Wersja V3 to technologiczny skok w stosunku do dotychczas testowanych prototypów (generacji V1 i V2). Pierwsze loty testowe kończyły się widowiskowymi katastrofami jeszcze w trakcie wznoszenia lub podczas prób lądowania. Z czasem SpaceX opanowało jednak separację stopni rakiety oraz kontrolowany powrót boostera pierwszego stopnia (Super Heavy) na platformę, gdzie jest on chwytany przez potężne, mechaniczne ramiona wieży startowej, zwane przez inżynierów „Mechazillą”.

Reklama
Reklama

Standardowy zestaw startowy poprzednich generacji mierzył 121 metrów wysokości. Nowy Starship V3, przygotowany do misji Flight 12, pobił ten rekord – sam górny stopień (Ship) został wydłużony, dzięki czemu cała konstrukcja na stanowisku startowym osiąga obecnie około 124 metry. Co ważne, nie jest to ostateczne słowo konstruktorów. W toku seryjnej produkcji docelowy wariant V3 ma zostać wydłużony do blisko 140–150 metrów.

Po co właścicielowi Tesli i SpaceX aż taki gigant? Odpowiedź tkwi w fizyce i ekonomii transportu orbitalnego. Wydłużenie kadłuba pozwala na zatankowanie setek ton dodatkowego paliwa – ciekłego metanu i tlenu. Zmiana ta idzie w parze z debiutem nowej generacji silników Raptor 3. SpaceX całkowicie je przeprojektowało, usuwając zewnętrzne rury i odsłonięte okablowanie, co zredukowało wagę i zwiększyło niezawodność. Dzięki podniesieniu ciągu każdego Raptora z 230 do nawet 280 ton, Starship V3 będzie w stanie wynieść na niską orbitę okołoziemską (LEO) nawet 150–200 ton ładunku w trybie pełnego odzysku rakiety – to blisko dwukrotnie więcej niż dotychczasowy wariant. Bez tak dużego obniżenia kosztów kosmicznego frachtu, wizja kolonizacji Marsa i budowy samowystarczalnego miasta na Czerwonej Planecie pozostałaby jedynie w sferze niespełnionych obietnic.

Satelity-inspektorzy i białe płytki

Podczas nadchodzącej misji, statek po raz pierwszy wykona w kosmosie unikalny manewr: szczegółowo sfotografuje własny kadłub z orbity. Do tej pory inżynierowie dowiadywali się o uszkodzeniach poszycia dopiero po fakcie – analizując to, co przetrwało podczas powtórnego wejścia w atmosferę, kiedy tarcie rozgrzewa osłonę termiczną rakiety do 1400–1430 stopni Celsjusza, a otaczająca statek plazma osiąga nawet 1650 stopni. Zdjęcia wykonane przez specjalne satelity jeszcze w przestrzeni kosmicznej pozwolą precyzyjnie ocenić stan osłony, zanim pojazd wejdzie w ziemską atmosferę.

Kadłub statku pokrywa około 40 tysięcy pojedynczych, sześciokątnych płytek ze spieku krzemionkowego

Plan suborbitalnego lotu Flight 12 zakłada, że po osiągnięciu odpowiedniej wysokości górny stopień rakiety wypuści 22 atrapy satelitów Starlink, ale, co kluczowe, dwa specjalne, miniaturowe satelity inspekcyjne. Ich jedynym zadaniem będzie oddalenie się od Starshipa, wykonanie precyzyjnych zdjęć osłony termicznej i przesłanie obrazu w czasie rzeczywistym do centrum kontroli lotów w Teksasie.

Czytaj więcej

Takiego wynagrodzenia jeszcze nie było. Warunek? Milion ludzi na Marsie

Ochrona termiczna to obecnie największa pięta achillesowa całego projektu. Kadłub statku pokrywa około 40 tysięcy pojedynczych, sześciokątnych płytek ze spieku krzemionkowego. Podczas wcześniejszych misji płytki te nagminnie odpadały pod wpływem potężnych drgań i naprężeń konstrukcji. W wersji V3 inżynierowie całkowicie zmienili geometrię oraz system ich mocowania. Aby ułatwić satelitom-inspektorom zadanie, część płytek celowo pomalowano na biało, co stworzy kontrastowy wzór i pozwoli natychmiast dostrzec ewentualne ubytki. – Największym problemem Starshipa pozostaje możliwość wielokrotnego używania osłony termicznej. Nikt wcześniej nie stworzył orbitalnej osłony termicznej, którą można wykorzystywać wielokrotnie bez czasochłonnych i drogich napraw między misjami – przyznał Elon Musk.

Zgodnie z planem, tym razem booster Super Heavy nie wróci na platformę w ramiona Mechazilli – po około siedmiu minutach od startu ma wodować w Zatoce Meksykańskiej. Sam statek, po zakończeniu testów fotograficznych i przetrwaniu wejścia w atmosferę, ma zakończyć swój 65-minutowy lot uderzeniem w taflę Oceanu Indyjskiego.

Bilionowy debiut na Wall Street

Program Starship stał się fundamentem imperium biznesowego Elona Muska. Powodzenie misji Flight 12 ma przełożenie na rynkową wartość jego spółki SpaceX. Jak ujawnił Reuters, Elon Musk drastycznie przyspieszył przygotowania do największego i najbardziej wyczekiwanego debiutu giełdowego w historii świata. Oficjalny prospekt emisyjny ma zostać upubliczniony lada dzień, a debiut na giełdzie Nasdaq zaplanowano już na 12 czerwca. SpaceX celuje w pozyskanie około 75 mld dol. kapitału przy łącznej wycenie całej spółki sięgającej kosmicznych 1,75 bln dol.

Na początku 2026 roku SpaceX przejął inną firmę Muska – start-up sztucznej inteligencji xAI, łącząc w jednym organizmie dominację w wynoszeniu rakiet, globalną sieć satelitarną Starlink oraz plany potężnej infrastruktury superkomputerów i orbitalnych centrów danych napędzających model Grok.

Czytaj więcej

Największy debiut giełdowy świata? SpaceX Muska podał zaskakujące szczegóły

Choć dla wielu wycena na poziomie 1,75 bln dol. brzmi abstrakcyjnie w zestawieniu z rocznymi przychodami spółki, eksperci z sektora kosmicznego bronią tej wyceny. – To nie jest zakład o dzisiejszy biznes. To jest zakład o kontrolę nad infrastrukturą orbitalną przez najbliższe 50 lat – o tory do przestrzeni kosmicznej, globalne pasmo szerokopasmowe, telekomunikację i kosmiczne centra danych – tłumaczył w niedawnym wywiadzie dla CNBC Chad Anderson, założyciel i dyrektor generalny funduszu Space Capital, który inwestował w SpaceX aż 14-krotnie.

Aby utrzymać ten bilionowy status, ekosystem Muska potrzebuje sprawnego Starshipa V3. Obecna flota mniejszych rakiet Falcon 9 jest za mała i zbyt droga, by masowo wynosić na orbitę ciężki sprzęt. Analitycy uważają, że tylko w pełni odzyskiwalny Starship zapewni spółce oczekiwaną rentowność, a każdy problem związany z Flight 12 może mocno zaważyć na nastrojach inwestorów tuż przed zaplanowanym na przełom maja i czerwca roadshow.

Wyścig z Bezosem i księżycowe plany NASA

Dla Muska udany test nowej osłony i silników Raptor 3 podczas zbliżającej się misji to także kluczowy argument w kosmicznym wyścigu z Jeffem Bezosem. Należące do twórcy Amazona Blue Origin szybko rozwija swoją ciężką rakietę New Glenn. Obaj miliarderzy walczą o warte miliardy dolarów kontrakty od NASA i Pentagonu. Każde potknięcie Starshipa to woda na młyn dla Bezosa, który chce udowodnić rządowi USA, że jego technologia jest stabilniejsza i bezpieczniejsza.

Czytaj więcej

Starship kontra New Glenn. Najbogatsi ludzie na Ziemi podbijają kosmos

Presja czasu jest ogromna. To właśnie Starship w specjalnej wersji lądownika HLS (Human Landing System) ma w 2028 roku dostarczyć amerykańskich astronautów na powierzchnię Srebrnego Globu w ramach znacznie opóźnionej już misji Artemis IV. NASA chce zdążyć przed mającymi podobne plany Chińczykami.

Po zakończeniu misji Flight 12, SpaceX planuje natychmiast przejść do kolejnej fazy: testów orbitalnego tankowania w kosmosie. Aby Starship mógł w ogóle opuścić orbitę okołoziemską i polecieć w stronę Księżyca, przed ostatecznym odpaleniem silników będzie musiał spotkać się na orbicie z kosmicznymi „tankowcami” SpaceX, które uzupełnią jego puste zbiorniki. Udany wtorkowy test i potwierdzenie, że wersja V3 jest skutecznie chroniona przed spaleniem podczas powrotu, otworzy drogę do masowej produkcji i może na zawsze zmienić reguły gry w sektorze kosmicznym.