Analiza dużych zbiorów danych może wspierać służby, jeśli potrafią właściwie interpretować zawarte w nich informacje. W Ameryce Północnej jedna z większych jednostek policji, wykorzystując platformę DataWalk, mogła zidentyfikować sprawcę groźnego przestępstwa w ciągu kilku minut. Przy normalnej pracy inwestygacyjnej mogłoby to zająć całe miesiące – mówi Paweł Wieczyński, prezes zarządu DataWalk. - Wystarczyły tożsamość ofiary i łuska. Nasze oprogramowanie pomagało też ścigać zbrodniarzy wojennych i może pomagać w typowaniu sabotażystów – zauważa.

W dobie wzrostu napięć międzynarodowych, sabotaży i radykalizacji coraz większą rolę odgrywają sprawne służby. Jak technologia rozwijana przez DataWalk może pomóc w zwiększaniu bezpieczeństwa?

W tej układance pełnimy rolę Q, który dostarcza Jamesowi Bondowi narzędzia pomagające mu wychodzić z tarapatów. Czyli dostarczamy rozwiązanie, które łączy i analizuje informacje, jakimi dysponuje nasz klient zgodnie z prawem i w granicach przysługujących mu uprawnień. Mówimy zarówno o otwartych źródłach, jak i np. rejestrach policyjnych. Jednak to ostatecznie właśnie James Bond, czyli sam funkcjonariusz, jest odpowiedzialny za realizację określonych zadań.

Po przekazaniu klientowi naszego oprogramowania nie mamy wpływu na to, jakie dane wykorzystuje i jakie działania prowadzi, ani wiedzy na ten temat. Choć utrudnia nam to ulepszanie naszego narzędzia, to uważam to za słuszne podejście. Nie chciałbym żyć w kraju, w którym prywatna firma ma dostęp do wrażliwych danych służb czy wojska.

Czym jest DataWalk?

Jak ta analityka wygląda pod maską? Czym DataWalk różni się od innych, klasycznych rozwiązań dostępnych na rynku?

To technologia, która łączy dane w cyfrowy obraz rzeczywistości – pokazując nie tylko ludzi, firmy czy zdarzenia, ale także powiązania między nimi. Klasyczne systemy, które dominują na świecie, jeśli chodzi o analitykę, to systemy relacyjne. One budują świat oparty na tabelkach i danych statystycznych. Tu masz samochody, tu masz osoby. Rekordy z różnych tabel są łączone za pomocą kluczy. Jeśli te nie pasują, takie połączenie staje się niemożliwe.

Pawel Wieczynski – prezes zarządu DataWalk

Pawel Wieczynski – prezes zarządu DataWalk

Foto: DataWalk

Problem w tym, że to nie jest faktyczny obraz rzeczywistości. Ona wygląda tak, że ja mam samochód, który należy do firmy leasingowej i w związku z tym jestem powiązany z tą firmą. Przy złączeniu dwóch tabelek to nie byłoby widoczne. Graf wiedzy (ang. knowledge graph) wykorzystuje teorię grafów, która łączy to w całość i pozwala następnie przeszukać i określić relacje pomiędzy tymi wszystkimi połączeniami.

Mógłby pan wyjaśnić, jak to działa na konkretnym przykładzie?

Oczywiście. Wyobraźmy sobie pana Piotra, który prowadzi swój profil na LinkedIn. Technologia relacyjna powie, że zarabia powyżej średniej w swojej grupie zawodowej, a jak na człowieka spoza dużego miasta jest bardzo dobrze wykształcony. Technologia grafowa pozwala z kolei zauważyć, że pan Piotr ma podejrzanie dużo znajomych, którzy funkcjonują w świecie zorganizowanej przestępczości, a jako jedyny w swojej miejscowości jest powiązany, bezpośrednio lub przez jedną osobę pośredniczącą, z trzema gangsterami poszukiwanymi przez Interpol. I w związku z tym ten pan może być podejrzany, choć w technologiach relacyjnych tego nie widać.

W Polsce istnieje przeświadczenie o wyższości technologicznej USA nad Europą, szczególnie w domenie IT. Ale to DataWalk współpracuje z Departamentem Sprawiedliwości USA.

Departament Sprawiedliwości USA wybrał nasz produkt do zastosowań związanych ze śledztwami dotyczącymi prania pieniędzy. To pokazuje, że można z sukcesami rywalizować z największymi graczami na najbardziej konkurencyjnym rynku. Już teraz zaczynamy monetyzować owoce swojej pracy i to właśnie w USA mamy najwięcej klientów. Aktualnie gdy wracamy do Europy, jesteśmy postrzegani już inaczej. Gdy potencjalni klienci z Europy Zachodniej pytają nas o referencje, informacja o współpracy z Departamentem Sprawiedliwości USA lub innymi amerykańskimi instytucjami od razu zmienia przebieg rozmowy. Jeśli wybrali nas Amerykanie, którzy mają znanych, rodzimych dostawców, to mamy coś wyjątkowego i musi to coś znaczyć.

Skuteczność takich platform weryfikuje życie. Mają państwo na koncie realne sukcesy w przyspieszaniu pracy śledczych?

Informacje zwrotne dotyczą szeregu spraw, którymi zajmują się nasi klienci. Mamy konkretne przykłady tego, jak nasze oprogramowanie pomogło skrócić czas pracy służb. Policja z Ameryki Północnej przekazała nam jakiś czas temu, że dzięki DataWalk udało się przeprowadzić identyfikację sprawcy przestępstwa w ciągu kilku minut. Mówimy o czymś, co normalnie mogłoby zająć całe miesiące. Jak to w ogóle możliwe? Służby zostały wezwane na miejsce zabójstwa. Specjaliści zabezpieczyli łuskę. Policja miała więc dwie informacje – tożsamość ofiary oraz ten pojedynczy przedmiot.

Nasze oprogramowanie połączyło ze sobą dane z wielu źródeł – między innymi z mediów społecznościowych oraz policyjnych baz danych. Funkcjonariusz poprosił o sprawdzenie lokalnych zorganizowanych grup przestępczych oraz przeszukanie wszystkich potencjalnych powiązań między ofiarą a informacjami uzyskanymi z analizy zabezpieczonej łuski. Okazało się, że kula została wystrzelona z broni zarejestrowanej na kobietę, która – jak wynikało z informacji zamieszczanych przez nią w mediach społecznościowych – miała bliskie relacje z panem należącym do okolicznego gangu. Gang ten pozostawał w konflikcie z inną grupą przestępczą, do której należała ofiara. Normalnie śledztwo zajęłoby policji rok. Nasza technologia pozwoliła znacznie skrócić ten proces.

Ten poziom analizy budzi naturalne obawy o naszą prywatność. Czy zmierzamy w stronę świata rodem z „Raportu mniejszości", w którym algorytmy będą z automatu typować nas do aresztowania?

Ja bym nie chciał żyć w świecie rodem z „Raportu mniejszości” i dlatego stoimy na stanowisku, że oprogramowanie jest jedynie narzędziem. Nie może ono zastąpić człowieka. DataWalk działa zgodnie z podejściem human-in-the-loop. Oznacza ono, że nasze rozwiązania mają jedynie pomóc człowiekowi w podjęciu decyzji. Nie mogą samodzielnie podejmować decyzji. Zawsze daną czynność musi zatwierdzać człowiek.

Policjant nie dostaje informacji, że winna jest pani Y czy pan X. Program szuka anomalii, wskazuje wszystkie podejrzane połączenia oraz szacuje prawdopodobieństwo, że dana osoba powinna być sprawdzona. Policjant może przeanalizować wszystkie połączenia i tropy oraz zobaczyć, dlaczego oprogramowanie zasugerowało akurat tę osobę.

Klientami są często instytucje finansowe, w których głównym celem jest poszukiwanie oszustów. W tej branży odsetek trafnych alertów na poziomie 20–30 proc. uznaje się za dobry rezultat. Tak – tylko 2-3 na 10 zgłoszeń. System wykrywania podejrzanych transakcji, oszustw lub prania pieniędzy wspomaga pracę analityków, ale generuje dużo nieuzasadnionych powiadomień. To ludzie muszą sprawdzać, które sygnały faktycznie są zasadne.

Nasza platforma daje możliwość skonfigurowania algorytmów przez klienta. Dzięki temu jeden ze współpracujących z nami banków w ciągu zaledwie trzech miesięcy zwiększył odsetek trafnych alertów z około 30 do 93 proc. Oczywiście taki wynik nie jest dany raz na zawsze. To pewna forma zabawy w kotka i myszkę. Analitycy opracowują nowe metody wykrywania przestępstw, a przestępcy nowe sposoby na oszustwa.

Technologia może pomóc w walce z sabotażystami i radykałami

Pół roku temu CBA ostrzegało o rosnącej fali radykalizacji wśród młodych oraz problemie jednorazowych sabotażystów. Służby wiedziały, że coś się dzieje. Czy rozwiązania takie jak DataWalk mogą pomóc w walce z radykałami i sabotażystami? Jak wygląda identyfikacja takich osób?

Nie mamy dostępu do tego, co robią nasi klienci, więc nie posiadam precyzyjnych informacji o metodach operacyjnych. Nie jest jednak tajemnicą, że aktualnie jest wiele sposobów na monitorowanie podejrzanych zachowań. Służby kontrolują m.in. sprzedaż substancji i produktów, które mogą być użyte do wykonania w warunkach domowych ładunków wybuchowych. Można także analizować popularne media społecznościowe, komunikatory, fora internetowe czy przelewy z podejrzanych kierunków.

Jeśli widzimy np., że ktoś kupił ostatnio prekursor do ładunku wybuchowego i chwalił się na forach internetowych radykalnymi poglądami oraz otrzymał przelew w kryptowalucie z Rosji, to szansa na to, że to jedynie nieszczęśliwy zbieg okoliczności, jest bardzo niska. Służby mają zidentyfikowane, które konta są powiązane z GRU lub KGB.

Nawet jeśli nie uda się wykryć sabotażysty lub zamachowca na czas, to dzięki analizie wstecznej można odkryć, na jakie aktywności należy zwracać uwagę, dzięki czemu łatwiej złapiemy kolejnych podejrzanych. Im więcej wiemy o modus operandi, tym łatwiej można zapobiegać zamachom. Sabotażysta musi zostać zwerbowany, otrzymać instrukcje i środki finansowe. Obserwując ten proces, możemy identyfikować kluczowe sygnały. Na przykład najpierw podejrzany zostaje zrekrutowany przez Telegram. Później przeprowadza rozmowę, dostaje proste zadanie sprawdzające jego wiarygodność – choćby zrobienie i wysłanie zdjęć bazy wojskowej lub infrastruktury krytycznej. Po sprawdzeniu lojalności otrzymuje przelew na zakup potrzebnych materiałów i idzie podłożyć ładunek. Takie osoby mogą zostawić wiele cyfrowych śladów. Nasze oprogramowanie pomaga także ścigać zbrodniarzy wojennych.

Zbrodniarzy wojennych?

Pod auspicjami jednej z organizacji międzynarodowych prowadzone było śledztwo w celu identyfikacji zbrodni wojennych popełnionych w Ukrainie. Krótko po wybuchu wojny postanowiliśmy sprawdzić, jak nasza technologia poradzi sobie z takim zadaniem. Nie było to śledztwo, lecz test możliwości platformy na danych telemetrycznych. Wyniki okazały się zaskakująco konkretne, udało nam się wykryć członków Grupy Wagnera, którzy dzień przed wybuchem wojny w Ukrainie przylecieli z Libii do Kijowa. Bardzo nietypowy kierunek i czas podróży, prawda?

W szczególności, gdy dane sugerują, że w Afryce przebywali w bazie wojskowej na pustyni. Planowali zamach na prezydenta Ukrainy. Widzieliśmy, gdzie spotykali się w nocy. Udało się także zidentyfikować konkretne osoby, które dokonały zbrodni wojennych na okupowanych terytoriach.

To, co kiedyś wymagało wielkiej tablicy korkowej i sznurków, które pozwalały łączyć ze sobą różne zdjęcia, dokumenty i osoby, dziś wykonuje nasza platforma. W dobie wojny hybrydowej takie rozwiązania są równie ważne dla bezpieczeństwa jak czołgi czy śmigłowce.

Czy wspierają lub zamierzają wspierać państwo także siły zbrojne?

Nie chcę zdradzać szczegółów, ale mogę powiedzieć, że nie wykluczamy takiej współpracy. Nasza platforma ma wiele przydatnych zastosowań. Mogłaby m.in. pomóc wykrywać szpiegów czy identyfikować łańcuchy dostaw. Paleta możliwości jest bardzo szeroka. Zakres zastosowań zależy przede wszystkim od potrzeb i pomysłowości klienta oraz dostępnych danych.