Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Netflix rozważa wprowadzenie własnych kanałów na żywo?
  • Na czym polega „kryzys drugiego sezonu” i jak wpływa on na rentowność hitów platformy?
  • Jaką rolę w nowej strategii firmy ma odegrać tzw. bundlowanie?

Netflix bada grunt pod fundamentalną zmianę swojego dotychczasowego modelu biznesowego. Jak donosi „The Wall Street Journal”, powołując się na zakulisowe rozmowy czołowych menedżerów koncernu, rozważane scenariusze zakładają uruchomienie kanałów „na żywo” – formatu bezpośrednio nawiązującego do tradycyjnej telewizji kablowej. Oznacza to, że użytkownicy, zamiast samodzielnego wybierania konkretnego tytułu z biblioteki, mogliby włączyć zaplanowany strumień wideo o określonej godzinie.

„Kryzys drugiego sezonu”

Takie posunięcie byłoby ostatecznym pożegnaniem z wieloletnią tożsamością firmy, która opierała się wyłącznie na formule wideo na żądanie. Przez ponad dekadę kalifornijski gigant przekonywał, że linearna ramówka to przeżytek, a przyszłość należy do absolutnej wolności wyboru momentu seansu. Rzeczywistość rynkowa zweryfikowała jednak te założenia. Krajobraz cyfrowej rozrywki stał się skrajnie rozdrobniony, a koszty pozyskania i utrzymania subskrybentów stale rosną. Powrót do telewizyjnego formatu „tu i teraz” ma być receptą na znużenie użytkowników ciągłym przeszukiwaniem katalogów. Ci mają również dość opłacania wielu oddzielnych platform. Stąd Netflix otwiera się na strategiczne partnerstwa. Chodzi o tzw. bundlowanie, czyli łączenie w ramach własnego interfejsu subskrypcji innych, zewnętrznych dostawców usług rozrywkowych. To rozwiązanie znane choćby z Amazon Prime, który daje dostęp do takich platform, jak m.in. SkyShowtime i Apple TV.

Głównym motorem napędowym tych rewolucyjnych rozważań są pogarszające się wskaźniki oglądalności flagowych produkcji własnych. Choć premiery zupełnie nowych tytułów wciąż przyciągają miliony widzów, to utrzymanie ich uwagi przy kolejnych odsłonach serii staje się dla Netfliksa ogromnym wyzwaniem. Z analizy opublikowanej przez agencję Bloomberg wynika, że platforma zmaga się z głębokim tąpnięciem oglądalności kontynuacji swoich hitów. Drugie sezony flagowych seriali notują drastyczne spadki zaangażowania – w ciągu pierwszych czterech tygodni od debiutu przyciągają od 30 do nawet 70 proc. mniej widzów niż sezony premierowe. To zjawisko, określane jako „kryzys drugiego sezonu”, dotknęło nawet tak głośne produkcje jak „Beef”, „The Night Agent” i „Avatar: Legenda Aanga”.

Czytaj więcej

Netflix rusza z reklamami w Polsce. Wiadomo, kiedy pojawi się nowy abonament

Co zrobi Netflix?

Tego rodzaju tąpnięcia generują potężną presję ze strony inwestorów. W ciągu ostatniego roku kurs akcji spółki spadł o blisko 40 proc. Na negatywny sentyment rynkowy wpływ miały nie tylko wyhamowująca dynamika wzrostu bazy subskrybentów, ale również niepowodzenie w głośnej próbie przejęcia aktywów medialnych studia Warner Bros. Discovery.

Analitycy wskazują, iż problemy z zaangażowaniem użytkowników potęgują presję finansową, która narasta odkąd firma podniosła ceny na początku tego roku – abonament standardowy wzrósł w USA do poziomu 19,99 dol. miesięcznie. Zwrot w stronę transmisji live to rozwinięcie dotychczasowych działań. Od marca 2023 r. Netflix wyemitował ponad 200 wydarzeń na żywo, w tym cotygodniowe transmisje WWE w ramach 10-letniej umowy wartej ponad 5 mld dol. Dyrektor generalny Ted Sarandos oświadczył jednak, że platforma nie planuje licytować się o prawa do całych sezonów sportowych, w tym NFL.

Konsolidacja usług ma być jednak dla firmy istotnym ruchem. Rywale już postawili na pakietowanie: w 2024 r. Disney oraz Warner Bros. Discovery wprowadziły wspólny pakiet streamingowy, a operatorzy komórkowi, jak T-Mobile, od lat oferują subskrypcje Netfliksa w planach taryfowych. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, oficjalnie Netflix nie odniósł się do rewelacji mediów.