Bogiem miała być maszyna. Levandowski zamknął swój kościół

Anthony LevandowskiBloomberg

Anthony Levandowski, były inżynier Google, sławny na cały świat twórca pojazdów autonomicznych i aferzysta, porzucił stworzony przez siebie kościół i koncepcję Boga bazującego na sztucznej inteligencji.

Levandowski stworzył swoją religię w 2015 roku – wtedy ją zarejestrował w USA pod nazwą „Way of The Future” (Droga przyszłości). Ze złożonych dokumentów wynikało, że miał na celu „stworzenie bóstwa opartego o sztuczną inteligencję”. Nowy kult miał promować etyczny rozwój AI i maksymalizować szansę, że „niebiologiczne formy życia zintegrują się pokojowo oraz z zyskiem dla społeczeństwa”.

To Bóg stworzony za pomocą sztucznej inteligencji, miał prowadzić wyznawców i organizować im życie. Levandowski uznał, że taki byt lepiej zadba o ludzkość niż pełni agresji, ograniczeń i wad ludzie.

CZYTAJ TAKŻE: Levandowski idzie do więzienia. Bezczelnie okradł Google`a

Ku rozczarowaniu pomysłodawcy zainteresowanie akcesem do nowej religii nie było zbyt wielkie. W Dolinie Krzemowej zaczęto się zastanawiać, czy nie jest to tylko element PR-u egocentrycznego inżyniera. Media skupiły się raczej na jego działaniach biznesowych, które doprowadziły do jednej z największych afer związanych z kradzieżą własności intelektualnej.

Ten niezwykle uzdolniony inżynier Google uznał, że w swych pracach nad pojazdami autonomicznymi (w ramach projektu Waymo) wiele już u swego pracodawcy nie osiągnie i porzucił go, tworząc startup Otto, który dziwnym zbiegiem okoliczności 8 miesięcy później został kupiony za krocie przez Ubera.

Podczas sprawy sądowej, którą wytoczył Google, okazało się, że Levandowski odchodząc z firmy, pobrał na swego laptopa 14 tys. plików, które w ten sposób trafiły do Ubera, gdzie został szefem konkurencyjnego projektu.

CZYTAJ TAKŻE: Konserwatyści ostro atakują: Apple uderza w religię

Levandowski został skazany na 1,5 roku więzienia, a jeden z sędziów nazwał jego czyn „największym przestępstwem związanym z tajemnicą handlową, jakie kiedykolwiek widział”. Bohater afery nie poszedł jednak siedzieć. Został ułaskawiony na odchodnem przez Donalda Trumpa. Nadal toczy jednak walkę prawną z Uberem, twierdząc, że to ta firma powinna odpowiadać za 179 mln dol., które ma zapłacić Google’owi za poniesione szkody.

Levandowski nie stworzył żadnego miejsca kultu nowej religii ani rytuałów. Pieniądze zgromadzone na kościół w kwocie 175 tys. dol. Levandowski przeznaczył na NAACP Legal Defense and Education Fund, organizację walczącą z rasizmem. Stało się to po wydarzeniach związanych z powstaniem ruchu Black Lives Matter. – Tam te pieniądze przydadzą się najszybciej i zostaną dobrze wykorzystane – tłumaczył w wywiadzie dla portalu Techcrunch.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Niemcy nie chcą wykluczać Huawei z 5G. Brytyjski think tank: To naiwność

Rząd niemiecki zadeklarował, że wykluczenie chińskiego koncernu Huawei z budowy sieci telekomunikacyjnych 5G w ...

Polskie gry jadą do Niemiec

CD Projekt, Techland, Bloober Team, Klabater – to tylko niektóre firmy wybierające się na ...

Amazon dusił sprzedawców, teraz ma problem

Austriackie władze antymonopolowe wszczęły wobec firmy postępowanie w sprawie potencjalnego nadużywania pozycji dominującej w ...

Sponsor Donalda Trumpa chce się pozbyć prezesa Twittera

Jeden z najzamożniejszych sponsorów prezydenta Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej kupił „znaczący” pakiet akcji ...

Deepfake budzi przerażenie. Mamy tylko pół roku

Już w przeciągu pół roku pojawić się mogą pierwsze filmy deepfake’owe, których gołym okiem ...

Jan Habermann: Przez Covid-19 wyceny spółek oderwały się od realiów

W Polsce aktywność inwestycyjna VC jest wyraźnie niższa niż w USA. W 2021 r. ...