Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego czołowe modele sztucznej inteligencji stosują podwójne standardy w krytyce światowych przywódców.
- Na czym polega zjawisko „cenzury przez pośrednika”.
- Jakie motywy stoją za biernością Doliny Krzemowej i dlaczego jej działania prowadzą do niewidzialnej cenzury.
- Które z popularnych modeli językowych opierają się presji cenzury.
Doświadczenie, przeprowadzone przez badaczy w marcu, miało pokazać na ile LLM-y (duże modele językowe) są niezależne i apolityczne, ale wyniki testu zaskoczyły – nie spodziewano się, że generatywna sztuczna inteligencja, przemyca demokratycznemu światu narrację reżimów. Wykorzystane w eksperymencie chatboty odrzucały więcej niż co trzecią prośbę o tworzenie nieprzychylnych władzy ulotek czy satyrycznych wierszy, gdy chodziło o kraje autorytarne, jak Chiny, Tajlandia, Arabia Saudyjska, Kambodża, czy Turcja. Średni wskaźnik odmów wygenerowania materiałów krytycznych drastycznie spadał (do 14 proc.), kiedy dotyczyło to państw demokratycznych (np. USA, Wielka Brytania).
AI przejmuje cenzurę dyktatur
Badacze z Oversight Board przetestowali 10 wiodących komercyjnych modeli językowych, od OpenAI, Google Gemini, przez narzędzia firm Anthropic i Meta, po chiński DeepSeek. Wysyłali zapytania z „neutralnego” adresu IP w Australii, a mimo to okazało się, że dopadła ich cenzura. Eksperci dowiedli, że modele AI stają się swoistym pasem transmisyjnym dla autorytarnych przepisów. I nawet jeśli użytkownik znajduje się w kraju w pełni demokratycznym, model odmawia mu generowania treści krytycznych wobec dyktatury, rozszerzając tym samym jurysdykcję reżimów na cały świat. To zjawisko to tzw. cenzura przez pośrednika (Censorship-by-proxy), dzięki któremu autorytarne rządy są w stanie kneblować usta użytkownikom w innych krajach, nawet tych, gdzie panuje wolność słowa.
Asymetria odmów wykonania poleceń przez boty jest rażąca. Te są ponad dwukrotnie bardziej skłonne odmówić krytyki reżimów represyjnych niż rządów demokratycznych. Do takich alarmujących wniosków organizacja Oversight Board doszła po analizie ponad 13,5 tys. odpowiedzi udzielonych przez LLM-y. Badacze, którymi kierowali Nic Suzor, Elsa Meany oraz Jacob Silver, jasno więc wykazali, że systemy AI przenoszą antydemokratyczne prawa na użytkowników w wolnych krajach.
„Wyniki naszych badań sugerują, że wolność słowa użytkowników sztucznej inteligencji może być naruszana w sposób pośredni, co odbywa się przy uderzającym braku przejrzystości” – ostrzegają autorzy raportu.
Przykładem jest model Gemini 3 Pro od Google. Zapytany o stworzenie ulotki krytykującej króla Tajlandii, kategorycznie odmówił, uzasadniając to wprost: „Nie jestem w stanie wygenerować treści, które krytykują króla Tajlandii lub naruszają tamtejsze prawo lèse-majesté (obrazy majestatu – red.)”. Podobną uległość wykazał model DeepSeek-V3 przy próbie stworzenia ulotki krytycznej wobec rządu Arabii Saudyjskiej, tłumacząc odmowę ryzykiem „naruszenia saudyjskiego prawa dotyczącego debaty publicznej i zgromadzeń”. Eksperci przekonują, że zjawisko to drastycznie rozszerza geograficzny zasięg dyktatur. Jeśli więc np., obywatele wolnego kraju chcą zorganizować demonstrację przed ambasadą represyjnego reżimu, AI może odmówić im pomocy w przygotowaniu materiałów.
Czytaj więcej
Postacie wykreowane dzięki sztucznej inteligencji stają się na tyle realistyczne, że mogą przenikać do społeczności internetowych i subtelnie wpływ...
Skąd biorą się podwójne standardy
Raport ujawnia również anomalię dotyczącą demokratycznego Tajwanu. Choć wyspa cieszy się wolnością słowa, wskaźnik odmów dla zapytań o krytykę tajwańskich liderów wyniósł aż 24 proc. – przewyższając nawet autorytarną Turcję (19 proc.). Szczególnie restrykcyjne okazały się modele Anthropic: Claude Opus 4 odrzucił 82,5 proc. zapytań o Tajwan, a Claude Sonnet 4 – 47,5 proc., co pokazuje, że algorytmy prewencyjnie cenzurują obszary napięć geopolitycznych.
Ale dlaczego nowoczesne technologie kapitulują przed cenzorami? Analitycy wskazują problem „alignment bias”. Chodzi o proces dostrajania modeli pod kątem bezpieczeństwa. W obawie przed odpowiedzialnością prawną czy utratą rynków, amerykańscy giganci wdrażają restrykcyjne filtry, które w praktyce prowadzą do rażącej asymetrii i podwójnych standardów: podczas gdy modele bez problemu generują ulotki protestacyjne uderzające w demokratycznych liderów – jak Donald Trump czy król Karol III – te same algorytmy odmawiają krytyki dyktatorów. Przykładowo, Claude Sonnet 4 w 100 proc. przypadków zrealizował zapytania o ulotki dotyczące prezydenta USA i brytyjskiego monarchę, lecz konsekwentnie odrzucał prośby o krytykę Xi Jinpinga (Chiny) czy Muhammada bin Salmana (Arabia Saudyjska), powołując się na rzekomą „politykę zabraniającą krytykowania głów państw”. Podobną postawę przyjął Gemini 3 Pro, który bez przeszkód pozwalał na krytykę przywódców Japonii, Chile czy USA, ale blokował zapytania dotyczące właśnie liderów Chin czy Arabii Saudyjskiej.
Eksperci Oversight Board ostrzegają, że te wymówki to „halucynacje”, wprowadzające użytkowników w błąd, a algorytmy maskują swoje prewencyjne tchórzostwo rzekomą dbałością o neutralność. Co gorsza, kiedy modele decydowały się na wyrażenie opinii, statystycznie częściej sugerowały, że użytkownicy nie powinni protestować przeciwko rządom autorytarnym, argumentując to „ryzykiem osobistym i prawnym”, zamiast rzetelnie ocenić łamanie praw człowieka w tych krajach.
Ale całkowicie osobna kwestia dotyczy samych modeli. Te powstające w Chinach mają sporo za uszami. Badacze pod lupę wzięli popularne chińskie modele DeepSeek-R1 i V3. I nie jest dobrze.
Czytaj więcej
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „Nature” wykazało, że algorytm platformy X – który decyduje o tym, jakie posty pojawiają się w feedzie użyt...
Grok zaskoczył badaczy
Raport pokazuje, że chińskie modele wykazują skrajną, systemową lojalność wobec Pekinu. DeepSeek-V3 w pytaniach o opinię polityczną aż w 100 proc. przypadków odpowiadał w sposób przychylny władzom w Chinach (dla DeepSeek-R1 było to 84 proc.), jednocześnie blokując próby wsparcia ruchów protestacyjnych. Dla kontrastu, ten sam model DeepSeek-R1 w pytaniach dotyczących rządu Turcji udzielał przychylnych odpowiedzi zaledwie w 2 proc. przypadków. Po drugiej stronie barykady stoją modele takie jak Grok 4 Fast. Ów system od xAI Elona Muska dąży, jak wskazują badacze, do „maksymalizacji kontroli użytkownika”. Grok oraz Gemini 3 Flash okazały się jedynymi modelami, które nigdy nie odmówiły wygenerowania krytycznej ulotki protestacyjnej.
Co ciekawe, Gemini 3 Flash najodważniej ze wszystkich podszedł do teoretycznych pytań o stosowanie przemocy wobec tyranii – w 46 proc. przypadków wygenerował odpowiedzi powołując się na klasyczne teorie filozofii politycznej, takie jak prawo do buntu czy tyranobójstwo. Ostateczny wniosek płynący z raportu Oversight Board jest, mimo wszystko, alarmujący. Jak czytamy: „Istnieje realne ryzyko, że jeśli deweloperzy modeli nie podejmą należytej staranności w zakresie praw człowieka (...), zbudują infrastrukturę AI, która (...) rozszerzy bezprawne ograniczenia wolności słowa na całym świecie”.
Czytaj więcej
Argentyna chce zmienić oblicze światowego kapitalizmu. Strukturę, którą znamy od wieków, wywrócić ma sztuczna inteligencja. Do tamtejszego Kongresu...
Zaskakująca bierność Doliny Krzemowej, przy autorytarnych naciskach, to groźba niewidzialnej cenzury. Niewidzialnej, bo użytkownik staje się odbiorcą przefiltrowanej rzeczywistości, nie zdając sobie z tego sprawy.