Wśród Polaków jazda na rowerze jest jedną z najbardziej popularnych aktywności – jeszcze w 2019 r. na dwa kółka wsiadało 70 proc. z nas. Pandemia i związane z nią obostrzenia w transporcie pogłębiły zainteresowanie jednośladami, a obecnie trend – w dobie szalejących cen paliw – jeszcze przybiera na sile. Dodatkowo nad Wisłę dotarł boom na rowery ze wspomaganiem elektrycznym (wedle najnowszego sondażu Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego czterech na dziesięciu ankietowanych rozważa zakup e-roweru w niedalekiej przyszłości). Pojazdy, które mogą m.in. wspomóc rowerzystę w podjeździe pod górę, czy zniwelują wysiłek w letni dzień, gdy zmierzamy do pracy, to już dziś prawdziwy hit, choć nie wszystkich stać na tzw. e-bike’a. Zakup takiego roweru to z reguły wydatek ok. 5 tys. zł, choć wiele modeli kosztuje nawet ponad 10 tys. zł. A to niejedyny problem – wyzwaniem jest również dostępność takich jednośladów (w niektórych przypadkach oczekiwanie na dostawę może trwać nawet kilka miesięcy).

Bariery te pokonać chce brytyjski start-up Rubbee z nowatorskim gadżetem Rubbee X, który sprawia, że każdy rower może stać się „elektrykiem”. To osobno instalowany silnik – napęd elektryczny, który pasuje do większości dostępnych na rynku ram rowerowych. Urządzenie przystosowane jest do kół o średnicy 40–73 cm, szerokości opony 2,5–6,3 cm oraz sztycy siodełka o przekroju 22–35 mm. Proces zakładania i zdejmowania urządzenia jest niezwykle prosty i szybki (zatrzaski) – nie wymaga wizyty w specjalistycznym warsztacie. Rubbee X wspomaga ruch tylnego koła (moc z silnika przenoszona jest za pomocą umieszczonego w korpusie urządzenia walca, a dzięki systemowi adaptacyjnego zawieszenia i elektronicznej kontroli antypoślizgowej możliwe jest osiągnięcie odpowiedniego działania napędu w każdych warunkach atmosferycznych).

Czytaj więcej

Można już zmienić stary rower w „elektryka”. To rewolucja na drogach

Urządzenie może być zasilane z jednej, dwóch lub trzech baterii. Gadżet jest w stanie generować prędkość maksymalną roweru na poziomie 25–32 km/h (łączna moc to 250–350 W). Aby naładować rower po konwersji, potrzeba do trzech godzin. Na jednym ładowaniu da się przejechać nawet 48 km. Ale co ważne, część zużytej energii można odzyskać podczas podróży – system rekuperacyjny pozyskuje ją w czasie hamowania.

Rubbee X użytkownik może kontrolować za pośrednictwem aplikacji (gadżet łączy się ze smartfonem via Bluetooth) – dzięki niej ustawia np. siłę hamowania odzyskowego.

Ale podobnych rozwiązań, jak to brytyjskiej firmy, na rynku pojawia się już więcej. „Podrasowanie” roweru w taki innowacyjny sposób proponuje choćby londyński Swytch. W tym wypadku patent opiera się na ważącym 3 kg zestawie zawierającym całe przednie koło z silnikiem wbudowanym w piastę (dodatkowo jest akumulator i czujnik pedału). Ciekawą propozycję ma też start-up Skarper – montuje bezprzewodowy czujnik kadencji do korb, uchwyt do tylnego trójkąta ramy, a wszystko samodzielnie, w kilka minut. Zasięg tego rozwiązania to 60 km.