Partner debaty: Federacja Przedsiębiorców Polskich
Grudniowy cyberatak na polską infrastrukturę energetyczną był przyczyną ubiegłotygodniowego spotkania premiera Donalda Tuska z wysokimi urzędnikami w rządzie, odpowiedzialnymi za obronę Polski w cyberwojnie ze Wschodem. Po spotkaniu premier zaapelował o jak najszybsze uchwalenie noweli do ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC). Jej projekt jest w Sejmie.
Jednak w ocenie ekspertów prawa i rynku telekomunikacyjnego ten projekt ma sporo wad, a poza tym… nie dotyczy infrastruktury energetycznej. O tym i innych problemach cyberbezpieczeństwa rozmawiali uczestnicy debaty w redakcji „Rzeczpospolitej”.
Unijne prawo i zbędne polskie dodatki
Jak zauważył Mariusz Busiło, prawnik ds. nowych technologii, prowadzący portal wprawny.pl, premier pomylił ustawy. Przepisy dotyczące infrastruktury krytycznej są zawarte w tzw. dyrektywie o odporności podmiotów krytycznych (CER), a mają być wdrożone w Polsce zmianą ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Jest ona dopiero projektowana. – Tymczasem oba projekty, ten i KSC, powinny być skoordynowane i procedowane razem. Nie da się zatem grudniowymi atakami, choć groźnymi, uzasadnić pośpiechu w pracach nad ustawą, która dotyczy podmiotów kluczowych i ważnych – stwierdził ekspert.
Nowelizacja ustawy KSC ma wdrażać unijną dyrektywę 2022/2555, zwaną tez NIS2. Przewiduje ona możliwość wykluczania użycia sprzętu od tzw. dostawców wysokiego ryzyka (DWR) dla sieci 5G.
– To całkiem dobry akt prawny, bo przewiduje m.in. wymianę dobrych praktyk w sprawach cyberbezpieczeństwa. Jest tam też procedura reakcji na takie incydenty jak ataki hakerskie – przypomniał Mariusz Busiło.
Jednak nowelizacja ustawy KSC rozszerzyła wymagane przez NIS2 rygory na 18 sektorów gospodarki poza telekomunikacją. To m.in. sektor ochrony zdrowia, energetyka i ciepłownictwo, a także przemysł spożywczy.
– Nie ma to żadnego uzasadnienia. Nie pierwszy to przykład tzw. gold platingu, czyli rozbudowywania prawa ponad to, czego wymaga prawo unijne. Ale szczególnie rozczarowujący jest brak rzetelnych konsultacji tego projektu – zauważył Grzegorz Lang, dyrektor ds. prawnych w Federacji Przedsiębiorców Polskich. Wspominał on, że takie konsultacje teoretycznie się odbyły, ale nie uwzględniono jednomyślnych postulatów przedsiębiorców i ekspertów. – Wręcz przeciwnie, dała się odczuć pewna wręcz arogancja ze strony rządowych projektodawców. A przecież obecnie rządząca ekipa zapowiadała w kampanii wyborczej prawdziwy dialog z przedsiębiorcami – przypomniał Lang.
W praktyce wdrożenie tak rozbudowanych wymogów może być groźne dla przedsiębiorców z wielu branż. Jak przestrzegał Karol Skupień, prezes Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej, może to doprowadzić do kosztownej i nieuzasadnionej wymiany sprzętu telekomunikacyjnego. Stanie się tak wtedy, gdy jakiś producent zostanie uznany za DWR.
– Wtedy nawet nowoczesny, bezpieczny i certyfikowany sprzęt nadawczy ma być przez firmę usunięty. W ten sposób, gdy w przeciętnym domu zainstalujemy nowoczesny dekoder telewizyjny, a po stronie dostawcy skomplikowane urządzenia nadawcze, trzeba będzie zdemontować zarówno te urządzenia domowe za 1000 zł, jak i te nadawcze, warte wiele milionów – zauważył Skupień. Podał też inny przykład: szpital powiatowy może być zmuszony do wyrzucenia sprawnego tomografu tylko dlatego, że ma komponent od „niewłaściwego” producenta.
Urzędnik zdecyduje
W ocenie ekspertów projektowana nowelizacja ustawy KSC budzi poważne zastrzeżenia nie tylko co do treści, ale i prawnej formy. Zauważył to prof. dr hab. Maciej Rogalski, radca prawny, ekspert prawa nowych technologii. – Są tu poważne ograniczenia praw w postępowaniu administracyjnym dotyczącym dostawcy wysokiego ryzyka dla podmiotów z tych 18 sektorów gospodarki. Organ prowadzący postępowanie w sprawie DWR sam będzie decydował, kto będzie uczestniczył w tym postępowaniu, gdyż on będzie decydował, wobec kogo zostanie wszczęta procedura – wskazał prof. Rogalski, przypominając przy tym, że podstawowa zasada z kodeksu postępowania administracyjnego głosi: stroną jest każdy, kogo praw czy obowiązków dotyczy postępowanie.
Postępowania sądowe w tych sprawach będą niejawne, a decyzje administracyjne w sprawach dostawców będą miały rygor natychmiastowej wykonalności. Według prof. Rogalskiego to poważne ograniczenie gwarancji prawnych, mogące naruszać konstytucję.
Inny prawny problem z nowelizacją dotyczy tzw. przepisów technicznych. Są to m.in. regulacje dotyczące zakazu sprzedaży, oferowania usług lub produktów. Takie właśnie przepisy mają się znaleźć w nowelizacji KSC. Według unijnych reguł powinny one być notyfikowane Komisji Europejskiej. Jeszcze w 2023 r., gdy powstawały pierwsze wersje tego projektu, rząd zapowiadał, że je notyfikuje. Tak się jednak nie stało.
– W konsekwencji te przepisy mogą być uznane za nieobowiązujące. Podmiot, do którego są one adresowane, będzie mógł podnosić, że nie będzie ich stosował. Może zwrócić się w tej sprawie o rozstrzygnięcie sądu. Z kolei Komisja Europejska, której nie zgłoszono tych przepisów, może uruchomić procedurę, która się zakończy rozstrzygnięciami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – tłumaczył prof. Rogalski.
Mariusz Busiło zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem proceduralny. Otóż decyzje wydawane w sprawach DWR będą kontrolowane przez sądy administracyjne. Jednak taki sąd nie ocenia samego meritum sprawy, a raczej to, czy nie doszło do formalnych uchybień procedury.
– Być może rozsądniejszym wyjściem byłoby poddanie spraw związanych z owym „wysokim ryzykiem” Sądowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. On zajmuje się takimi sprawami jak koszty świadczenia usług, ma do czynienia z tajemnicą przedsiębiorców. Mógłby merytorycznie ocenić, czy dana firma, produkt czy usługa rzeczywiście jest zagrożeniem dla krajowego cyberbezpieczeństwa – zaproponował prawnik.
Kary dla ofiar ataków
Jednym z najboleśniejszych skutków nowych przepisów mogą być kary dla przedsiębiorców za naruszenie przepisów ustawy. Ich minimalny wymiar ma być podniesiony 15- albo nawet 20-krotnie. Maksymalna może sięgnąć nawet 100 mln zł.
Karol Skupień ocenił, że tak wysokie kary tworzą atmosferę państwa opresyjnego. – To prosta droga do zrujnowania biznesów i majątków polskich przedsiębiorców. Zamiast zapewniać stabilne warunki do rozwoju, rząd buduje atmosferę kontroli i obawy przed konsekwencjami, co zahamuje gospodarkę i wystraszy inwestorów. To podejście jak u naszych wschodnich sąsiadów – twierdzi prezes KIKE.
Z kolei prof. Maciej Rogalski zauważył, że te kary mają charakter kar administracyjnych. – Procedura ich nakładania tym się różni od orzekania np. grzywien na podstawie prawa karnego, że nie ma tu takich podstawowych gwarancji dla karanego podmiotu jak w przypadku procedury karnej. Chodzi o domniemanie niewinności, prawo do obrońcy z urzędu czy rozstrzyganie wątpliwości na korzyść oskarżonego – wyliczał prawnik.
– Sposób wdrożenia tej dyrektywy w Polsce wywraca cały jej sens. Między innymi dlatego, że to przedsiębiorcy będący ofiarami ataków hakerskich mają być karani za niedotrzymanie standardów ochrony cybernetycznej. To by był ponury paradoks – stwierdził Mariusz Busiło. Zauważył przy tym, że ataków typu ransomware dokonują często grupy przestępcze zorganizowane przez rządy takich krajów jak Korea Północna.
Problem z Chinami
Uczestnicy debaty zwrócili uwagę na potencjalny wpływ ustawy KSC na relacje Polski z Chinami. To stamtąd potencjalnie może pochodzić wielu „dostawców wysokiego ryzyka”, a równocześnie w dziedzinie sprzętu telekomunikacyjnego ten kraj znacznie wyprzedził Europę. Równocześnie polski rząd zabiega o otwarcie chińskiego rynku dla produktów drobiarskich.
Jak zauważa Karol Skupień, widać tu brak konsekwencji polskich władz. – Jeśli chcemy mieć najnowocześniejszy sprzęt, to wybór produktów chińskich czy tajwańskich jest w pełni uzasadniony. W sytuacji, kiedy ustawa usunie produkty chińskie z 18 branż polskiej gospodarki, to na pewno nie będzie to gest przyjaźnie odebrany – przewidywał prezes KIKE.
– Mówi się, że Chiny są zagrożeniem, a czy prawdziwym niebezpieczeństwem nie będzie sytuacja, w której nie będą chciały z nami handlować? – pytał retorycznie Skupień. I przywołał starą wojenną zasadę: nie atakujemy kraju, który nam dostarcza żywność. – Jeśli stosowanie elementów albo całych produktów z Chin zostanie w Polsce zakazane, możemy znaleźć się w trudnej sytuacji gospodarczej, np. kiedy dojdzie do zerwania łańcucha dostaw – sugerował ekspert.
Mariusz Busiło zauważył, że ustawa w proponowanym kształcie może popsuć relacje Polski także z innymi krajami. – W uznawaniu za DWR będzie dużo dowolności, a procedury są niejawne. W ten sposób można za niebezpiecznego dostawcę uznać podmiot z Finlandii, Stanów Zjednoczonych czy nawet z Polski – ostrzegał prawnik. Dodał, że niedawno na podstawie dyrektywy NIS2 w Rumunii taki status dostała… Nokia.
Optymalny scenariusz
Co można zrobić, by tych wszystkich konsekwencji uniknąć? Według Grzegorza Langa należy wyłączyć z projektu przepisy o DWR. – Takie przepisy powinny dotyczyć tylko sieci 5G i szanować zasady dobrego prawa, w tym efektywnej ochrony sądowej. Trzeba też usunąć przepisy o natychmiastowej wykonalności kar – zaproponował Lang.
Z kolei prof. Maciej Rogalski uważa, że konieczne jest sporządzenie rzetelnej oceny skutków regulacji ze wskazaniem kosztów dla przedsiębiorców. – Trzeba też notyfikować przepisy techniczne Komisji Europejskiej – dodał.
Karol Skupień postulował, by zastanowić się nad nowymi procedurami i warunkami, według których mają działać członkowie zespołów pracujących nad przepisami. – Jak widać, zespół pracujący nad tą regulacją, mimo upływu czasu i politycznych zmian, wciąż reprezentuje podobne myślenie właściwe państwu opresyjnemu. To nie do pogodzenia ze standardami demokracji – ocenił prezes KIKE.
Według Mariusza Busiły prawo dotyczące cyberbezpieczeństwa powinno być napisane w duchu współpracy, a nie walki z przedsiębiorcami. – Nie może być tak, że poszkodowany w cyberataku jest dodatkowo karany przez państwo – zwrócił uwagę prawnik.
Partner debaty: Federacja Przedsiębiorców Polskich