Ten zakaz przeszedł niemal bez echa. Tymczasem może okazać się jednym z najważniejszych ruchów Waszyngtonu w technologicznej rywalizacji z Chinami od czasu restrykcji wobec Huawei i ograniczeń eksportu chipów AI. Tym razem na celowniku znalazły się roboty humanoidalne – technologia, która w najbliższej dekadzie może zrewolucjonizować przemysł, logistykę i sektor obronny. W przeciwieństwie do klasycznych robotów przemysłowych humanoidy potrafią wykonywać znacznie bardziej złożone zadania i pracować w środowisku zaprojektowanym dla ludzi.

Od Pentagonu do całego rynku

Federalna Komisja Łączności (FCC) wykonała ruch, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się mało prawdopodobny. Ze skutkiem natychmiastowym zakazała wprowadzania na amerykański rynek nowych chińskich robotów humanoidalnych oraz czworonożnych, a także nowych chińskich inwerterów mocy wykorzystywanych m.in. w centrach danych AI i infrastrukturze energetycznej.

Czytaj więcej

USA otwierają nowy front wojny z Chinami. Tym razem celem są humanoidy i centra danych AI

– FCC będzie nadal robić wszystko, aby zabezpieczyć amerykańskie krytyczne łańcuchy dostaw – zapowiedział przewodniczący Komisji Brendan Carr. Jak podkreślił, urządzenia te mogą tworzyć nowe słabe punkty w amerykańskiej infrastrukturze krytycznej oraz zagrażać bezpieczeństwu gospodarczemu i narodowemu USA.

W rzeczywistości decyzja FCC była drugim etapem znacznie szerszej ofensywy. Kilka dni wcześniej Izba Reprezentantów USA uchwaliła doroczną ustawę o polityce obronnej (NDAA), zakazując Departamentowi Obrony zakupu, leasingu i wykorzystywania robotów humanoidalnych produkowanych przez firmy powiązane z Chinami, Rosją, Iranem oraz innymi państwami uznawanymi za zagranicznych przeciwników. Najpierw zakaz objął Pentagon, teraz praktycznie cały rynek amerykański.

Analitycy zwracają uwagę, że Waszyngton zastosował wobec humanoidów niemal identyczny scenariusz jak wcześniej wobec Huawei i DJI. Najpierw ograniczenia objęły sektor wojskowy i administrację federalną, a chwilę później zostały rozszerzone na rynek komercyjny. Różnica polega na tym, że tym razem Amerykanie nie uderzają już tylko w pojedyncze firmy, lecz próbują zablokować całą kategorię technologii, którą uznają za strategiczną.

Dlaczego USA boją się humanoidów

Skąd takie restrykcje wobec robotów humanoidalnych, które dopiero przecież wchodzą na światowy rynek? Maszyny te różnią się od klasycznych urządzeń przemysłowych – są wyposażone w zaawansowany zestaw czujników (LiDAR-y, kamery HD, czujniki głębi, mikrofony) oraz moduły AI do mapowania otoczenia w czasie rzeczywistym. W przypadku użycia takiego sprzętu w bazach wojskowych lub magazynach obronnych istnieje ryzyko przesyłania danych geoprzestrzennych i planów obiektów na zagraniczne serwery. Podobnie – według administracji USA – mogłyby stanowić zagrożenie również w innych obszarach, od infrastruktury krytycznej po gospodarkę i życie codzienne obywateli.

Czytaj więcej

Gigant aut elektrycznych stawia na humanoidy. Roboty mają trafić do domów

Decyzje administracji USA odzwierciedlają rosnący niepokój wobec tempa, w jakim Chiny zdobywają dominację w sektorze nowoczesnej robotyki. Podczas gdy amerykańskie firmy wygrywają w obszarze zaawansowanego oprogramowania (LLM i modele AI), Chiny zdecydowanie prowadzą pod względem skali produkcji robotów. Według danych agencji Counterpoint Research, chińscy producenci odpowiadali za około 80 proc. globalnych dostaw robotów humanoidalnych w 2023 r. O ile dwaj najwięksi chińscy producenci Unitree Robotics i AgiBot dostarczyli w ubiegłym roku po ponad 5 tys. urządzeń, amerykańscy – Tesla, Figure AI i Agility – łącznie ledwie 450. Oznacza to, że chińscy producenci dostarczyli ponad dwudziestokrotnie więcej humanoidów niż ich najwięksi amerykańscy konkurenci. Jeszcze kilka lat temu taka przewaga wydawała się trudna do wyobrażenia. Nawet pionier robotyki humanoidalnej Boston Dynamics, przejęty w 2021 r. przez koncern Hyundai, zaprezentował dopiero niedawno pierwszą komercyjną wersję humanoida Atlas, którego nowy właściciel testuje we własnych fabrykach aut.

Czytaj więcej

Bunt przeciwko armii Atlasów. Pierwszy taki strajk w historii motoryzacji

Co prawda, coraz więcej zachodnich koncernów traktuje już humanoidy jako realne narzędzie produkcji, ale to dopiero początki wdrożeń. Figure AI wprowadza humanoidy w zakładach BMW, Apptronik współpracuje z Mercedes-Benz, a Tesla zapowiada wykorzystanie Optimusa na swoich liniach montażowych.

Chiny mają przewagę

Przewaga Chin nie wynika wyłącznie ze wsparcia rządowego, ale z pionowej integracji łańcucha dostaw. Chińscy producenci mają na miejscu natychmiastowy dostęp do tanich siłowników, przekładni falowych, baterii o wysokiej gęstości oraz pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do tzw. silników bezszczotkowych, które zapewniają wysoki moment obrotowy przy niskiej masie. To pozwala im produkować roboty za ułamek ceny ich amerykańskich odpowiedników (często poniżej 16–20 tys. dol. za jednostkę, podczas gdy zachodnie firmy oferują je za 50–100 tys. dol.). Chińscy producenci stawiają na szybkie zwiększanie skali sprzedaży, nawet kosztem niedopracowanego jeszcze oprogramowania. Pozwala im to szybciej zbierać dane z wdrożeń i udoskonalać kolejne generacje robotów.

Mechanizm przypomina wcześniejszą ekspansję chińskich paneli fotowoltaicznych, akumulatorów litowo-jonowych czy samochodów elektrycznych – najpierw szybkie zwiększenie skali produkcji i obniżenie cen, a następnie zdobywanie kolejnych rynków eksportowych.

Pekin zareagował natychmiast, zapowiadając odpowiedź na nowe restrykcje. „Chiński rząd podejmie wszelkie niezbędne środki w odpowiedzi na działania, które wyrządzają materialną szkodę jego interesom” – podała ambasada Chin w Waszyngtonie.

Ale w każdej chwili może pójść dalej i wykorzystać fakt, że kontroluje ponad 70 proc. światowego przetwórstwa metali ziem rzadkich. Wstrzymanie lub drastyczne ograniczenie eksportu neodymu, dysprozu, galu czy germanu – surowców niezbędnych do produkcji elektrycznych silników, precyzyjnych siłowników i czujników – uderzyłoby bezpośrednio w zachodnich konkurentów, podnosząc ich koszty i wydłużając czas produkcji.

To właśnie uzależnienie Zachodu od chińskich metali ziem rzadkich stało się dla Waszyngtonu jednym z argumentów, by nie dopuścić do podobnej dominacji Pekinu również w robotyce.

Europa pozostaje z tyłu

A co z Europą? Praktycznie nie liczy się dziś jako producent humanoidów. Pozbawiona własnych łańcuchów dostaw i uwikłana w regulacje AI Act coraz bardziej sprowadza się do roli dostawcy oprogramowania dla amerykańskich i chińskich platform. Dobrze pokazuje to przykład polskiego zespołu Brave Mind Fighters, który rozwija własne oprogramowanie AI dla humanoida wykorzystywanego w międzynarodowym turnieju URKL w Chinach. Autorskie oprogramowanie i model AI działają na chińskiej platformie sprzętowej T800. To symbol sytuacji, w której znalazła się dziś Europa — potrafi projektować „mózgi", ale wciąż korzysta z azjatyckich „ciał".

Gra o gospodarkę przyszłości

Zaostrzający się konflikt nie dotyczy jedynie wąskiej niszy technologicznej – stawką jest całkowite przewartościowanie globalnego rynku pracy i przemysłu wyceniane na setki miliardów dolarów. W miarę jak świat zmaga się z kryzysem demograficznym, niedoborem pracowników fizycznych oraz starzeniem się społeczeństw, roboty humanoidalne przestają być ciekawostką naukową, a stają się nową podstawą gospodarki. Goldman Sachs szacuje, że globalny rynek takich naśladujących człowieka robotów osiągnie wartość 38 mld dol. do 2035 r., przy rocznym wolumenie dostaw przekraczającym 1,4 mln sztuk.

Nieprzypadkowo Jensen Huang, szef Nvidii, od miesięcy przekonuje, że kolejnym etapem rozwoju sztucznej inteligencji będzie tzw. Physical AI. – Sztuczna inteligencja potrzebuje ciała – powtarza podczas konferencji branżowych.

Czytaj więcej

Blisko przełomu w robotyce. Humanoidy rozpoczynają ekspansję

Zastąpienie zaledwie kilkunastu procent globalnej pracy fizycznej w magazynach, fabrykach samochodowych, logistyce i opiece zdrowotnej oznacza stworzenie całkowicie nowej gałęzi przemysłu o skali większej niż dzisiejszy rynek smartfonów i pojazdów elektrycznych razem wziętych.

Ten, kto zmonopolizuje produkcję takich maszyn na masową skalę, zyska nie tylko bezpośrednie przychody ze sprzedaży sprzętu i subskrypcji oprogramowania AI, ale przejmie kontrolę nad działaniem globalnego przemysłu.

Pekin szykuje kontratak

Przygotowując się do zaostrzenia się wojny technologicznej, chiński rząd już od dawna zwiększa państwowe subwencje i nakazuje rodzimym gigantom agresywne opanowywanie rynków niezwiązanych bezpośrednio z USA. Chińskie roboty masowo trafiają do fabryk i magazynów w Bliskim Wschodzie, Południowo-Wschodniej Azji, Ameryce Łacińskiej oraz w Europie, budując tam dominującą pozycję, zanim zachodnie firmy zdążą zwiększyć produkcję. Towarzyszy temu bezprecedensowa kampania promująca robotykę – od sportowych zawodów humanoidów po pokazy technologiczne. Według władz w Pekinie do końca dekady takie roboty mają stać się jednym z filarów modernizacji chińskiego przemysłu, podobnie jak wcześniej roboty przemysłowe i samochody elektryczne.

Handlowo-technologiczny konflikt USA i Chin wchodzi właśnie w kolejny etap. Coraz mniej liczy się to, kto stworzy najmądrzejszy model AI. O przewadze gospodarczej zdecyduje to, kto zbuduje miliony robotów zdolnych tę sztuczną inteligencję zamienić w fizyczną pracę. Jeżeli pierwsze dwie dekady XXI wieku należały do smartfonów, a ostatnie lata do modeli AI, kolejna dekada może należeć do humanoidów. Nic więc dziwnego, że Waszyngton chce zbudować zaporę, zanim chińscy producenci zdobędą dominującą pozycję również na tym rynku.