Wydawca twierdzi, iż Google gorzej traktuje linki do jego internetowych publikacji niż innych mediów. Ma to być swoista kara za sprzedaż zbyt małej przestrzeni reklamowej na rynku amerykańskiego giganta – podaje BBC. Jako dowód Associated Newspapers wskazał rzekome ignorowanie jego niedawnych internetowych publikacji dotyczących brytyjskiej rodziny królewskiej w wynikach wyszukiwania.

Podobnie było w przypadku afery z dziennikarzem Piersem Morganem, który niepochlebnie wypowiadał się na temat wywiadu z księżną Sussex przeprowadzonego przez Oprah Winfrey. Według właściciela tabloidu brytyjscy internauci częściej widzieli artykuły o Morganie produkowane przez mniejsze, regionalne gazety niż Daily Mail, które „żyło” tym tematem przez wiele dni.

CZYTAJ TAKŻE: Sąd: Google kłamało w sprawie zbierania danych

Zdaniem Petera Wrighta, wydawcy Mail on Sunday zachowanie Google jest ewidentne i „antykonkurencyjne”. Zdaniem Associated Newspapers Google spycha na niższe pozycje w swojej wyszukiwarce artykuły wydawców, których strony internetowe przynoszą niższe dochody z reklam. Chodzi o wyświetlane na stronach artykułowych reklamy dostarczane przez Google Ads.

Google twierdzi, że zarzuty są nieuzasadnione. Rzeczniczka prasowa koncernu zapewniła, że wydawca „Daily Mail” działa w identycznym środowisku, jak wszystkie inne strony. A na portalu pojawiają się reklamy także od innych dostawców, takich jak Amazon, czy Verizon.

Witryna MailOnline jest jedną z najczęściej odwiedzanych witryn internetowych na świecie. Tylko w Stanach Zjednoczonych miesięcznie odwiedza ją 75 milionów unikalnych użytkowników.