– Produkujemy zautomatyzowane roboty wykonujące misje autonomicznie na lądzie, w powietrzu i pod wodą. Nazwaliśmy je dronoidami. Urządzenie ma funkcjonować samodzielnie, gdzie nie jest potrzebny wyszkolony operator – tłumaczył.

Dlaczego dronoidy? – Dronami dzisiaj nazywamy zabawki jak i amerykańskie Predatory strzelające rakietami. Jak można używać tej samej nazwy do zupełnie różnych urządzeń? – pytał Huczała.

Huczała zaznaczył, że obecnie najbardziej popularne drony to latające kamery. – Ten rynek będzie się zwiększał – ocenił.

Grupa Spartaqs składa się z kilku firm, ale firma matka jest biurem konstrukcyjnym.  Zajmuje się realizowaniem projektów własnych i zleconych. – Nasze drony są przygotowane pod rynek służb niemundurowych. Ten rynek potrzebuje teraz dużo tego sprzętu. Chodzi o służby porządkowe, ochrony czy ratunkowe – tłumaczył.

Gość podkreślił, że nasze prawo jest najlepsze w Europie jeśli chodzi o drony i dostosowanie się do realiów. – Jesteśmy liderami na rynku. Czekamy na przepisy dotyczące „U-space” i to jest moment na boom. Kiedy miasta dostaną nad sobą przestrzeń do 150 metrów, wejdą w nią dronoidy i zacznie się boom na rynku – prognozował.

– Staramy się sprzedać technologię. Rozmawiamy z kilkoma partnerami, ale cały czas mam nadzieję, że zanim coś sprzedamy do Izraela czy USA, to ktoś to kupi w Polsce. Wolałbym to widzieć na naszym niebie – podkreślił gość.

– Będąc na targach Dubaju mieliśmy ogromne zainteresowanie. Mielibyśmy dzisiaj zupełnie inne realia, gdybyśmy mieli partnera z Arabii Saudyjskiej, który był zainteresowany zaangażowaniem gigantycznych środków w nasze technologie. Warunek był taki, że fabryka musi powstać w Arabii Saudyjskiej – wspominał.

– A ja chciałbym fabrykę w Polsce. Tutaj są ludzie, którzy potrzebują takiej pracy – dodał.