Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie mogą być długoterminowe konsekwencje masowego zastępowania pracowników przez AI?
- W jaki sposób „dylemat więźnia” wpływa na decyzje firm dotyczące automatyzacji?
- Jak tzw. efekt Czerwonej Królowej napędza wyścig AI?
Brett Hemenway Falk z University of Pennsylvania oraz Gerry Tsoukalas z Boston University opublikowali raport, który powinien stać się lekturą obowiązkową w każdym zarządzie planującym zastąpienie ludzi algorytmami. Argumentacja naukowców, przedstawiona w pracy „The AI Layoff Trap”, uderza w fundamenty obecnej strategii korporacyjnej. Otóż mechanizm jest prosty: zwolnieni pracownicy przestają wydawać pieniądze. Konsekwencje tego zjawiska i jego skala mogą być druzgocące.
Teoria gier przekleństwem rynku
Naukowcy mówią wprost: jeśli skala zjawiska stanie się masowa, popyt wewnętrzny spadnie do poziomu, w którym firmy – mimo posiadania ultraefektywnej, zautomatyzowanej produkcji – nie będą miały komu sprzedać swoich produktów ani usług. To sytuacja typu „deadweight loss” – strata netto dla całej gospodarki, na której tracą zarówno pracownicy, jak i właściciele kapitału.
Czytaj więcej
Amerykańska firma technologiczna Oracle rozpoczęła masowe zwolnienia, które mogą objąć nawet dziesiątki tysięcy pracowników. To część szerszego tre...
Dlaczego zatem prezesi nie zatrzymają tego procesu, skoro matematyka jest nieubłagana? Odpowiedzią jest tzw. dylemat więźnia. To klasyczny model teorii gier, który w tym przypadku staje się przekleństwem rynku. Jeśli firma A zachowa pracowników, by ratować stabilność rynku, a jej konkurent, firma B, przeprowadzi agresywną automatyzację, firma B obniży koszty i przejmie udział w rynku, doprowadzając firmę A do upadku. W efekcie obie firmy decydują się na automatyzację, wiedząc, że jest to kolektywnie destrukcyjne. Wybierają strategię przetrwania w krótkim terminie, która niszczy system w terminie długim.
Wyścig nie dający efektów
Co więcej, sytuację pogarsza tzw. efekt Czerwonej Królowej. Termin zaczerpnięty z prozy Lewisa Carrolla opisuje ewolucyjny wyścig zbrojeń, w którym trzeba biec coraz szybciej, by zostać w tym samym miejscu. Firmy nie wdrażają zatem AI, by zyskać trwałą przewagę, ale by nie zostać w tyle. Gdy dana firma wdraża lepszy model językowy, zyskuje chwilową przewagę kosztową, ale za chwilę robi to samo konkurencja. Poziom technologiczny rośnie, tempo pracy przyspiesza, koszty wdrożeń są gigantyczne, a marże zysku wracają do poprzedniego poziomu. Jedynym trwałym śladem tego wyścigu pozostaje masowa redukcja etatów, która nie przynosi firmom wzrostów, a jedynie pozwala im nie zbankrutować pod presją rynku.
Liczby już teraz potwierdzają tę tendencję. Spółka Block zredukowała w ostatnim czasie niemal połowę swojej 10-tysięcznej załogi, a Jack Dorsey wprost przyznał, że to AI uczyniła te role zbędnymi. Salesforce zastąpił 4 tys. agentów wsparcia klienta botami, a w Goldman Sachs narzędzia do kodowania pozwalają jednemu inżynierowi wykonywać pracę pięciu osób. Tylko w 2025 r. w sektorze technologicznym pracę straciło ponad 100 tys. osób, a w ponad połowie przypadków jako główny powód wskazano AI.
Prognozy nie są zatem optymistyczne, tym bardziej, że szacuje się, iż zadania 80 proc. pracowników są podatne na automatyzację.
Czytaj więcej
Dolina Krzemowa wyznacza nowy, rewolucyjny trend w wynagradzaniu pracowników. Jensen Huang, szef Nvidii, otwarcie zapowiada, że najlepsi specjaliśc...
Podatek od zadań zamiast pustych obietnic
Badacze z UPenn i Boston University przetestowali różne rozwiązania mające powstrzymać tę spiralę. Okazuje się, że ani bezwarunkowy dochód podstawowy (UBI), ani podatki od zysków kapitałowych nie zmieniają motywacji pojedynczej firmy do zastępowania ludzi maszyną. UBI nie usuwa bowiem bodźca do cięcia kosztów w celu pokonania konkurencji. Nawet układy zbiorowe pracy zawodzą, ponieważ w starciu z technologicznym wyścigiem zbrojeń automatyzacja zawsze staje się strategią dominującą.
Jedynym rozwiązaniem, które według wyliczeń Falka i Tsoukalasa może zadziałać, jest tzw. pigouwiański podatek od automatyzacji. Nazwa pochodzi od ekonomisty Arthura Pigou, który proponował opłaty za generowanie negatywnych efektów zewnętrznych (np. podatek węglowy za emisję spalin). W tym kontekście zwolnienie człowieka na rzecz AI jest traktowane jak „zanieczyszczenie” gospodarki brakiem popytu.
Proponowany mechanizm to opłata nakładana za każde konkretne zadanie, które zostało odebrane człowiekowi i przekazane algorytmowi. Taki podatek ma sprawić, by firmy musiały wliczyć w swój rachunek ekonomiczny fakt, że niszczą część rynku, z którego same żyją. Naukowcy twierdzą, że to próba wymuszenia na przedsiębiorstwach odpowiedzialności za trwałość ekosystemu konsumenckiego.