Te gwiazdy internetu zarabiają miliony, choć nie istnieją

Lil Miquela to wirtualna influencerka modowa, która na Instagramie ma ponad 3 mln obserwujących. W 2018 r. magazyn „Times” wybrał ją do grona najbardziej wpływowych postaci internetu
Instagram

Lil Miquela, 19-letnia celebrytka z Instagrama, Shudu, czarnoskóra modelka, czy Janky, gwiazda TikToka – mają już w sieci miliony obserwujących. Wpływ na odbiorców takich cyfrowych awatarów jest ogromny.

Wirtualni influencerzy, stworzone cyfrowo postaci, które mają swoje profile w mediach społecznościowych, wywierają coraz większy wpływ na realny świat. Piszą tweety, zamieszczają filmy na YouTubie, kręcą teledyski na TikToku. Oczywiście nie same, lecz stojące za nimi agencje marketingowe czy artyści traktujący takie awatary 3D jako swoisty internetowy happening. To potężna machina, która przyciąga pod każdym postem na Facebooku, czy fotką na Instagramie tysiące polubień. Internauci oszaleli na punkcie tych fikcyjnych online celebrytów, a wraz za ich lajkami poszły gigantyczne pieniądze i kontrakty reklamowe. To kompletnie nowa odsłona życia w sieci.

Lil ubiera się u Prady

Niekwestionowaną liderką wśród wirtualnych influencerów jest brazylijska postać Lu do Magalu. Ponad 14 mln followersów na Fejsie, 5 mln na Instagramie, ponad 2 mln na YouTubie i po ok. 1,5 mln na Twitterze i TikToku. Takie zasięgi w social mediach robią wrażenie. Nic dziwnego, że Lu przykuła uwagę dużych marek. Ostatnio w sieci reklamowała smartfony Samsunga. Ale nie ona jedyna. 19-latka z Los Angeles, czyli cyfrowy awatar Lil Miquela, ma 3 mln fanów na Instagramie. Kocha modę, jak można wyczytać w jej postach, zgłaszają się do niej więc najbardziej luksusowe marki odzieżowe – Dior, Prada, Calvin Klein. Podobnie jak do pierwszej wirtualnej czarnoskórej modelki Shudu, która stała się elementem kampanii francuskiego domu mody Balmain.

CZYTAJ TAKŻE: AI polskiej spółki sprawdzi influencerów

Fikcyjne postaci to maszynki do zarabiania pieniędzy i element współczesnej rozrywki: Janky, gwiazdka TikToka o zwierzęcej twarzy, tańczy w rytm przebojów, a Bermuda (prawdopodobnie najstarsza wirtualna influencerka – powstał w 2016 r.) wydała na Spotify własny cover „Under the Bridge” zespołu Red Hot Chilli Peppers.

Cyfrowe postaci w coraz większym stopniu – jak na influencera przystało – będą jednak odciskać swoje piętno na innych sferach realnego życia. Już teraz Lil Miquela nie boi się zabierać głosu w ważnych kwestiach społeczno-politycznych, poparła m.in. kampanię Black Lives Matter.

O zyskującym ostatnio fenomenie celebrytów awatarów mówi Robert Temczuk z firmy ITBoom. Jego zdaniem wykreowani celebryci to pokłosie możliwości, jakie dzisiaj daje technologia, a pandemia jeszcze bardziej zepchnęła nas ze świata offline do online.

Fikcyjne postaci to maszynki do zarabiania pieniędzy i element współczesnej rozrywki

– Pojawienie się awatarów jest czymś naturalnym. Prowadzenie pewnych działań wirtualnych przez firmy czy społeczność nie wymaga opierania strategii na jednej konkretnej osobie. Zarządzanie awatarem można powierzyć całym zespołom. Ogranicza to ryzyko związane z ludzką stroną każdego influencera. Biznesowo to bardzo ciekawy eksperyment i sądzę, że w wielu branżach może się przyjąć – tłumaczy.

CZYTAJ TAKŻE: Gwiazda NBA LeBron James króluje na Instagramie

Jego zdaniem wadą jest jednak brak namacalnego i emocjonalnego kontaktu z konkretną postacią. – Wskutek tych barier trudno oczekiwać, że na stałe będziemy czerpać wzorce z kreowanych osobowości w większym stopniu niż z prawdziwych bohaterów ludzkiej społeczności – dodaje.

Przyciąga inność

Temat wirtualnych influencerów zgłębiły Jolanta Tkaczyk i Dagmara Plata-Alf, badaczki z Akademii L. Koźmińskiego. Przekonują, że popularność takich postaci wynika z tzw. efektu nowości. – Przyciągają uwagę, gdyż nie ma ich jeszcze zbyt wielu. Z perspektywy agencji reklamowych i samych reklamodawców wykorzystanie w kampaniach wirtualnych postaci ma dużo zalet – wirtualny celebryta może pracować non stop, nie jest podatny na załamanie wizerunku, nie popełnia ludzkich błędów. Do tego zawsze ma perfekcyjny wygląd. A z perspektywy odbiorcy działają podobne mechanizmy jak w przypadku zwykłych celebrytów – początkowo jest zaciekawienie, a następnie wzbudzenie zainteresowania poprzez swoją inność – wyjaśnia nam Jolanta Tkaczyk.

CZYTAJ TAKŻE: Wirtualne idolki mają już miliony fanów

Jak zaznacza, cyfrowe postaci są dość kontrowersyjne, a ich odbiór zależy od wielu czynników, w tym kulturowych. – W Japonii, mateczniku mangi i anime, uwielbienie dla wirtualnych postaci jest praktycznie równe tym dla postaci realnych – podkreśla.

Dagmara Plata-Alf zwraca z kolei uwagę na zjawisko „doliny niesamowitości”. To termin opisujący sytuację, w której robot lub animacja, które wyglądają bądź funkcjonują podobnie jak człowiek, wywołuje u obserwatorów nieprzyjemne odczucia. – W naszych badaniach zjawisko „doliny niesamowitości” nie wystąpiło. Modelka Shudu, której postrzeganie wśród młodych ludzi badaliśmy, nie wywoływała odrazy, nawet jeśli respondenci znali jej pochodzenie, a wprost przeciwnie, większość odbiorców wskazywała, że jest to atrakcyjna postać i nadaje się na modelkę – komentuje.

Plata-Alf przekonuje, że trend wirtualnych influencerów w przyszłości będzie się rozwijał jeszcze mocniej, a studia graficzne będą prześcigały się w coraz lepiej zaprojektowanych postaciach.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Netflix się ugiął. Zapłaci podatki w Wielkiej Brytanii

Brytyjski fiskus w końcu przymusił Netfliksa do deklarowania swoich przychodów w Wielkiej Brytanii. Serwis ...

Rząd chce chronić dane w chmurze przed… USA

Resort cyfryzacji chce zapobiec niekontrolowanemu dostępowi służb USA do danych polskich użytkowników gromadzonych na ...

Serial oparty na „Władcy Pierścieni” będzie najdroższym w historii

W najbliższych miesiącach Amazon Studios rozpocznie produkcję nowego serialu w Auckland w Nowej Zelandii. ...

Zapiszesz dowolne dane w swoim DNA

Teraz już wszystko może być cyfrowym nośnikiem danych – to efekt badań przeprowadzonych przez ...

Nadzieja dla sparaliżowanych. Małpa gra za pomocą myśli

Neuralink, amerykańska firma neurotechnologiczna założona przez Elona Muska, stworzyła implant pozwalający na granie w ...

Google wraca do biur. Nadmuchiwane ściany i namioty

Technologiczny gigant zachęca pracowników, by po zakończeniu lockdownu wrócili do biur choćby na trzy ...