie została jeszcze naprawiona, skoro sektor zgłasza te problemy w UKE od lata 2013. Jeśli te problemy nie zostaną rozwiązane, naprawdę ryzykujemy, że cały świat przyjmie termin „polska aukcja” jako synonim parodii, w której wszyscy uczestnicy aukcji są przegranymi. W przeciwieństwie do terminów takich jak „angielska aukcja”, czy „holenderska aukcja”, które opisują najbardziej popularne formaty aukcyjne.

Jeśli UKE nie zmieni dokumentacji, będziemy mieć do czynienia z aukcją podobną do tej w Czechach. Będzie trwać bez końca, nie przyniesie pożytku nikomu i przez wiele lat będziemy się za nią wstydzić na arenie międzynarodowej.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiała Urszula Zielińska

Rpkom.pl:  – Prezes UKE uważa, że konsultacje dokumentacji aukcyjnej trwają już tak długo, że każdy mógł się wypowiedzieć i w związku z tym nie planuje czwartego podejścia. Jakie jest stanowisko Play w tych ostatnich konsultacjach?

Joergen Bang-Jensen: – Mamy to samo stanowisko, które prezentowaliśmy wcześniej. Uważamy, że najlepszym sposobem na dystrybucję częstotliwości 800 i 2600 MHz jest dobrze zaprojektowana aukcja. Z drugiej strony uważamy też jednak, że zgodnie z Prawem telekomunikacyjnym niemożliwe jest opracowanie takiej prawdziwej aukcji i osiągnięcie celów, jakie stawia sobie Urząd Komunikacji Elektronicznej. W tej sytuacji rekomendujemy z całej mocy ponowne wstrzymanie procedury aukcyjnej i koncentrację na naprawie prawa.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Telekomunikacja
To ma być przełom w tworzeniu ultraszybkiego internetu 6G. Znika wielka przeszkoda
Materiał Promocyjny
Mobilne ekspozycje Huawei już w Polsce – 16 maja odwiedzi Katowice
Telekomunikacja
Eldorado 5G dobiega końca, a firmy tną etaty. Co z Polską?
Telekomunikacja
Do kogo przenoszą się klienci sieci komórkowych. Jest największy przegrany
Telekomunikacja
To już wojna w telefonii na kartę. Sieci komórkowe mają nowy haczyk na klientów