Producent gry „Fortnite” złożył pozew oskarżając Apple m.in. o monopol. Sędzia Yvonne Gonzalez Rogers stwierdziła, że Epic Games nie udowodnił, iż Apple jest monopolistą. Ale wyrok jednoznacznie wskazuje, że Apple łamie kalifornijskie przepisy nakazujące firmom zapewniać konsumentom przejrzysty wybór. Chodziło o wymuszanie na twórcach aplikacji, w tym gier, by płatności dokonywane w samej apce, były realizowane jedynie za pomocą funkcji Apple. Za co koncern życzy sobie 15-30 proc. od transakcji. W rezultacie orzeczenia sędzi producent iPhone’ów nie będzie w stanie zmuszać twórców gier do dzielenia się przychodami ze sprzedaży w aplikacjach. A to z pewnością bolesny cios w jedną z biznesowych macek Apple i jego mobilnego sklepu App Store.

Wyrok ma kolosalne znaczenie dla innych tzw. Big Techów, jak Google, czy Facebook, które również oskarżane są o nadużywanie swojej pozycji dominującej. Decyzja kalifornijskiego sądu – jak na łamach serwisu Mashable zauważa Matt Stoller, dyrektor ds. badań w organizacji antymonopolowej American Economic Liberties Project – ma znaczenie. – To właściwie pierwsza poważna decyzja, w której dużej firmie technologicznej zadano cios – komentuje.

Czytaj więcej

Tim Cook, prezes Apple
Wydawca „Fortnite`a” znalazł sprytny sposób na blokadę Apple’a

Stoller uważa, że ​​orzeczenie „otwiera zamknięte dotąd drzwi” i sędziowie mogą chcieć teraz chętniej orzekać przeciwko Apple i innym technologicznym potentatom. – Jeszcze pięć lat temu takie myślenie byłyby postrzegane jako szalone – zaznacza.

Z kolei Daniel Hanley, starszy analityk w organizacji Markets Institute, zwraca uwagę na inny aspekt – trudność prowadzenia sporów sądowych w kwestiach antymonopolowych z prywatnego powództwa. W rozmowie z Mashable podkreśla, że konflikt Epic-Apple może być wyraźnym przykładem, iż wciąż brakuje skutecznych narzędzi w ograniczaniu postępowania takich monopolistów, jak gigant z Cupertino.